wtorek, 30 września 2014

Jesień przełamana latem


Ostatnio chyba trochę zaniedbałam bloga :< A to przez studia, musiałam jakoś się przeprowadzić do nowego mieszkania (Sharan nie dał sobie rady ze wszystkimi pudłami, które miałam), doszedł stres związany ze szkołą i z kolejnym rozstaniem z rodziną... Eh, ciężko było. Mój "wielki projekt", o którym wspominałam w poprzednich postach nieco się opóźni, więc post prawdopodobnie pojawi się na początku listopada :)

Dzisiaj przybywam do Was z jeszcze ciepłą stylizacją jesienną! Starałam się jak najbardziej uchwycić klimat jesieni przełamany letnim akcentem tunikosukienki. Zresztą, zobaczcie sami! :)




Postanowiłam na stonowane kolory, oscylujące pomiędzy czernią i bielą, zachowując jednak lato w postaci tuniki, którą w upalne dni uwielbiam nosić jako sukienkę (pod warunkiem, że nie planuję się pochylać :D)

Głupia mina, bo oczywiście musiałam gadać :D


Dzień tej sesji był także dniem mojej odważnej próby wyjścia na zewnątrz z pomalowanymi przez siebie oczami. Generalnie tego nie robię (mam na myśli kreski i cienie do powiek), bo po pierwsze zrobienie makijażu oczu trwa u mnie pół dnia, a po drugie zawsze w efekcie wyglądam, jakby mnie ktoś mocno pobił :D 


Tunika - z lokalnego butiku
Spodnie - Cropp
Kamizelka - Cropp
Zegarek - Reserved
Buty - z bazarku

Na dzisiaj chyba będzie tego, jest już dość późno, czas mnie goni, budzik na 6.50, nie ma zmiłuj! Obiecuję, że od przyszłego tygodnia wszystko wróci do normy i jeszcze w ten weekend zobaczycie nowy post (o ile znowu nie nawalę). 

Trzymajcie się ciepło, do napisania!

~*~*~*~*~*~

P.S. Macie już swój komplet zniżek na weekend? :D

środa, 24 września 2014

Recenzja podkładu Catrice Photo Finish

Hej kochani! Witam Was bardzo serdecznie i na wstępie baaardzo dziękuję za 1000 wyświetleń! Może na tle innych blogów nie jest to jakaś spektakularna liczba, ale dla mnie ważne jest każde wejście i każdy komentarz, daje mi to ogromną motywację do działania i dalszego prowadzenie bloga :) Dziękuję bardzo serdecznie, z całego serca, jesteście świetni! :*

A teraz przechodzę do recenzji podkładu, o którym mowa w tytule :)




Mój kolor to 030 Caramel Beige. Kupiłam go w Hebe, kosztował mnie około 26zł. Szukałam czegoś lekkiego, czegoś na lato, co nie spłynie z twarzy pod wpływem upałów. Pani w Hebe od razu wskazała mi ten produkt, ponieważ podkreśliłam, że szukam czegoś z miarę dobrym składem i niedrogiego (bardzo nie lubię przepłacać, uważam, że tanie nie oznacza gorsze). Pokazała mi też kilka innych z konkurencyjnych firm, między innymi chyba Wake me up z Maybelline, ale nie byłam zainteresowana. Słyszałam dużo pozytywnych opinii o Catrice, więc postanowiłam go sprawdzić. Mam obsesję na punkcie składów, chociaż pewnie niewiele jeszcze wiem na ich temat, i od razu zerknęłam na bok opakowania. 



Zachwyca mnie brak parabenów i składników ropopochodnych (parafiny, isoparafiny, wazeliny), to, że talk jest tak nisko, a także obecność gliceryny (nawet, jeśli jest tak nisko, zawsze można ją dodać w postaci półproduktu ;))

Podkład zamknięty jest w opakowaniu z matowego szkła, zatem nie odciskają się na nim palce na przykład :) Plusem jest też pompka, której o dziwo jeszcze nie zepsułam :D Jego zapach jest dla mnie mocno różany, co jest niewielkim minusem, bo oznacza dużo chemicznych substancji zapachowych, aczkolwiek zapach nie utrzymuje się na skórze. Podkład ma fajną konsystencję, jest lekko tłusty, ale nie zapychający :)





Tak wygląda całkowicie roztarty, jednak użyłam za dużo produktu jak na taką małą powierzchnię. 

Pewnie teraz myślicie, jak tłusty podkład może się nadawać na lato. Otóż muszę przyznać, że sprawdził się świetnie w upalne dni. To prawda, pozostawia na mojej mieszanej cerze delikatny tłusty film, ale wystarczy zdyscyplinować go odrobiną pudru i jest dobrze :) Zresztą, nałożony w odpowiedniej ilości nie powoduje żadnych problemów i przy cerze normalnej puder można sobie odpuścić :) Podkład bardzo dobrze kryje, dlatego wystarczy naprawdę niewielka ilość. Zazwyczaj użyłam około połowy pompki na całą twarz, później poprawiam to co trzeba resztką, która została na pompce albo wydostała się z niej podczas powrotu pompki na swoje miejsce. Muszę też pochwalić panią w Hebe, która idealnie dobrała kolor do mojej cery, która nigdy się nie opala i zawsze jest biała :D


A teraz trochę informacji, co obiecuje producent. :)


Po pierwsze zapewnia, że podkład jest lekki i faktycznie tak jest. Nie spływa, nie waży się na skórze, nie czuję efektu maski Po drugie krycie, które także jest zgodne z prawdą. Brak efektu maski i trwałość do 18 godzin. Efektu maski nie ma, a z tą trwałością bywa różnie, bo na mojej cerze nic nigdy nie utrzymywało się dłużej niż 2-3 godziny. Ten produkt i tak jest zaskoczeniem, bo chociaż nie wytrzymałby 18 godzin na mojej twarzy, spokojnie wytrzymuje około 5, co jest dla mnie zupełną nowością i czyni go moim ulubieńcem pod względem trwałości! Producent zapewnia też, że jego podkład jest nietłusty, skąd więc ten film? Wydaje mi się, że to kwestia obecności wosku pszczelego w składzie, co absolutnie nie jest jego wadą. Przeciwnie, zarówno latem jak i zimą wosk będzie chronił naszą twarz przed czynnikami zewnętrznymi i nie zapcha, jak składniki olejopochodne.
Faktycznie podkład nie zapycha, nie powoduje nowych niedoskonałości na skórze.

Czy więc mogę mu coś zarzucić? Przede wszystkim zapach, mimo że nie utrzymuje się długo, jest dość duszący. Po drugie, chociaż ochronny film na twarzy teoretycznie jest zaletą, a nie wadą, w upalne dni wolałam zaoszczędzić swojej twarzy pudrowania, a tłusta warstewka mi to uniemożliwiła. Na szczęście nie maluję się zbyt często i na co dzień zwykły krem BB wystarczył. :) Podkład służy mi na większe wyjścia, sesje (na przykład na bloga :D), etc. 

Moja ogólna ocena to 4.5/5. Odejmuję pół punktu tylko i wyłącznie za zapach, trochę różany, trochę chemiczny. Tak poza tym podkład jest świetny i wiem, że w zimie sprawdzi się jeszcze lepiej! Po raz kolejny przekonuję się o doskonałości firmy Catrice i po wielu pozytywnych opiniach muszę w końcu kupić korektor camouflage cream :) :)

Używałyście? Co sądzicie? Macie swoich ulubieńców wśród podkładów na upał? :)



czwartek, 18 września 2014

Historia wielkiej przyjaźni z brylantami w tle

Hej kochani! :) Miałam kilkudniową przerwę od internetowania ze względu na gorsze samopoczucie (dopadło mnie pierwsze jesienne przeziębienie), ale dzisiaj wracam z odrobiną recenzji książki, którą niedawno miałam okazję przeczytać. Mowa o "naszyjniku" Cheryl Jarvis. :)

Będąc niedawno w bibliotece stwierdziłam, że oprócz gatunków, które wiecznie czytam (i które de facto nawet nie mają swojej nazwy gatunkowej), chciałabym przeczytać coś innego. Zerknęłam więc na biografie w  poszukiwaniu książki o Coco Chanel lub Audrey Hepburn. Tej pierwszej nikt nie mógł znaleźć, drugiej w ogóle nie było, więc zrezygnowana zaczęłam wędrować w stronę lady. Kątem oka zerknęłam jeszcze bodajże w dział "dzienniki/reportaże" i pomiędzy wszystkimi relacjami z II wojny światowej, etc. natknęłam się właśnie na "Naszyjnik". Po przeczytaniu opisu z tyłu stwierdziłam, że będzie to ciekawe doświadczenie, a książka jest na tyle cienka, że mogłabym się z nią wyrobić w dwa wieczory. Stała się więc ósmą wypożyczoną przeze mnie książką tego dnia. :)

Okurzony stół nie był planowany :C

Książka opowiada o grupie kobiet, które wspólnie kupują brylantowy naszyjnik, dzieląc się nim na określonych zasadach (ta, która ma w danym miesiącu urodziny bierze go na 28 (chyba) dni do siebie). Podzielona jest na czternaście rozdziałów, z którego 13 pierwszych opowiada o każdej kobiecie z osobna, kim jest, dlaczego zdecydowała się dołączyć do grupy i co zmieniło się w jej życiu po kupieniu naszyjnika), natomiast ostatni rozdział ma stanowić swego rodzaju epilog.

Na początku każdego rozdziału możemy zobaczyć zdjęcie kobiety, której jest poświęcony, dodatkowo książka w pewnym miejscu opatrzona jest zdjęciami kobiet z różnych okresów posiadania naszyjnika.






Szczerze powiedziawszy spodziewałam się po tej książce czegoś innego, co nie znaczy, że mi się nie podobała. Oczekiwałam, że faktycznie każdy z rozdziałów będzie traktował o innej kobiecie, tymczasem wątki się przeplatają, w każdym z nich jest mowa o "promotorce" tego przedsięwzięcia, jeden z nich opowiada o zupełnie innej kobiecie, niż powinien i to generalnie mi przeszkadzało. Trochę się gubiłam i pod koniec o niektórych bohaterkach w ogóle nie miałam zielonego pojęcia.
Tytułowy naszyjnik nie służył tylko do noszenia, w późniejszym etapie książki dostał wiele osobowych cech, był przedstawiony jako coś więcej, niż tylko brylant na sznurku, stał się swego rodzaju przedmiotem kultu i prawdę mówiąc trochę nie zrozumiałam idei tego pomysłu. Nie dociera do mnie, na jakiej zasadzie naszyjnik ma zmieniać życie (bo takie wrażenie odniosłam podczas czytania), aczkolwiek książka ma więcej zalet, niż wad.
Szybko się ją czyta, jest napisana przyjemnym, prostym językiem, w niektórych momentach staje się wzruszająca i generalnie fajnie patrzy się na historię kobiet, które połączył wspólny cel i które w tym całym zgiełku naszyjnikowania odnalazły przyjaźń :)

Moja ogólna ocena tej książki to 4/6 i uważam, że jest godna polecenia. Nie czyta się jej długo, nie jest ciężka, a pewne jej mankamenty można wybaczyć :)

Pozdrawiam Was ciepło i do zobaczenia niedługo! :* :)




sobota, 13 września 2014

New York Fashion Week: moi ulubieńcy

Witajcie kochani! :) New York Fashion Week dobiegł końca, a moja głowa zapełniła się milionem inspiracji! :) Przyznam szczerze, że pokazy przez nawał pracy (o tym niedługo) oglądałam w zasadzie jednym okiem, jednak udało mi się wychwycić kilka perełek, które chwyciły mnie za serce :) Zapraszam!

Na pierwszy ogień idzie moja zdecydowana faworytka, czyli Anna Sui.

źródło: lamode.info
Moja ulubiona stylizacja z całego pokazu ;)

Klasyka połączona z nutą ekstrawagancji sprawia, że casualowe rzeczy stają się o wiele ciekawsze, od tej stylizacji nie mogłam oderwać oczu :)
Anna Sui zrobiła niesamowitą rzecz. Wkomponowała w swoje ubrania całą gamę wzorów, odrobinę zwierzęcych motywów, błysk i asymetrię w taki sposób, że zaczęły mi się podobać! :)

źródło: lamode.info


Dodatkowo jestem zachwycona krojem sukienek, które są w stanie wyglądać wspaniale na każdej figurze!

źródło: lamode.info
Nuta hipisowskiej natury ;)

Anna Sui wprowadziła do swojej kolekcji też kamizelki i katanki, które są moimi ulubieńcami ever :)

źródło: lamode.info

****

Kolejnym projektantem, którego kolekcja zwróciła moją uwagę jest Lela Rose, która wpuściła na pokaz kobiecość i delikatny romantyczny look. 

Źródło: zimbio.com

źródło: zimbio.com


Nie wiem, czy podczas NYFW którakolwiek z kolekcji wydała mi się bardziej delikatna i romantyczna. Lela Rose doskonale łączy klasyczne kolory z ciekawym projektem, co w efekcie daje ubrania, które mają szansę wyjść poza wybieg. :)


źródło: zimbio.com


****

Byłam bardzo ciekawa pokazu Boss'a ze względu na wprowadzenie mody damskiej projektu Jasona Wu, który od początku był dla mnie zagadką. Światowa marka, klasyk wśród garniturów ma wypuścić modę damską? Kobieta-Boss? 
Przyznam, że odrobinę bałam się tej kolekcji, miałam wrażenie, że Wu, chcąc zachować charakter Bossa zrobi coś na zasadzie "babochłopa". Jak dobrze, że się myliłam!


Źródło: hugoboss.com

Nowa kolekcja Bossa okazała się być pokazem casualowej mody biurowej, kobiet sukcesu i niezwykłego szyku. Ogromny szacunek dla Jasona Wu, który wyniósł markę na wyższy szczebel z niesamowitym powodzeniem!


Źródło: hugoboss.com

****

A teraz projektantka, której pokaz prezentował ubrania, które wymagają nie lada odwagi, ale był na tyle ciekawie wyreżyserowany, że utkwił mi w pamięci. Mowa o pokazie Betsey Johnson, który możecie zobaczyć TUTAJ
Pokaz prezentował modę ślubną, do której Betsey przemyciła popularne ostatnio hasła propagandowe takie jak "marriage freedom". I bardzo dobrze.
Wspaniały pomysł, wspaniałe wykonanie, wspaniała kolekcja i chociaż większość kreacji była zbyt wybiegowa i raczej nikt nigdy nie pokusi się na stawanie w nich przed ołtarzem, i tak całość mnie zachwyciła :)

Źródło: chron.com
Panowie już niedługo w sukniach przed ołtarzem! :)


Źródło: chron.com


****
Fajną scenerię pokazał także Tommy Hilfiger, taka wizualna otoczka sprawia, że ubrania z marszu stają się ciekawsze :) Link do pokazu TUTAJ :)

***

I na koniec (w myśl zasady "najlepsze na końcu" :)) sukienka, która bezapelacyjne podbiła moje serce i spośród wszystkich pokazów, nikt nie pokazał niczego, co mogłoby wyprzeć ja z mojego rankingu. Jest to sukienka projektu Luis Antonio, którą pokazał na pięknej modelce (wychodzi moja miłość do Azji ^^) i którą słusznie wypuścił jako pierwszą.

Źródło: thelifeobserved.com
I do tego te buty!

Oczywiście cała kolekcja była niesamowita, ale tylko ta sukienka spodobała mi się na tyle, że pewnie byłabym zdolna ją kupić (na przykład na kredyt hipoteczny... ). Antonio doskonale łączy wzory w ciekawe outfity :)


Źródło: bravotv.com


Na dzisiaj wystarczy tej mojej paplaniny, mam obecnie w przygotowaniu ważny projekt (szczególnie dla mnie samej) i pewnie niedługo się z Wami podzielę (na razie milczę w myśl powiedzenia, że im więcej o czymś mówimy, tym bardziej to nie wychodzi), a tymczasem trzymajcie się ciepło i oczywiście dziękuję za tyle ciepłych komentarzy, które otrzymałam dotychczas. Jesteście niesamowici!

Jakie były Wasze typy na nowojorskim Fashion Week? Piszcie!

Do zobaczenia wkrótce!


niedziela, 7 września 2014

Na rolkach przez świat!

Witajcie kochani! Wrzesień ruszył pełną parą, część z Was pewnie wróciła do szkoły, część natomiast wciąż cieszy się ostatnim miesiącem wakacji ;) Należę do tej drugiej grupy, w związku z tym mam wiele okazji do kreatywnego spędzania wolnego czasu. Kilka dni temu wygrzebałam na strychu moje stare, antyczne wręcz rolki, które dostałam w prezencie dzieckiem będąc, i które na szczęście wciąż są na mnie dobre (małe stopy podobno uchodzą za atrakcyjne :P) i postanowiłam wybrać się na rekreacyjny "spacer". Przy okazji chciałam przedstawić mój pomysł na nieco streetwearowy, luźny look, łączący w sobie wygodę i sportową elegancję (ze względu na sukienkę, którą równie dobrze można zestawić ze szpilkami, przynajmniej według mnie ;)). Wbrew pozorom ten outfit okazał się wygodny nawet na rolki, nie licząc momentu, kiedy trzeba usiąść, żeby je założyć i ściągnąć :P Zapraszam serdecznie ^^


Jedyny minus tego popołudnia to dość porywisty wiatr. Jako, że mądra ja nie wzięła niczego do upięcia włosów w tzw. ślimaka, były one narażone na działanie chłodnych jesiennych podmuchów, przez co wyglądały jak szczotka przez kilka kolejnych dni. :((


Poruszanie się z gracją - robisz to źle :P






Warto zauważyć, że jazda na rolkach doskonale rzeźbi uda, łydki i przede wszystkim pośladki. Mam znajomego który jest rolkarzem (jest w ogóle takie słowo? Filologia polska bardzo xD) i wierzcie mi, jest na co popatrzeć! :D


Faktem jest, że rolki są już minimalnie za małe i po kilku godzinach noszenia ich palce zaczęły mnie piec, jednakże naprawdę warto było je odnaleźć i dopóki jeszcze ból nie będzie paraliżujący, będę się starała jeździć jak najczęściej :))

























Katana - Cropp
Sukienka - Tally Weijl
Podkolanówki - Gatta

Z mojej strony na dzisiaj to już tyle. Chciałabym jeszcze podziękować za ciągle rosnącą liczbę komentarzy i obserwujących :) Jest to dla mnie bardzo miłe i daje motywację do pisania tego bloga, co z moim słomianym zapałem może okazać się nie lada wyzwaniem! :)

Na następny wpis może przygotuję jakąś recenzję, co wy na to? :)

Komitywa pozdrawia!


środa, 3 września 2014

Sierpień w obiektywie: Komitywa z naturą!

Witam was w to chłodne wrześniowe południe. :) Co prawda sierpień już się skończył, ale ja dopiero teraz postanawiam podzielić się fotorelacją z krótkiego wypadu "na zielone" :) Razem z Jiffy wybrałyśmy się w podróż do małej wioseczki położonej niedaleko naszej miejscowości i tam, oprócz spotkania z lokalnymi mieszkańcami i pajęczakami, spróbowałyśmy złapać ostatnie chwile letniego słońca. :) Zresztą zobaczcie sami!

Pani Krowa dzielnie dotrzymywała nam towarzystwa przez cały czas ^^



Bąbelki <3

Pomysł na zdjęcia? Puszczajmy bańki mydlane! Pomimo wieku sprawia mi to ciągle tą samą frajdę :D 







Patrzę jak odlatują bąbelki :(








Kurtka - Cropp
Bluzka - przywieziona z niemieckiego butiku
Spodnie - C&A
Buty - chyba CCC ale głowy nie dam :D


A jak Wy łapiecie ostatnie podrygi lata? :)

Przeczytaj zanim skomentujesz!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz i zawsze odwiedzam blogi komentujących :) Jednak jeśli obejrzysz zdjęcia i napiszesz "super post/recenzja/migawka/ulubieńcy/denko/cotamchcesz", lepiej sobie daruj. Dla mnie liczy się jakość komentarzy, a nie ich ilość. Nie piszę tych postów dla siebie ;) Jeśli uważasz, że za dużo tu czytania, przynajmniej wyłap esencję. Puste komentarze są bardzo przykre ;)