sobota, 25 marca 2017

ULUBIONE PRODUKTY BRĄZUJĄCE


Cześć Pierniczki! Mam dziś dla Was przegląd produktów brązujących, które u mnie sprawdzają się najlepiej. Jeśli tak jak ja lubicie być ciemni cały rok, zapraszam!



BALEA MAGIC SUMMER BODYLOTION

Ten balsam to moje odkrycie. Byłam pewna, że takie produkty jedynie "podbijają" opaleniznę i utrwalają ją. Balsam z Balea zawiera DHA i naprawdę nadaje kolor skórze! Jest to subtelna zmiana, ale rano widzę, że moja skóra jest nieco bardziej brązowa. Ten efekt nie wydaje mi się jakiś megatrwały, niemniej jednak jestem tym balsamem zachwycona i będę często do niego wracać :)




SORAYA AFTER SUN - ULTRANAWILŻAJĄCY BALSAM UTRWALAJĄCY OPALENIZNĘ

Ten balsam nie zawiera DHA, więc nie "opala" skóry trwale. Ma lekko brązowy kolor, który "osadza się" na skórze i delikatnie ją barwi. Całość utrzymuję się dość krótko, jednak ja ten balsam bardzo lubię. Używam go zarówno przed wyjściem, jako taki "szybki opalacz", jak i na noc. Produkt bardzo dobrze nawilża. Trzeba jednak poczekać, aż całkiem wyschnie, bo może barwić ubrania ;)





LIRENE DERMOPROGRAM MUS SAMOOPALAJĄCY

Wśród samoopalaczy, ten jest moim ulubieńcem. Nie żadne fejkbejki. Uwielbiam go, bo daje śliczny brązowy kolor, utrzymuje się cały tydzień i bardzo trudno jest sobie nim zrobić smugi. Ma formę pianki i jeśli chodzi o kolor i trwałość - to mój pionier. Ma jednak dwa istotne minusy. Pierwszy jest taki, że nie każdemu spodoba się jego zapach. Ja już do niego przywykłam. Drugi minus też nie każdemu będzie przeszkadzał - ogrom parabenów, w tym paraben etylowy, który może powodować nowotwory piersi. Dlatego właśnie bardzo ostrożnie się z nim obchodzę i nie pokrywam nim całego ciała. Poza tym, jest to naprawdę jeden z najlepszych produktów jakie mam ;)





BIELENDA BRĄZUJĄCA PIANKA DO CIAŁA

Dobry zamiennik pianki z Lirene. Jej ogromnym plusem jest brak parabenów, więc nie muszę się bawić w omijanie strategicznych partii mojego ciała. Pachnie mniej intensywnie niż Lirene. Ja mam wersję do ciemnej skóry, bo czytałam, że wersja do jasnej to porażka. Jeśli mam być szczera, moja pianka też nie daje spektakularnych efektów, jeśli mam ją porównywać z Lirene, ale ze względu na skład jestem jej fanką. Po prostu używam jej dwa razy w tygodniu ;)




I to by było na tyle ;) Dajcie znać, czy jesteście fanami sztucznej opalenizny i jakie produkty u Was się sprawdzają. A może używacie lekko brązujących balsamów zamiast samoopalaczy? :)
Ja już uciekam, trzymajcie się ciepło, buźka!






2 komentarze:

  1. rzadko kiedy sięgam po takie produkty :) jakoś nie bardzo je lubię. Jedynie z bielendy jest fajny olejek do twarzy :) daje naturalny efekt :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja rzadko sięgam po takie mazidła. wolę bladość;p

    OdpowiedzUsuń

Przeczytaj zanim skomentujesz!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz i zawsze odwiedzam blogi komentujących :) Jednak jeśli obejrzysz zdjęcia i napiszesz "super post/recenzja/migawka/ulubieńcy/denko/cotamchcesz", lepiej sobie daruj. Dla mnie liczy się jakość komentarzy, a nie ich ilość. Nie piszę tych postów dla siebie ;) Jeśli uważasz, że za dużo tu czytania, przynajmniej wyłap esencję. Puste komentarze są bardzo przykre ;)