poniedziałek, 29 grudnia 2014

4 sposoby na Sylwestra + VII tydzień wyzwania makijażowego

Witajcie! :) Po wielkim świątecznym jedzeniu czas na przygotowania do Sylwestra! :) Myślę, że wszyscy już trwamy w tej przedimprezowej gorączce, szukamy sukienek, butów, torebek, garniturów, partnerów, transportu i pieniędzy ;) Ja też w tym całym ferworze przygotowałam 4 sposoby, jak ubrać się na Sylwestra i jak go spędzić. W drugiej części zaprezentuję Wam makijaż na ostatni już tydzień wyzwania u Zakochanej w Kolorkach i od razu muszę baardzo przeprosić za opóźnienie, ale z jednej strony zalał mnie nawał świątecznej pracy, a z drugiej kompletnie zapomniałam, że niedziela była wczoraj (magia świąt :D). Mam nadzieję, że jednodniowe opóźnienie zostanie mi wybaczone i mój makijaż załapie się jeszcze do posta ;)

No to zaczynamy!

Albo wiecie co? Zaczniemy od make-upu! :)


Postawiłam na brąz zmieszany z bladym brązo-złoto-fioletem, który na zdjęciu nijak nie przypomina tego, co miał przypominać, przełamany czarno-fioletową dolną powieką ;)


Całość mocno się błyszczy (oczywiście tego nie widać xD) i pasuje praktycznie do każdej stylizacji ;)



Usta celowo pozostawiłam niepomalowane, aby móc dopasować je do stylizacji, ewentualnie zmieniać kolor na imprezie ;)


W kwestii makijażu to tyle :) Jak Wam się podoba? :)




A teraz druga część postu, czyli 4 sposoby na Sylwestra :)


Nr 1 - prawdziwy sylwestrowy bal

Czyli długie suknie, małe torebki i wielogodzinne układanie fryzury, aby wyglądać jak prawdziwy Kopciuszek na balu u księcia. :) Ten rodzaj świętowania raczej jest w Polsce mało popularny, ale na pewno jest jakiś procent ludzi, którzy w ten wieczór chcą zabawić się jak rodzina królewska! :)

Ta gumka na ręce jest tu całkiem przypadkowo :D

Nr 2 - klasyczny Sylwester w lokalu/na domówce

Pod warunkiem, że domówka nie oznacza przyjścia w dresie i picia taniego wina, bo zwolennicy takiego spędzania Sylwestra też się znajdą :D Chodzi mi tu o klasyczną domówkę, popularną głównie w dużych miastach (na moim końcu świata sylwestrowe domówki to raczej picie taniego wina do rana ;))


Nr 3 - Sylwester w pracy

Broń Boże w znaczeniu w sylwestra pracuję. Nope, nope, nope! Mam na myśli raczej imprezy w firmach, na które zapraszani są pracownicy i ich bliscy ;) Tutaj panuje raczej klasyczna czerń, w mojej propozycji przełamana dziewczęcym krojem sukienki :)


Nr 4 - mój ulubieniec!

Czyli to co uwielbiam robić w Sylwestra i co praktykuję praktycznie co roku, stylizacja jak dla mnie jest idealna na ten dzień i nie wymaga dużo pracy. Numer 4 to po prostu siedzenie w domu i żarcie lodów przy najgłupszym filmie/serialu na świecie! :D




Kocham ten mój kolorowy syf! <3



I to by było na tyle :) Którą wersję Wy wybieracie na tegorocznego Sylwestra? :)









czwartek, 25 grudnia 2014

Wyniki rozdania!

Witajcie robaczki! :) W ferworze świątecznej bieganiny i przygotowań do sesji nie mam czasu na dłuższy post. Nie mogę jednak Was zawieść czasowym regresem :)
Dlatego jestem i zapraszam na wyniki rozdania, które ogłosiłam około miesiąca temu.


Jest mi naprawdę baardzo przykro, że udział w nim wzięła zaledwie jedna osoba, dlatego na dobrą sprawę ten post mógłby nie istnieć. No, ale trudno. Może to kwestia doboru nagród, może niskiej popularności mojego bloga, a  może samaniewiemczego, ale się nie udało. Trudno :)

Wobec tego nagroda wędruje do Angeliki z bloga Jiffy with me :)

Serdecznie dziękuję za udział i gratuluję :*

~~~~

Piszcie, jak Wam mijają święta i chwalcie się prezentami w komentarzach, trzymajcie się ciepło, do następnego razu! :)

niedziela, 21 grudnia 2014

Tydzień VI wyzwania makijażowego + recenzja Czarnego Mydła


Witajcie robaczki! :) Dzisiaj po 2 tygodniach przerwy w końcu wyleczyłam to wstrętne choróbsko i mogłam położyć kolor na oczy! :) Przybywam więc z propozycją makijażu na trzeci tydzień wyzwania u Zakochanej w Kolorkach, inspirowanego zimą ;)
Czy zima tu jest - nie wiem, aparat zbuntował się tak bardzo, że ledwo widać (a taki jest wyrazisty na żywo :C), no ale cóż, post musi być! :)

Zapraszam! :)



Wygląda to tak, jakby to była jedna niebieska plama, aparat zniwelował wszystkie odcienie tego makijażu, zatem tłumaczę: na górnej powiece jest niebieski cień (oprócz tego biały i czarny, co oczywiście na zdjęciu też się rozmyło -.-), a na dolnej zielona brokatowa kreska!
Niespodzianka, co? :D



No i to by było na tyle? Jak tam Wasze interpretacje zimy? :)



Tymczasem przechodzę do recenzji Czarnego mydła od babci Agafii. 



Mydło pewnie wszystkim znane, przez wiele blogerek wysławiany i recenzowany ;)
Pełne jest naturalnych ziołowych ekstraktów i SLESu, co czyni go mocniejszym oczyszczającym szamponem (jak i mydłem do ciała)

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sorbitol, Cocamid DEA, Parfum, Ozokerite, Tar Oil, Chenopodium Ambrosioides, Cedrus Deodara Wood Oil, Davurica Soja (soybean) Oil, Abies Sibirica Oil, Hippophae Rhamonides Oil, Juniperus Communis Wood Oil, Amaranthus Caudatus Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Arcticum Lappa Seed Oil, Linum Usitatissimum (Lineseed) Seed Oil, Petrolium Distillates Oil, Salvia Officinalis Flower/Leaf/Steam Juice, Chelidonium Majus Extract, Melissa Officinalis Flower/Leaf/Steam Water, Pulmonaria Officinalis Extract, Chamomilla Recutita Flower/Leaf/Steam Water, Bidens Tripartita Flower/Leaf/Steam Extract, Achilea Millefolium Flower Water, Urctica Dioica Leaf Extract, Potentilla Anserina Extract, Arctostaphylos Uva-Ursi Lead Extract, Inula Helenium Extract, Polygala Sibirica Extract, Glycyrrhiza Glabra LEaf Extract, Pinus Sylvestris LEaf Extract, Saponaria Alba Officinalis Extract, Saponaria Rubra Officinalis Extract, Rhodiola Rosea Extract, Altaea Officinalis Extract, Inonotus Obliquus Extract, Larix Sibirica Wood Extract, Alnus Glutinosa Extract, Evernia Prunastri Extract, Usnea Barbata Extract, Picea Sibirica Extract, Rhaponticum Carthamoides Root Extract, Methylchloroisothiazolinone, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Caramel, CI 44090.



Ogromny skład, producent zapewnia 37 ziół. Na plus działa brak parabenów i silikonów. 



Konsystencja jest zbita, żelowa i gęsta, łatwo się pieni i nie spływa z głowy. 


Moja opinia: Sama nie wiem, jak ocenić ten produkt. Niby jest dobry, dobrze oczyszcza, ale stosuję go raz w miesiącu (około) i mimo to za każdym razem powoduje wrażenie szczotki na głowie. Moje włosy są szorstkie, niemiłe w dotyku, niesforne i za nic nie dają się dociążyć. Nawet pomimo użycia odżywki emolientowej na całej długości otwierają mi się łuski, przez co włosy zbijają się w jeden wielki ul.

Na plus? Genialnie oczyszcza. Służy mi od czasu do czasu jako detoks, żebym mogła ocenić czego moim włosom jeszcze brakuje, chociaż z takimi efektami to też nie jest łatwe.



Jego cena też nie zachwyca, kupimy je za około 50 zł.

Ogólnie, dla włosów nisko- i średnioporowatych w kierunku niskich mydło będzie bardzo dobre, jednak dla wysokoporów, w dodatku cienkich i łamliwych (i odpornych na wszelką pielęgnację, tak jak moje -.-) raczej może okazać się utrapieniem. 

Generalnie moja ocena to 2/5

Teraz w kolejce czeka jego tańszy i łagodniejszy zamiennik czyli mydło cedrowe, ale w końcu zioła to zioła, więc nie spodziewam się, że dokona cudów na mojej szczotce.

A Wy macie jakieś doświadczenia z tym mydłem? :)

Pozdrawiam serdecznie! :)




sobota, 13 grudnia 2014

Grudzień w obiektywie: Ukochana Łódź



Witajcie kochani! :) W dzisiejszym poście przeczytacie relację z mojego wyjazdu do najpiękniejszego, najukochańszego,  najwspanialszego i w ogóle naj mieście, w którym nigdy nie wieje, czyli Łodzi <3 Wiem, że dla większości Łódź to szare miasto pełne obdrapanych kamienic i wszechobecnych śmieci, ale dla mnie to zawsze będzie TO. I nie widzę tam żadnych obdartych kamienic. Widzę pewną historię, niezmąconą żadnymi unowocześniającymi remontami. Nie znoszę nowoczesności. Nie znoszę Rzeszowa.
Amen.

Tymczasem w piątek na całe 13 godzin zamieszkałam w Łodzi, odwiedziłam przyjaciół w akademiku (nie spodziewałam się, że w ciągu roku aż tyle może się zmienić), w końcu odetchnęłam przestrzenią (w Rzeszowie strasznie się duszę), spotkałam milion różnych dziwadeł (babcie, której wyskoczyło biodro i chciała, żeby ją odprowadzić do domu, wróżkę, która powiedziała mi, że mam dużo stresu, chłopaka który przekazał mi białą kopertę z cudzymi dokumentami, po całej Łodzi biegali za mną ludzie z Metrem, wobec tego miałam cztery egzemplarze tego samego numeru w plecaku, jeździłam tramwajami w tę i z powrotem (kocham tramwaje! <3), zrobiłam sto tysięcy zdjęć, a potem wróciłam do smutnej rzeszowskiej rzeczywistości i spotkałam miłego pana taksówkarza, który o 4 rano zapytał mnie, czy wracam z pracy :D

Nie przedłużam już, gdybym chciała opisać cały piątkowy dzień, powstałaby całkiem gruba książka. Odbiłam sobie cały rok domowo-rzeszowskiej rutyny. :)

Zapraszam!



Najpierw przespacerowałam się wszechobecną Piotrkowską, kierując się w stronę Placu Wolności. Aż mi się ciepło robi na myśl, że rok temu o tej porze miałam problem z jego znalezieniem. :)
No i świecące reniferki! O 7 rano niestety się nie świeciły, ale i tak były sugoi! <3




Dzień dobry panom, co panowie tak przed Hebe sterczą z samego rana, będą coś rozdawać? :D


A tu sympatyczne piotrkowskie gołąbki <3 Przylgnęły do mnie, bo myślały, że mam jeść. Ale nic im nie dałam, bo nic nie miałam, sama zeżarłam w autobusie :D



A tu już bliżej Placu Wolności i choinki, która zaświeciła się o 17, a ja oczywiście tkwiłam wtedy w korku ;D

Bo każdy rozsądny podróżnik jest w raju, gdy utknie w kilometrze tramwajów! <3


Bomba choinowa! 



No i Plac Wolności, na którym jak na złość wyszło tylko jedno zdjęcie, bo światło wokół bardzo się zbuntowało. :C


Wygląda to jakby było robione pod koniec sierpnia o 20, jak już słońce zaczyna zachodzić :D


Kiedy już wydostałam się z Placu Wolności i uciekłam złośliwej cygance, znalazłam się na tyłach Manufaktury i postanowiłam ten widok zachować na dłużej :)



W drodze od Niciarnianej do Przędzalnianej w poszukiwaniu tkanin, dzianin, etc (oczywiście nie znalazłam, bo jestem blondynką :D) spotkałam urocze kaczorki, które siedziały w wodzie, a jak mnie zobaczyły, całą watahą naparły na mnie małymi nóżkami w nadziei na jedzonko ^^
xD

Po spotkaniu z kaczorkami (dalej mi się chce śmiać na wspomnienie tego marszu w moją stronę xD) w końcu otworzyli Manufakturę i mogłam zagrzać stopy, których już wówczas nie czułam zupełnie :D





Oczywiście nie zabrakło Piernikowej Chatki...




...ani choinki na rynku! <3


W Manufakturce spędziłam kilka dobrych godzin, najadłam się za pięciu i tak bardzo poczułam własne zmęczenie, że olałam przecenę Yankee Candle i ruszyłam w stronę starych śmieci, czyli mojego akademika!


Wędlinka, czyli za dwa przystanki wysiadam - kiedy się jeszcze nie znało drogi :D

W międzyczasie jeszcze ruszyłam w miasto i porobiłam wieczorno-nocne zdjęcia :)

To jest Łódź, tego nie ogarniesz :D Nie wiem, co tu panowie robią, ale i tak mnie to bawi :D


No i przystrojona Łódzka jako uwieńczenie zakupów (tam wstąpiłam do Yves Rocher ^^)


Czara ognia! :D


Kocham tramwaje! <3







You Shall Not Pass! :D I tramwaj! xD

Na koniec zdjęcie z Tsuzuki <3 która przygarnęła mnie do pokoju na kilka godzin, odprowadziła na przystanek i dzielnie zniosła moje towarzystwo! <3



I to by było na tyle, dość długi post się zrobił, ale miałam problem z wybraniem tylko kilku zdjęć, Łódź jest zbyt piękna! ;)

Łodzi, szykuj się, przybywam zaraz po licencjacie, szykuj mieszkanko! <3

Trzymajcie się robaczki! :*





środa, 10 grudnia 2014

Jeden wybór może Cię zmienić...

http://4.bp.blogspot.com
Dzień dobry robaczki! :) Dzisiaj chciałam przedstawić Wam książkę, w której zakochałam się prawie tak mocno, jak w poprzednio opisywanej trylogii Delirium.
Mowa o powieści Veroniki Roth Niezgodna. :)

http://ecsmedia.pl

Najpierw zapraszam do zapoznania się, co mówi "ztyłuksiażka" :)

Jeden wybór może Cię zmienić...

Altruizm (bezinteresowność), Nieustraszoność (odwaga), Erudycja (inteligencja), Prawość (uczciwość), Serdeczność (życzliwość) to pięć frakcji, na które podzielone jest społeczeństwo zbudowane na ruinach Chicago. Każdy 16-tolatek, przechodzi test predyspozycji, a potem w krwawej ceremonii musi wybrać frakcję. Ten, kto nie pasuje do żadnej, zostaje uznany za bezfrakcyjnego i wykluczony.

Ten, kto łączy cechy charakteru kilku frakcji, jest Niezgodny - i musi zostać wyeliminowany...

Szesnastoletnia Beatrice dokonuje wyboru, który zaskoczy wszystkich, nawet ją samą. (...) Będzie musiała (...) zmierzyć się ze swoimi najgłębszymi lękami (...) i przekonać się, czy w nowym życiu (...) jest miejsce na miłość.

(...)

A Tris ma tajemnicę, której musi strzec przed wszystkimi, bo wie, że jej odkrycie oznacza dla niej śmierć.

Mówi się, że książka ta jest wierną kopią Igrzysk Śmierci. No to to już jest absolutnie śmieszne. Nie dostrzegam żadnego podobieństwa oprócz wątku miłosnego. Równie dobrze można porównać Niezgodną do którejkolwiek z książek E. Giffin.

Tak to wygląda w teorii. A jaka jest praktyka?

Książka od początku wciąga :) Nie ma zbędnego pierdu pierdu ani rozległych opisów jak to niekiedy bywa. Kiedy poznajemy Beatrice, od początku ma się wrażenie, że coś tu nie gra, że coś nie jest tak, jak powinno. Beatrice nie pasuje do świata, w którym żyje. I wiedzą to wszyscy.
Nie wiem, jak opisać fabułe, nie zdradzając zbyt dużo, dlatego też celowo opuściłam spoilerowe fragmenty "ztyłuksiążki" i nie polecam jej czytać.
W ogóle, nigdy jej nie czytajcie. Ani niczego, co jest z przodu. Ani komentarzy w sieci. To niebezpieczne.

Niedługo po dokonaniu przez Beatrice wyboru, poznaje ona tajemniczego chłopaka o zagadkowym imieniu Cztery. Oczywiście całość jego postaci z czasem się wyjaśnia, ale przez długi czas to człowiek-zagadka, który często zachowuje się jak typowa baba, wysyłając bohaterce watahę sprzecznych komunikatów. Cztery to typowe ciacho, boski żigolo w Europie, który na pierwszy rzut oka jest typowym zbyt pewnym siebie gburem-idiotą (aczkolwiek jest ciachem, więc można mu to wybaczyć) I jak to bywa w tego typu książkach, między Beatrice i tym gburem-idiotą pojawia się gorący romans - o wiele bardziej gorący niż w Delirium, chociaż swoje apogeum osiąga dopiero w kolejnych tomach (o tym za chwilę). Historia obojga się ze sobą przeplata i mimo że na pierwszy rzut oka pochodzą oni z dwóch różnych światów, z czasem okazuje się, że więcej ich łączy niż dzieli :)

Brzmi to jakbym go nie polubiła. Oczywiście, że polubiłam, bo kocham wszystkie te książkowe ciasteczka, ale pierwsze moje wrażenie o nim mimo wszystko pozostało. Chociaż, mnie to akurat do takich ciągnie najbardziej :D

Teoretycznie powinnam Wam także opowiedzieć o kolejnych tomach, ale tutaj sprawa wygląda tak, że jestem w trakcie czytania drugiego i nie mam pojęcia, jak się skończy, a trzeciego póki co nie zamierzam czytać właśnie dlatego, że wiem, jak się skończy (zue spoilery) i mam nadzieję, że niedługo zapomnę i będę mogła mieć niespodziankę ;)

Co do samej Niezgodnej, jestem baaardzo zachwycona i gdyby nie fakt, że koleżanka zaspoilerowała mi ostatni tom, pewnie trylogia zajęłaby miejsce Delirium. I kto wie, może kiedyś zajmie. :)

Warto też dodać, że autorka wydała także czwarty tom (swoją drogą, fascynują mnie trylogie, które mają cztery tomy :D), który jest prequlem wszystkich wydarzeń z kolejnych tomów, opowiedzianych z perspektywy Cztery. Powstał też film (kolejne tomy również doczekają się swojej adaptacji) i co za tym idzie, także filmowa okładka :)

http://ecsmedia.pl



http://free-torrents.pl

Generalnie książkę, jako osobną jednostkę, niezależną od reszty tomów, oceniam na 5/5 :) Przy okazji serdecznie polecam, jeśli lubicie powieści antyutopijne. :)


A Wy co ostatnio czytacie? :) Zachęciłam Was do Niezgodnej? :)




Przypominam o rozdaniu! :)





Buziaki! :*

Przeczytaj zanim skomentujesz!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz i zawsze odwiedzam blogi komentujących :) Jednak jeśli obejrzysz zdjęcia i napiszesz "super post/recenzja/migawka/ulubieńcy/denko/cotamchcesz", lepiej sobie daruj. Dla mnie liczy się jakość komentarzy, a nie ich ilość. Nie piszę tych postów dla siebie ;) Jeśli uważasz, że za dużo tu czytania, przynajmniej wyłap esencję. Puste komentarze są bardzo przykre ;)