sobota, 27 lutego 2016

7 ULUBIONYCH PRODUKTÓW DO MAKIJAŻU UST


Cześć robaki! Dzisiaj przygotowałam dla Was wpis o moich ulubieńcach wśród produktów do makijaży ust. Jest tu kilka kolorów wiosennych, kilka typowych dla jesiennej aury, moja ulubiona czerwień i jedna konturówka. Ciekawi? Zapraszam dalej ;)



RIMMEL MOISTURE RENEW 064 CORAL CHIC

Odkryłam ją już dawno temu i zawsze do niej wracam ;) Ma kolor ciepłej bordowej czerwieni, która według moich znajomych wpada w brąz. Według mnie jest to brudna czerwień  z odrobiną pomarańczu. Moja ciepła karnacja bardzo dobrze się z nią dogaduje, szminka pasuje praktycznie do każdego makijażu. ;)




RIMMEL LASTING FINISH BY KATE 16  

Szminka dobrze znana w blogo- i vlogosferze, jest to delikatny matowy róż, który towarzyszy mi na co dzień, wygląda subtelnie i "unaturalnia" każdy makijaż oka, nawet ten mocniejszy ;) Jest najprawdę matowa i czasem podkreśla suche skórki, ale nie widzę w tym jej wady. Jest najlepsza!




BOURJOIS ROUGE EDITION 12 ROSE NEON

Siostra Kate jeśli chodzi o kolor, ale jest bardziej kremowa i o wiele bardziej intensywna. To jej neonowy odpowiednik. Idealna na lato, choć jak dla mnie pasuje tylko do bardzo delikatnego makijażu lub do kresek. Uwielbiam natężenie koloru, jakie daje, do tego wykończenie jest niesamowite!




 ESSENCE XXXL LONGLASTING LIPGLOSS

Błyszczyk  jak to błyszczyk ma najgorszą trwałość, ale zachwyca mnie jego kolor, bardzo delikatny, niby nudziakowy, ale jednak różowy oraz zapach. Pachnie wspaniale, nie umiem nawet opisać tego zapachu! Cenowo też wypada bardzo dobrze, błyszczyk kosztuje ok. 10 zł. Pędzelek nabiera dość dużo produktu, dlatego robię dwie plamki na dolnej wardze i dwie na górnej, a potem rozcieram palcem. Bardzo go lubię ;)




GOLDERN ROSE MATTE LIPSTICK CRAYON 07

Mój ulubieniec wśród czerwieni. Mogliście go podziwiać w poprzednim poście stylizacyjnym (KLIK), a dziś przedstawię go od kuchni. Pomadka jest matowa, ale nie tak jak Kate. Powiedziałabym, że to mat z odrobiną masełka. Kolor nie schodzi z ust i nie zjada się jakoś brzydko. W sumie to się w ogóle nie zjada. Wżera się w usta i siedzi w nich do wieczora. Trudno się ją zmywa, więc pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest idealnym odpowiednikiem MACa. Polecam, polecam, polecam!




GOLDEN ROSE MATTE LIPSTICK CRAYON 10

Kolejny goldenrosowiec, tym razem w odcieniu brudnego różu. Kolor idealny na jesień, zimę i wczesną wiosnę, na letnie miesiące może okazać się zbyt ciężki i mroczny. Niemniej jednak kolor jest niesamowity, lekkiemu makijażowi oka dodaje wyrazu, a mocnemu - surowości. Towarzyszy mi od początku roku ;)




P2 PERFECT LOOK LIP LINER 010 NUDE

No i na końcu pojawia się konturówka. Osławiona na YT głównie za sprawą Szusz, w końcu trafiła do polskich drogerii Hebe ;) Bardzo się z tego cieszę, bo uwielbiam produkty P2 a bardzo rzadko mam do nich dostęp (jeśli już, to zazwyczaj zostawiam miliony euro przy kasie :D). Konturówka jest fajna, choć stosowana samodzielnie nie wygląda według mnie najlepiej. Idealnie sprawdza się zarówno pod jasne róże, jak i ciemne brązy i mocne czerwienie. Konturówka idealna!




I to już wszystko, siedem moich typów. Jestem ciekawa, co Wy uważacie za poczet królów wśród pomadek ;)

Na koniec prezentuję Wam swatche wszystkich produktów :)

Na górze od lewej: Rimmel 640, Rimmel Kate 16, Bourjois, Essence
Na dole od lewej: GR 07, GR 10, Konturówka P2

Dodatkowo chciałabym Wam pokazać pewien fakt. Po zrobieniu swatchy jeszcze chwilę kręciłam się po domu, a potem poszłam je zmyć. Myłam łape 3 razy, a czerwień z GR nadal została w formie jasnej czerwonej plamy. Takiej trwałości jeszcze nie było w mojej kosmetyczce!


Wygląda jak siniak, ale to właśnie ten drań :D

I to by było na tyle, moi drodzy, dajcie znać, czy podzielacie moje zdanie, czy macie zupełnie innych ulubieńców. Widzimy się niedługo, Buziaki! :*












poniedziałek, 22 lutego 2016

LUTY W OBIEKTYWIE: BABSKI WIECZÓR



Cześć wszystkim! Kilka dni temu razem z moją przyjaciółką postanowiłyśmy zrobić tematyczną sesję. Długo myślałyśmy nad tematem, w końcu stanęło na paryżanki. :) Przeglądając wszystkie zdjęcia z tego dnia uznałam, że paryżanek jest właśnie najmniej :D W trakcie koncepcja zmieniła się dwukrotnie, paryżanki zmieniły się w pinup, który wyglądał bardziej jak głębokie lata '90, a te z kolei przeobraziły się w leniwy wieczór przy kawie ;) Jeśli jesteście ciekawi, jak się do tego zabrałyśmy i co dobrego z tego wyszło, zapraszam serdecznie!

Dziś będzie masa zdjęć a mało tekstu, a więc coś co wielu z Was (ja też :D) uwielbia ;)


Jeżeli chodzi o paryżanki, było to jedyne zdjęcie które wyszło naprawdę dobrze i z którego jestem naprawdę zadowolona. No cóż :D


Pin Up po paraliżu, czyli Nowy Jork lat dziewięćdziesiątych ^^


Na ustach Golen Rose Matt Lipstick Crayon ;)


Dziób, dziób zawsze i wszędzie!


I moje ulubione popołudnie przy herbatce (kawkę wypiłyśmy jeszcze przed :3)




Na koniec selfie!

Wyglądam trochę jak Blake Lively <3


I to by było na tyle, moi drodzy. Na koniec mam dla Was kompilację stylizacji, które wybrałam do sesji ;) Ogromne podziękowania również dla Ani, która była organizatorem całego przedsięwzięcia, kocham Cie! :*



Pin up: Opaska No name |  Koszula New Yorker | Spódnica No name | Buty CCC

Paryżanki: Bluzka Mohito | Spódnica Sinsay

Leniwe popołudnie: Bluzka Mohito | Narzuta i spodnie Stradivarius

Bransoletkę dostałam, nie wiem skąd jest ;)


To tyle Miśki, dajcie znać, co myślicie, a ja uciekam! Kolejny post pojawi się dopiero w weekend, bądźcie cierpliwi! ;)

Buziaki! :*









poniedziałek, 15 lutego 2016

NIEDZIELA DLA WŁOSÓW #5


Cześć kochani! Co prawda jest już późno, ale przez cały dzień nie miałam kiedy zabrać się za klepanie posta. Mam nadzieję, że będzie mi wybaczone i zapraszam na świeżą NdW!
Ach, z góry przepraszam za jakość zdjęć, coś mi się aparat zbuntował i musiałam się nieźle oskakać żeby je chociaż trochę podratować komputerowo :(


Swoją niedzielę rozpoczęłam od nałożenia mieszkanki oleju z pestek malin i olejku z Bbd, mniej więcej w proporcji 2:1. Kopytkowałam tak po domu około godziny, zmoczyłam włosy i nałożyłam na nie maskę Kallos Blueberry i na jakąś godzinkę klapnęłam się do gorącej wody <3
Później całość wyszorowałam szamponem z YR (dlaczego on się nie chce skończyć?!) i na jakieś 10 minut nałożyłam odżywkę z Dove. 

Kiedy lekko podeschły, wtarłam w całe włosy olejek z Balea, a na niemal całkowicie suche - GP. To mój standard każdego mycia ;)

Kiedy całkowicie wyschły, byłam baaardzo pozytywnie zaskoczona! Spodziewałam się, że będą obciążone albo spuszone jak zwykle.


Włosy okazały się miękkie, sypkie i baardzo błyszczące (musiałam spłaszczyć troche kolorystykę zdjęcia, naprawdę nie wiem, co się stało :C)
Mam też wrażenie, że kolor trochę się ujednolicił ;)

Końcówki są miękkie i nie ma mowy o żadnym puchu! Nie są też suche, choć mają do tego tendencję.


Zdecydowanie polecam Wam tak dużą dawkę emolientów od czasu do czasu ;)

Na dzisiaj to już tyle, do zobaczenia niedługo :)
Buziaki! :*





środa, 10 lutego 2016

3 RZECZY BEZ KTÓRYCH NIE UMIEM SIĘ OBYĆ


Hej robaki! Zapraszam Was dziś na przegląd trzech (lub nieco więcej) przedmiotów, bez których absolutnie nie wyobrażam sobie życia. Na pewno też macie takie rzeczy ;)

KALENDARZ / NOTATNIK

Kalendarze to moje drugie imię! Zapisuję w nim absolutnie wszystko: spotkania, wyjazdy, daty postów, kupienie nowego odkurzacza. Jak mam intensywniejszy tydzień, rozpisuje sobie nawet dni mycia włosów i produkty jakich użyje, żeby ich nie obciążyć, ale żeby też zawsze wyglądały świeżo. Taak, control freak to ja! :D
Jak widać na załączonym obrazku, kalendarze mam dwa :D Jeden w którym zapisuje wszystko wszystko, drugi jest maleńki i zapisuję tam raczej tylko rzeczy uczelniane.
Notatnik natomiast jest od wszystkiego. Mam w nim np. chciejliste i przepisy na domowe peelingi/maseczki ;)



TANGLE TEEZER

Ach, czymże by były Kingsleyowe włosy, gdyby nie odkryły TT! To moja absolutnie ulubiona szczotka i nie wyobrażam sobie bez niej funkcjonowania, tym bardziej że moim włosom wystarczy jeden mocniejszy podmuch wiatru i już robią sie z nich dready. Nie zabieram jej ze sobą tylko wtedy, kiedy włosy mam ściśle upięte i wiem, że do wieczora takie będą. ;)



MUZYKA

Zawsze powtarzam, że ze wszystkich kalectw na świecie najbardziej boję się głuchoty. Muzyka stanowi ogromną część mojego życia i nawet nie chce myśleć, co by było, gdyby jej zabrakło. Mogę zapomnieć zabrać ze sobą kluczy i siedzieć kilka godzin pod klatką, ale nie mogę zapomnieć słuchawek. Zawsze jak sie okazuje, że ich nie ma... lecę kupić następne :D
Z nią każdy dzień jest o wiele lepszy! 



Tak sie prezentują 3 rzeczy, bez których nie ma Kingsley. Zaskoczyło Was coś? ;)
Dajcie znać, co u Was jest absolutnym Must Have!
Do zobaczenia robaki :*



czwartek, 4 lutego 2016

NAJLEPSZY DEMAKIJAŻYSTA EVER


Cześć kochani! Jak Wam mija życie? ;) Dziś mam dla Was recenzję najlepszego według mnie produktu do demakijażu, jaki miałam, czyli olejek z Evree.
Najlepszy demakijażysta evree! :D

Zapraszam!


Mamy tu 150ml przezroczystego olejku. Przede wszystkim olejek jest baaaaardzo wydajny! Zużycie które widzicie na zdjęciu jest prawie dwumiesięczne. 

Skład macie tutaj:


Na zużycie go mamy pół roku, ale dla mnie to jakaś kpina, ja go będę denkować 5 lat :D
Skład mi się podoba, nie ma za dużo "gówienek". 
Producent obiecuje różne rzeczy, a jak jest w rzeczywistości?



Olejek jest rzadki, ale "treściwy". Jest meeeega tłusty i trzeba po nim umyć łapki (jeśli używamy łapek, o tym zaraz), bo za nic się w nie nie wchłonie. 


No dobra, a co z działaniem? Olejek działa cuda! Jest niby przeznaczony tylko do oczu, ale ja zmywam nim całą twarzy i jestem bardzo zadowolona. 

Wszystkie mleczka mnie uczulają i pieką, a wszystkie micele pieką i ściągają mi skórę tak, że mam ochotę umrzeć. Ten olejek jest wybawieniem dla cer wrażliwych i skłonnych do podrażnień. Co ważne, nie ma najmniejszych szans, że kogokolwiek zapcha. Po pierwsze, skład na to nie pozwala, a po drugie, mnie zapycha wszystko, naprawdę wszystko. Jeśli coś nie zapycha mnie, nie zapcha nikogo na świecie :D
Oprócz działania łagodzącego i nieściągającego, lubię w nim to, że po zmyciu go moja cera jest bardzo miękka i w połączeniu z żelem z Ziaji i gąbką z Sephorki nie ma sposobu, żeby była ściągnięta. ;)

Jak go używam? Można wylać go na wacik i przetrzeć twarz, tak jak to sie robi z tradycyjnymi demakijażystami, ale ja wolę inny sposób. Wylewam odrobinkę na dłoń (mniej więcej taką ilość jak na zdjęciu wyżej), rozgrzewam w dłoniach i wykonuję te same ruchy, co przy myciu twarzy. Zaczynam od oczu i kolistymi ruchami "rozmazuję" makijaż po całej twarzy. Tak, dokładnie tak :D Kiedy już tusz, cienie i eyeliner sie rozpuszczą, jestem cała szara i posmużona, masuję tak jeszcze chwilę i wszystko zdejmuję wacikiem. Wydaje mi się, że sam wacik nie zadziałałby tak dobrze, nie zrobiłby mi takiego ciepłego masażu twarzy :D

Po wszystkim skóra jest tak tłusta, że nie ma opcji tego tak zostawić, więc zmywam pozostałości makijażu żelem z Ziaji i jestem gotowa. Jeśli nigdzie nie wychodzę do końca dnia i wiem, że nikt mnie nie ogląda, ściągam tapetę zaraz po powrocie do domu i chodzę taka tłusta aż do prysznica.

Nie zamieniłabym tego olejku na żaden inny i na pewno już nie wrócę do żadnych miceli ani mleczek, neva!
Jego cena jest też atrakcyjna, olejek kosztuje 18 zł i za taki stopień zużycia to inwestycja roku. ;)


I to by było na tyle, kochani. Dajcie znać, czy znacie tego królewicza, a jeśli nie, to marsz to drogerii i poczujcie to cudowne ukojenie! ;)

Buziaki! :*







Przeczytaj zanim skomentujesz!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz i zawsze odwiedzam blogi komentujących :) Jednak jeśli obejrzysz zdjęcia i napiszesz "super post/recenzja/migawka/ulubieńcy/denko/cotamchcesz", lepiej sobie daruj. Dla mnie liczy się jakość komentarzy, a nie ich ilość. Nie piszę tych postów dla siebie ;) Jeśli uważasz, że za dużo tu czytania, przynajmniej wyłap esencję. Puste komentarze są bardzo przykre ;)