środa, 27 lipca 2016

LIPIEC W OBIEKTYWIE: FESTIWAL KOLORÓW


Cześć kochani! Mam dzisiaj dla Was szybką i dość krótką relację z Festiwalu Kolorów, na którym byłam z przyjaciółką kilka dni temu ;) Niestety zdjęć naszych pomazanych ubrań nie mam, bo światło na złość się zbuntowało i nic nie chciało być wyraźne. :( Niemniej jednak zapraszam na ten szybki przegląd zdjęć :)





Wszyscy bawili się super! ;)



Podczas festiwalu ktoś postanowił zrobić sesję zdjęciową, którą pochwyciłam w jednym ujęciu :)


Całości imprezy patronował Lipton (chyba jak w każdym mieście), nie zabrakło też Eska Summer City ;)



I to by było na tyle, kochani. Dziś dość krótko, jednak nie martwcie się - nadrobię to w kolejnych postach! Tymczasem już uciekam, życzę Wam udanego wieczoru, do zobaczenia!

Buziaki! :*









czwartek, 21 lipca 2016

MALEŃSTWA OD GOLDEN ROSE - WARTO?


Cześć! Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam pastelowe kolory na paznokciach. Kojarzą mi się z ciepłem, choć noszę je przez cały rok. Jakiś czas temu dostałam od mojej współlokatorki w prezencie dwa miniaturowe lakiery od Golden Rose z serii wow nail color. Spodobały mi się na tyle, że dokupiłam jeszcze 4. Czy było warto? Czy wszystkie są tak wspaniałe? Zapraszam dalej ;)


Kolory, które mam to od lewej: 01, 06, 96, 08, 16, 41. Na stronie Golden Rose jest ich 101, choć producent twierdzi, że linia zawiera 96 odcieni :D Kolory prezentują się tak:



Pierwsza trójka to kolory stonowane, biel, szarość i beż, czyli odcienie 01, 06 i 96 ;)


01 to klasyczna biel. Nie wygląda jednak jak korektor na paznokciach, prezentuje się bardzo ładnie ;) Jedyne, co mogę mu zarzucić, to zupełny brak krycia. Nawet 3 warstwy dają efekt "frencha" na paznokciach. Niemniej jednak sprawdza się o wiele lepiej niż jego siostra z serii rich color. Tej bieli zdecydowanie nie polecam. Maleństwo ma lepszą konsystencję i ogólnie wygląda ładniej, niestety nie kryje tak, jakbym chciała. 

06 to pastelowa szarość. Temu panu nie mam nic do zarzucenia, daje świetny kolor, idealne krycie już przy 1 warstwie, fantastyczny kolor. Pasuje praktycznie do wszystkiego i wygląda bardzo elegancko ;)

96 to już beż ;) Nie jest to żaden nudziak, ma bardziej kremowy odcień. Jeżeli chodzi o niego, wymaga 2 warstw aby krycie było dobre, ale wygląda równie dobrze, co poprzednik ;) Lubię malować nim wszystkie paznokcie, a jeden lub dwa maźnąć czymś mocniejszym ;)


Druga grupa to odcienie 08, 16 i 41 ;)


08 to jasny, pastelowy róż. Ta pani ma cudowny kolor, który uwielbiam, ale niestety ma jedną ogromną wadę - okropnie smuży :( Zazwyczaj kiedy maluję paznokcie, po 1 z każdej dłoni pokrywam innym kolorem, niż na reszcie. Ten zazwyczaj właśnie jest na te 2 "odmieńce", bo gdybym miała się męczyć z 10 palcami to bym chyba oszalała :D Kolor jest piękny, dlatego chcę go zużyć ;)

16 to mocny róż z błyszczącymi drobinkami. Ten nie smuży i nie potrzebuje 2 warstw, ale nie przepadam za nakładaniem go na wszystkie paznokcie i zazwyczaj leci na moich dwóch oryginalniaków ;) Ten kolor razem z beżem z poprzedniej grupy dostałam właśnie od współlokatorki, która powiedziała mi "ten właśnie ci kupiłam z myślą o tych dwóch samotnych palcach" :D

41 to intensywna żółć. Kupiłam go na pocieszenie po rozczarowaniu żółtą Coloramą z Maybelline, która bardzo smuży. Goldenrosiak też odrobinę ma ten problem, ale da się wyżyć i przy drugiej warstwie jakoś to wygląda. To jest kolor zdecydowanie wakacyjny i lubię nakładać go zarówno na "standardowe" paznokcie jak i na moje samotniki (wskazujący w prawej dłoni i serdeczny w lewej :D) Prawdę mówiąc, nie pamiętam, kiedy miałam pomalowane wszystkie paznokcie na jeden kolor :D


To już wszystkie moje maleństwa, tak prezentują się na paznokciach:




Czy warto je kupić? Myślę, że tak, bo ich cena jest niewielka (3-4zł). Mają też małą pojemność, dlatego jest większa szansa, że zużyjemy je zanim zaschną. Duży plus także za konsystencję, zazwyczaj wystarcza jedna warstwa. Co do trwałości, bez top coatu wytrzymują kilka dni, z topem - mam hybrydy bez hybryd. Zazwyczaj jeśli kolor mi się nie znudzi, maluję paznokcie co 10-14 dni ;)

Pomimo kilku potknięć, polecam zapoznać się z tą serią ;)



I to by było na tyle ;) Znacie te lakiery? Używacie ich? Lubicie pastelowe odcienie? ;) Piszcie, a ja uciekam się lenić :D

Buziaki! :*












piątek, 15 lipca 2016

LETNI NIEZBĘDNIK PIELĘGNACYJNY - OCHRONA UV


Cześć kochani! Lato to ten czas w roku, kiedy nie ruszam się z domu bez wysokich filtrów. Najchętniej wcale nie ruszam się z domu, temperatury 25+ mi szkodzą. Niemniej jednak ochrona UV jest najważniejszą częścią całego dbania o siebie latem. Nie tylko dlatego, że chroni przed oparzeniami, ale także przed fotostarzeniem i zapewnia optymalne nawilżenie. Dziś mam dla Was moje zestawienie kosmetyków pielęgnacyjnych i kolorowych, których lubię używać latem, zapraszam!
Przy okazji przepraszam za jakość zdjęć, mój aparat postanowił sprawdzić, jak to jest być tosterem.




1. FILTR DO TWARZY I CIAŁA

Nawet jeśli lecę do sklepu po bułki i mam na sobie makijaż w postaci jego braku, nie zapominam o filtrach. Do ciała zawsze (zawsze!) wybieram SPF 50, w tym przypadku Bielenda Bikini, który pokazywałam Wam w zeszłym roku KLIK ;) Do twarzy prezentowałam Wam wówczas SPF 30, również z Bielendy, którego teraz także używam, ale na mniejsze słońce i pod makijaż. Tego lata jednak udało mi się złapać na dużej promocji SPF 50 z Vichy. Muszę przyznać, że jest to kandydat na ulubieńća wakacji. Producent zapewnia matowość i taki efekt daje krem. Skóra jest matowa bardzo długo, ale przy tym nie "płaska". Dodatkowo oczywiście mamy tu maksymalną ochronę UV :)




2.  CO POTEM?

Zdarza się, że nasza skóra po opalaniu potrzebuje pomocy. Często myślimy, że mając filtr jesteśmy zabezpieczeni na resztę życia i leżymy plackiem na słońcu kilka godzin. Prawda jest taka, że aplikację kremów z filtrem trzeba systematycznie powtarzać. Jeśli zdarzy nam się spędzić na słońcu zbyt wiele czasu, polecam coś chłodzącego. Ja po opalaniu najczęściej używam S.O.S z Lirene. Fajnie chłodzi, nadaje skórze miękkość i łagodzi wszelkie podrażnienia. Najczęściej smaruję nim ramiona, bo są najbardziej narażone na słońce i skórę na klatce piersiowej, bo jest bardzo cienka i łatwo ulega oparzeniom. 
Jakiś czas temu w Sephorce trafiłam na najmilszą panią pod słońcem, która powiedziała mi, że mgiełka, którą biorę z myślą o twarzy i włosach jest idealna także do ciała na lato. I tak faktycznie jest! Mgiełkę z Sephorki pokazywałam Wam już TU. Rozpylona na opalone ciało "podkręca" tę opalenizne, ciało wygląda wtedy ładniej, fajnie się "świeci, błyszczy"? Nie wiem, jak to ująć - jest jak posmarowane oliwką, ale nie jest tłuste. Mój kolejny wakacyjny ulubieniec!
Jeśli będziecie jej szukać, ma teraz inną szatę graficzną, ale to ten sam produkt :)




3. MAKIJAŻ I PIELĘGNACJA UST

W tej kategorii mam dwa podkłady. Pierwszy to Rimmel Lasting Finish w kolorze 200. Ma filtr SPF 20, ale jest trochę za gęsty i za ciężki, dlatego mieszam go z jaśniejszym True Match, który jest za jasny i nie ma filtra - wtedy jest ok, konsystencja jest lżejsza :) Drugi gagatek to 123 perfect CC od Bourjois. Mój jest w kolorze 34 i wierzcie lub nie, ten (najciemniejszy w palecie) kolor jest minimalnie jaśniejszy od moich ramion :D Ma lekką konsystecję i oczywiście SPF ;) Jesienią i zimą używam koloru 33.
Latem nie zapominam też o ustach. Aby zabezpieczyć je przed słońcem, używam ochronnej pomadki z Nivea. Posiada ona SPF 20 i delikatnie zabiela usta, ale przy ciemnej karnacji tworzy to fajny efekt nude. Kiedy mam makijaż, przykrywam pomadkę jakimś kolorem i biel przestaje być problemem. :)



I to by było na tyle :) Dajcie znać, jak Wy dbacie o swoją skórę latem, ja już uciekam, do zobaczenia! :)

Buziaki! :*








niedziela, 10 lipca 2016

OUTFIT OF THE WEDDING #2


Hej Kochani :) Lato to okres masowych wesel, które także i mnie nie ominą. W związku z tym przygotowałam dla Was bardzo prosty OOTW. Jeśli jesteście ciekawi - zapraszam!




Osobiście uważam, że moda na kreacje wydarte żywcem z kolekcji haute couture od YSL albo Versace i stylizowane przez kilka godzin włosy już dawno minęła. A nawet jeśli nie, dla mnie jest już nieco passe. Dlatego ja zawsze decyduję się na delikatną sukienkę, którą będę w stanie jeszcze kiedyś ubrać, klasyczne szpilki i minimalistyczną biżuterię. Co do włosów, zazwyczaj je upinam. Tym razem delikatnie je pokręciłam, ale moje włosy są zupełnie niepodatne na jakąkolwiek stylizację, więc były proste jak druty już w drodze do kościoła :D




Sukienka jest prosta, w moim ulubionym kolorze. Spodobał mi się jej tył, bo dodaje całości nietypowego wyglądu :) 



Nie chciałam iść w klasyczne półbuty na obcasie, więc wybrałam czarne sandałki, które dopełniły stylizację, ale jej nie zdominowały. Nie są też jakieś super wysokie ani niewygodne.





Sukienka: Tally Weijl
Buty: DeeZee
Kurtka: Cropp
Torebka: No Name
Naszyjnik: AmberHurt
Zegarek: Reserved



Nie zabrakło też mojego tańcownika :)


I to by było na tyle :) Dajcie znać, co myślicie, a ja uciekam, jutro czeka mnie pracowity dzień :)

Buziaki!








niedziela, 3 lipca 2016

ULUBIEŃCY CZERWCA


Cześć robaki ;) Czerwiec dobiegł już końca, dlatego przychodzę z zestawieniem ulubieńców miesiąca. Zapraszam :)




WODA TERMALNA I MGIEŁKA AVON

Nie wyobrażam sobie lata bez kostek lodu i wody termalnej, Daje wspaniałe orzeźwienie, chłód i sprawia, że moja cera przestaje być ściągnięta. Ma też przystępną cenę i można ją aplikować także na makijaż, co często robię aby orzeźwić twarz lub zdjąć pudrowość ;)
Mgiełki avon to mój letni niezbędnik każdego roku. Zawsze mam w zanadrzu któryś z wariantów zapachowych. W tym miesiącu było to Bright Apple Blossom, czyli świeży zapach zielonego jabłuszka. Jest bardzo słodki, ale nie za słodki ;)



MASKA AGAFII I STARA MYDLARNIA

Bardzo lubię maski do twarzy, zarówno te "płynne" jak i w proszku. Testuję ich sporo i niedługo może pojawi się post na ich temat ;) W tym miesiącu moje serce skradły dwie saszetki: Stara Mydlarnia Anti-aging z różową glinką i odświeżająca Babuszka Agafia z miętą. SM to peel off, którą uwielbiam za wyrównanie kolorytu mojej cery i łagodzenie niedoskonałości i zaczerwienień. Olejek z drzewa herbacianego działa antyseptycznie, przez co mam widocznie mniej niedoskonałości. Używam jej zazwyczaj wieczorem. Agafii natomiast używam rano, przed pierwszym myciem twarzy (czyli teoretycznie zaraz po wstaniu). Nie mogę jej używać na oczyszczoną skórę, bo zawarta w niej mięta sakrabucko piecze. Maska doskonale odświeża i "budzi" moją cerę, przywraca jej też blask. Jak dla mnie obie są niesamowite ;)



BAZA SMASHBOX I CC BELL

Lato to czas, kiedy makijaż jest mniej trwały na twarzy. Po bazę Smashbox Photo Finish sięgnęłam przy okazji wyjścia na wesele i została ze mną na dłużej. Oczywiście nie używam jej codziennie, ale kiedy mam jakieś większe wyjścia lub kiedy wiem, że będę długo poza domem. Baza jest matowa, dobrze utrzymuje makijaż, sprawia, że jest trwalszy i przede wszystkim zmniejsza pory, przez cera wygląda o wiele ładniej ;)
Krem CC z Bell kupiłam jakiś czas temu, ale dopiero teraz odkryłam jego potencjał. Kolor dopasował się do mnie idealnie (mam odcień 03 Sunny), razem z bazą tworzy wspaniały duet. Pokochałam go przede wszystkim za brak efektu maski i świeży, letni wygląd. Czasem łączę do z Rimmel Lasting Finish dla lepszego krycia ;) Jego cena jest także niesamowita, bo jest to zaledwie 18 zł.




MAKE UP REVOLUTION I AVON

Dawno niewidziany rozświetlacz z MUR powrócił w końcu na salony. Zimą uznałam go za zbyt ciepły, natomiast na lato jest idealny, daje bardzo słoneczny, wakacyjny blask. W odstawkę póki co poszedł rozświetlacz z Kobo, który jest niemal biały i fajnie wygląda zimą. Ten z MUR mam w kolorze Peach Lights i o ile dobrze go zblenduję, wygląda niesamowicie!
Ostatnimi czasy jestem chora na pomadki w kolorach nude. Pokazywałam już bladziocha z MUR, a w tym miesiącu zdecydowanie zakochałam się w matowym Avonie w kolorze Au Naturale. Nie jest to typowy nudziak, ale lekko zabarwiony brązem i pomarańczem. Nie wygląda na ustach trupio, co jest jego ogromną zaletą. Mimo że jest matowa, dobrze się rozprowadza i nie wysusza ust. Jak dla mnie - ideał do mocniejszego i naturalnego makijażu oka ;)





DERMEDIC I WILKINSON


Jeżeli borykacie się z problemem atopowej skóry, wiecie jakie to uczucie, kiedy wszystko Was gryzie, swędzi, piecze, jest suche, ściągnięte i schodzi skóra. Długo szukałam czegoś co choć trochę złagodzi uczucie pękającej skóry i w końcu trafiłam na to. Nie wyobrażam sobie teraz używać czegoś innego po prysznicu. Dermedic Linum Emolient doskonale koi moją skóre i przywraca jej gładkość. Świetnie radzi sobie z suchymi łokciami i zrzucającą się skórą. Ma też bardzo wygodny atomizer. Nie daje jakiegoś super nawilżenia, dlatego wspomagam go normalnym balsamem, ale od kiedy go używam, "normalne balsamy" nie sprawiają mi już palącego bólu. 
Maszynkę z Wilkinson odkryłam przypadkiem. Idąc na maraton X mena do kina... dostałam ją w prezencie jako dodatek do biletu :D Moja to Wilkinson Sword Extreme 3. Jest genialna i o wiele bardziej żywotna od innych maszynek. Ma dwa paski nawilżające, przez co skóra jest gładsza, a zacięć - o wiele mniej. Ma też fajny kształt, całość ostrza przylega do skóry. Jak dla mnie super! :)



I to by było na tyle. Dajcie znać, czy lubicie któryś z tych produktów i jacy byli Wasi ulubieńcy w tym miesiącu. :) Ja już uciekam, pozdrawiam Was ciepło, buźka! :*




Przeczytaj zanim skomentujesz!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz i zawsze odwiedzam blogi komentujących :) Jednak jeśli obejrzysz zdjęcia i napiszesz "super post/recenzja/migawka/ulubieńcy/denko/cotamchcesz", lepiej sobie daruj. Dla mnie liczy się jakość komentarzy, a nie ich ilość. Nie piszę tych postów dla siebie ;) Jeśli uważasz, że za dużo tu czytania, przynajmniej wyłap esencję. Puste komentarze są bardzo przykre ;)