środa, 2 marca 2016

OH MY BROOKLYN

http://www.hotellebleu.com/

Cześć kochani! ;) Dziś post inny niż zazwyczaj, nie będą to ani kosmetyki, ani włosy, ani stylizacja. Będzie to recenzja filmu Brooklyn, który miałam okazję niedawno obejrzeć. Moje opinie odnoście tego filmu są bardzo mieszane, jeśli jesteście ciekawi, zapraszam ;)


Młoda Irlandzka imigrantka , Ellis Lacey, w latach '50 udaje się do Nowego Jorku.

Tak się przedstawia opis filmu na filmwebie. Brooklyn miał 3 nominacje do Oscara i z tego co wiem, ani jednego nie dostał. I w sumie to dobrze.

Film opowiada o Ellis, która postanawia, że jej dotychczasowe życie jej nie odpowiada i zostawia swoją matkę (starszą kobietę) z młodszą siostrą.  Płynie z Irlandii do NY i tam rozpoczyna nowe życie w Brooklynskim mieszkaniu. Poznaje realia wielkiego miasta, odkrywa nowe obyczaje, nowe stroje, nowe zasady zachowania. Chodzi na potańcówki, pracuje w fabryce rajstop (przynajmniej tak zrozumiałam) i generalnie cały film wygląda jakby ją coś bolało. 



Pierwsze pół filmu opowiada o ogromnej tęsknocie za domem, pisaniu miliona listów, generalnie rozgotowane ziemniaczki.
Ogólnie jestem fanką melodramatów, mogłabym wymienić tuzin dobrych filmów w tej kategorii (One Day, Something Borrowed, Podróż na 100 stóp), ale w tym filmie jest tyle miauczenia i zawodzenia, że człowiek ma ochotę pogapić się w sufit, niż na to patrzeć,

Sama chciałaś, łajzo.

Mniej więcej w połowie nasza bohaterka - która jako aktorka jest piękną kobietą, a w filmie zrobili z niej mimetycznego manekina bez wyrazu (taka irlandzka Steward) - poznaje mężczyznę, który nie ma jej absolutnie nic do zaoferowania, ale łazi za nią jak kaczątko za mamą kaczką, a ona jest z tych, co nie potrafią odmawiać.

I tutaj muszę urwać, nie chcę spoilerować, obejrzyjcie do końca sami ;)

Od tej pory film troszkę się rozkręca i miałam nadzieję, że już do końca będę zadowolona. Jednak zakończenie pozostawiło we mnie uraz. Decyzje, które podjęła ta tępa łajza, to co zrobił jej facecik (dobry strateg, ale nadal łajza)... nope nope nope. Nigdy nie zachowałabym się tak, jak nasza Ellis i powiem szczerze, że pod koniec filmu zaczęłam bardzo głośno wyć i zawodzić. Faktycznie wyszedł z tego dramat, rodzinny, społeczny, osobisty. Tylko to, że film mnie poruszył pod koniec podnosi go w rankingu.

Nie da się zapomnieć o irlandzkim akcencie, który bardzo skutecznie psuje mi ogólne odczucia estetyczne. Nie mam nic przeciwko dialektom, ale yts so funi czy fuk ju doprowadzają mnie do gorączki. Ale może to tylko moje zboczenie.

Producenci dobrze zobrazowali Amerykę lat 50, klimat zdecydowanie oddają płaskie i mętne kolory. Duży plus za stroje pobocznych bohaterek (bo z Ellis reżyser zrobił Kopciuszka). Muzyka nie zrobiła na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia, nic nie utkwiło mi w pamięci.

Podsumowując, Brooklyn na filmwebie oceniłam na 6/10, ale z perspektywy czasu myślę, że to nieco za dużo. Dziś dałabym mu 5, ten jeden punkt dostał za wzbudzenie we mnie dużych emocji pod koniec.
Mojej przyjaciółce natomiast film bardzo się podobał, więc to mocno subiektywna kwestia. Wobec tego polecam Wam ten film anyway. Warto go obejrzeć i samemu stwierdzić, czy jest dobry czy nie.



To by było na tyle, moi mili, dziś dość długi post, następne będą już bardziej zdjęciowe. Dajcie znać, czy widzieliście ten film i co o nim myślicie ;)

Do następnego, moje koty! :*



7 komentarzy:

  1. Nie oglądałam ale chyba obejrzę. Choćby dla samego końca :D

    OdpowiedzUsuń
  2. jeszcze nie miałam okazji oglądać tego filmu, ale zapowiada się ciekawie :)
    Co powiesz na wspolna obserwację? Zaczniesz?
    liikeeme.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. To już wiem co obejrzę w sobotę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. lubie głównego aktora więc pewnie sięskusze

    OdpowiedzUsuń
  5. chyba nie moje klimaty w tym brooklynie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajna książka, miło i przyjemnie się ją czyta. Dobra recenzja :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie!

    OdpowiedzUsuń

Przeczytaj zanim skomentujesz!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz i zawsze odwiedzam blogi komentujących :) Jednak jeśli obejrzysz zdjęcia i napiszesz "super post/recenzja/migawka/ulubieńcy/denko/cotamchcesz", lepiej sobie daruj. Dla mnie liczy się jakość komentarzy, a nie ich ilość. Nie piszę tych postów dla siebie ;) Jeśli uważasz, że za dużo tu czytania, przynajmniej wyłap esencję. Puste komentarze są bardzo przykre ;)