Witaj na Selfmadeheaven. Blogu, który już od jakiegoś czasu nie funkcjonuje. Przestałam bawić się w blogowanie kosmetyczne i przerzuciłam się na więcej pisania, niż kolorowych obrazków. Poza tym, świetnych blogów kosmetycznych jest od groma :) Nie usuwam go głównie przez sentymetn. Przez to, że zdjęcia mi się podobają i przez to, że tęskniłabym za nim, gdybym go usunęła. Dlatego będzie mi miło, jeśli przeglądniesz jakieś moje stare posty w poszukiwaniu informacji albo inspiracji, ale raczej nie pojawi się tu nic nowego :)
W międzyczasie zapraszam Cię na mój nowy blog, gdzie jest więcej do czytania, pozdrawiam!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lifestyle. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 maja 2018

MAJÓWKA W MIEŚCIE? JAK NAJBARDZIEJ


W tym roku majówkę mamy wyjątkowo długą. Być może nawet absurdalnie długą, bo w przypadku wielu uczelni to aż dziewięć dni. Spora część osób co roku organizuje sobie jakiś wyjazd na weekend bądź dłużej. Odpoczywają od codzienności, relaksują się tu czy tam. Sama w zeszłym roku wybrałam się ze znajomymi do Gdańska. Ale jest spora grupa ludzi, która z różnych względów zostaje w swoim mieście - czasem jest to brak wolnego w pracy, czasem względy finansowe, różne zobowiązania czy szeroko pojęte lenistwo i domolubstwo.
Jest jakaś odgórna presja na wyjeżdżanie gdziekolwiek, nawet do miejscowości 20km dalej od naszej, byle tylko gdzieś być w majówkę. A przecież nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby odpocząć. W tym roku zdecydowaliśmy, że zostajemy w Lublinie, nie ruszamy się nawet do rodzinnych miejscowości. Bo przecież majówka w mieście też może być super. Wystarczy dobrze się zorganizować.

Najlepszą opcją na majówkę są dla mnie przede wszystkim leniwe poranki. Kiedy możesz sobie spokojnie usiąść przy śniadaniu i kawie, przeglądnąć inernety, poczytać książkę. Zrobić cokolwiek, co trudno jest robić w tygodniu, kiedy poranek zdominowany jest przez ciągły pośpiech. Później chwila byczenia się na kanapie przy serialu i - jeśli pogoda na to pozwala - spacer gdzieś w zielone.

Sporo osób, które w majówkę postawiły na swoje cztery kąty, decydują się na piknik. Jeśli oczywiście pogoda na to pozwala. W tym roku słońce nas nie oszczędza, dlatego takie popołudnie na kocyku, gdzieś w parku, to super opcja. 


Nie ma na świecie nic lepszego, niż jedzenie, dlatego też na taki piknik warto zabrać trochę prowiantu, zwłaszcza gdy popołudnie na łonie natury zakłada też aktywność fizyczną w postaci choćby tenisa czy zabawy z psem. Mogą to być gotowe słodycze i przekąski, ale także domowej roboty sałatki czy na przykład chipsy warzywne. Można je przygotować praktycznie ze wszystkiego - buraka, marchewki, selera, cukinii czy chociażby jarmużu.



Tak spędzony majówkowy czas to świetny reset dla naszego umysłu. Więc nawet jeśli w tym roku nigdzie nie wyjeżdżacie - nic straconego!



Jak spędzacie prawdopodobnie najdłuższą majówkę ostatnich lat?





niedziela, 17 grudnia 2017

JAK PAKOWAĆ ŻEBY NIE ZWARIOWAĆ



Dużo widzę w sieci poradników na temat pomysłów na prezent dla niej/niego, ale zdecydowanie mniej miejsca poświęcone jest temu, w co te pomysły później spakować. Dobrym rozwiązaniem jest po prostu wsadzenie ich w torebkę kupioną w markecie albo zlecenie pakowania miłej pani na wysepce w galerii, ale jako pakowaniowy freak uwielbiam wszystko robić sama. Sprawia mi radość to, że mogę komuś ładnie opakować prezent i dzisiaj przygotowałam miniporadnikotutorial na temat właśnie „zawijania” (tak, nie mam więcej słów na „pakować”) prezentów. No to gou!

1      PRZYDATNE DODATKI

Pakowanie to nie tylko ładny papier i wstążka. Na rynku jest wiele bzdetów i kolorowych dodatków, które mogą w prosty sposób dopracować naszą paczkę. Jednym z nich jest dziurkacz ozdobny, który nie robi nam standardowego otworu, ale pozwala wyciąć różne kształty, takie jak serduszka, słoneczka, mam gdzieś nawet pieska, kota i delfina. Do pakowania prezentów w tym roku wybrałam wersję z koniczynką, bo najbardziej przypomina okrąg i łatwo będzie przełożyć przez nią wstążkę. Inną opcją są zawieszki-etykiety. Moje akurat pochodzą z bloga onelittlesmile, dobrze jest wydrukować je na grubszym papierze. W sklepach jest też dużo naklejek i samoprzylepnych tasiemek, którymi możecie ozdobić paczki. Jeszcze jednym elementem, który uwielbiam, jest lniany sznurek. Pasuje do każdego papieru, idealnie wyglądają z nim zawieszki, a cały prezent będzie wyglądał industrialnie, niszowo, ale mega elegancko.



2    STANDARDOWY KSZTAŁT

Kiedy kupimy książkę albo coś zapakowanego firmowo w prostokątne pudełko, problemu z pakowaniem w zasadzie nie ma. Sposoby pakowania są różne, ja prezentuję Wam mój sposób. Osobiście wolę używać do pakowania taśmy dwustronnej, niż klasycznej, bo jest niewidoczna i wszystko wygląda estetycznie.


Przepraszam za ziarniste filmiki o jakości ziemniaka, ale światło za nic nie chciało współpracować.




3      PREZENT – CUKIEREK

Zdarza się, że kupimy coś niewymiarowego, co trudno zapakować tradycyjnie. W przypadku kształtu walca (jeśli chcemy sprezentować komuś świecznik, jakiś kosmetyk do twarzy albo coś zapakowanego firmowo w taki kształt), u mnie dobrze sprawdza się „cukierek”. Robię go podobnie, jak klasyczną paczkę - jeden brzeg wyklejam przy samych krawędziach taśmą dwustronną, a potem ciasno zawijam jak naleśnika. Ważne jest, aby sznurek zawiązać bardzo ciasno przy produkcie (stąd to złozbliżenie na filmie), wtedy będzie się dobrze trzymać i lepiej wyglądać. Sznurek można dodatkowo obwiązać ozdobną wstążką, ale równie dobrze może zostać sam.

 Sam prezent jest cenzurowany, bo musi pozostać tajemnicą do gwiazdki :D






      TOREBKA Z PAPIERU

Jeśli kupimy coś naprawdę bezkształtnego, jak np. figurkę czy zestaw do fondue, można go wpakować do najzwyklejszej torebki prezentowej, ale też zrobić taką samemu. Ja wolę takie rozwiązanie, choć jeszcze nigdy nie wyszła mi idealnie. Kluczem jest, żeby uzyskać jak najbardziej kwadratowy spód, wtedy torebka będzie stała stabilnie. Poniżej filmik instruktażowy. Dajcie mi przy okazji znać, co myślicie o takich filmach i czy w ogóle coś da się z nich wynieść. Każda opinia przyda się do budowania bloga na nowo ;)





5.      Moim ulubionym ostatnio sposobem pakowania jest wykorzystanie zwykłego szarego papieru, sznurka lnianego i ozdobnych zawieszek. Nie umiem wyjaśnić, dlaczego tak mi się to podoba, ale wygląda niesamowicie urbanistycznie i minimalistycznie, zachowując przy tym pewną ekstrawagancję. Do tego już nie trzeba żadnego filmu, procedura pakowania jest dokładnie taka sama jak w poprzednich przykładach. Trzeba jednak pamiętać o tym, że szary papier jest sztywniejszy i trzeba będzie się umęczyć z cukierkiem, za to o wiele łatwiej będzie z niego zrobić torebkę ;)



Tak zapakowane prezenty na pewno zrobią dobrą dekorację świąteczną i sprawią radość odpakowywania Waszym najbliższym!
Dajcie znać, jak jest w Waszym przypadku, wolicie tradycyjne wkładanie prezentu do torebki czy wymyślacie i kombinujecie tak jak ja? Tymczasem do zobaczenia i owocnego pakowania!




A na BNS (mój drugim blog) wjechała pogadanka na temat świąt i całej ceregieli z nimi związanej, zapraszam!

piątek, 3 lutego 2017

MIŁOŚĆ - SIŁA, KTÓRA ROZKRUSZA LODOWCE


Cześć kochani! Kilka dni temu portal Rabble zaproponował, abym napisała Wam moje przemyślenia dotyczące miłości. Już dawno chciałam otworzyć serię, w której będzie mniej kosmetyków, a więcej gadania, ale trudno mi było zacząć. Mail od Rable.pl skłonił pomógł mi zrobić pierwszy krok ;) Dziś mam dla Was kilka moich refleksji o miłości, zapraszam! :)


KIEDY W ORGANIZMIE FENYLOETYLOAMINA
To słowo, po którym większość z Was pomyślała "eee macarena" to związek chemiczny, zwany hormonem miłości ;) Odpowiedzialny za odczuwanie pożądania. Kiedy poznajemy nową osobę, nasz mózg działa na pełnych obrotach. Zwykle wystarczą zaledwie 4 sekundy, aby wiedział, czy ta osoba nam się podoba. Analizuje pozytywne i negatywne cechy wyglądu i po 4 sekundach zaczyna (lub nie) produkować fenyloetyloaminę. Działa ona jak narkotyk, powoduje odczuwanie motylków w brzuchu :) Świat wtedy jest piękniejszy, patrzymy na niego przez różowe okulary, wszystko wydaje się nam idealne. Mamy także więcej energii, chęci do życia i częściej się uśmiechamy. Zauważyłam też, że kiedy w organizmach szaleją miłosne hormony, ludzie są milsi i bardziej uwrażliwieni, empatyczni. Coś w tym jest ;)
Fenyloetyloamina wytwarzana jest mniej więcej przez 2 lata. Po tym czasie ważnym hormonem jest endorfina, która odpowiada za nasze poczucie bezpieczeństwa u boku drugiej osoby. 2 lata to często okres kryzysów w związkach, dlatego warto pielęgnować swoją miłość, aby uczucie nie wygasło! :)
Tyle teorii :D



NAUKA O KOMPROMISIE

Miłość to sztuka poświęceń. W moim przypadku związek to szkoła, w której uczę się dochodzić do kompromisów, przełamywać egoistyczne pragnienia i poświęcać się dla drugiej osoby. Jestem osobą, która lubi mieć wszystko albo nic. Nie lubię dzielić się swoim czasem, nie jestem skłonna do kompromisów. To znaczy nie byłam. Stały związek nauczył mnie, że czasem w życiu trzeba odpuścić, że nie można mieć wszystkiego. Nauczyłam się poświęcać swoje plany na rzecz planów kogoś innego. Zmieniać zdanie w ostatniej chwili, podróżować w towarzystwie. Robić zakupy w towarzystwie. Spędzać czas w towarzystwie. Polubiłam obecność drugiego człowieka. ;)
Głęboko wierzę, że miłość robi z każdego lepszego człowieka. Dajcie znać, czy Was związek zmienił ;)




CELEBROWAĆ MIŁOŚĆ

Walentynki nie muszą, choć mogą oznaczać wyjście do restauracji czy do kina. Może to być także wyjazd "w zielone", w góry, do innego miasta na kilka godzin. Może być to spacer po parku. Święto zakochanych nie musi nawet wiązać się z kosztami. Można usiąść na kanapie i obejrzeć film, zrobić wspólnie sernik, wypić gorącą czekoladę. Pamiętajmy też, że miłość nie wolno celebrować wyłącznie 14. lutego. Trzeba pielęgnować ją cały czas, żeby hormony nie wyparowały! :)



SAMOTNI TEŻ MAJĄ PRAWA!

Miłość nie dotyczy jedynie par! Samotni również mają prawo rozpieścić się w ten zimowy, walentynkowy czas. Będąc sama, choć denerwowała mnie ta cała celebracja, serduszka wyskakujące z każdego rogu, to nie zapominałam o sobie. Tego dnia zazwyczaj robiłam sobie domowe SPA, na które składały się moje ulubione kosmetyki i rytuały (jeśli macie ochotę, na portalu Rabble możecie złapać kody rabatowe np. do Sephory i Avon'u). Wypachniona, gładka i piękna sięgałam zazwyczaj po ulubioną książkę i wcale nie były to romanse ;) Ten dzień dobry jest na przeczytanie czegoś z poradników, refleksyjnego opowiadania psychologicznego czy historii o przyjaźni między kotem a człowiekiem ;)



MIŁOŚĆ NIE TYLKO DLA PAR

Niedługo Walentynki, święto zakochanych. W ten dzień pary celebrują swoje uczucie, świętują zakochanie. Na ulicy można spotkać pełno kobiet z różą w ręce lub mężczyzn, pędzących z bukietem na spotkanie ukochanej. 
Czy jednak miłość przeznaczona jest tylko dla par? Nie.
Walentynki to faktycznie święto zakochanych, ale miłością otaczamy nie tylko swojego życiowego partnera. Miłość dajemy rodzinie, przyjaciołom, zwierzętom domowym. Otrzymujemy ją od najbliższych, dzielimy ją z najważniejszymi dla nas osobami. Miłość chowa się pod każdym zdjęciem, wspomnieniem, biletem do kina. Nie zapominajmy o tym, że miłość to każda ważna dla nas jednostka. ;)



I to by było na tyle moi drodzy, dajcie znać, czy taka forma postów Wam się podoba, czy chcecie czytać więcej pogadanek nie tylko o kosmetykach? ;)
I oczywiście piszcie, jak u Was z miłością, co zmieniła w Waszym życiu lub co chcielibyście, aby zmieniła. ;)

Ja uciekam, trzymajcie się ciepło, życzę Wam bardzo udanych Walentynek, które spokojnie (tak jak my) możecie spędzić w dresie, oglądając seriale i zajadając się domowymi słodyczami :)

Buziaki!

I pozdrowienia dla mojego chłopaka, który od rana myśli, że post będzie w całości poświęcony jemu :*







niedziela, 1 stycznia 2017

PODSUMOWANIE ROKU 2016


Cześć, witam Was w nowym roku 2017! Jestem ciekawa jak Wam zleciał poprzedni rok, czego żałujecie, co byście chcieli powtórzyć, o czym zapomnieć, a co sprawiło Wam ogromną radość. Dziś mam dla Was podsumowanie mojego 2016 roku, zarówno pod kątem kosmetycznym, jak i bardziej lajfstailowym. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam ;)


1. INSPIRUJĄCE MIEJSCA

W tym roku miałam okazję odbyć wiele wspaniałych podróży, mniejszych i większych. Z każdej jestem bardzo zadowolona i przywiozłam mnóstwo wspomnień. Najbardziej zapadły mi w pamięć dwie, o których zresztą pisałam Wam na blogu.
Pierwsza z nich to kilkudniowy wypad z moim chłopaczkiem do Warszawki i Łodzi. Uwielbiam duże miasta i zawsze dobrze się w nich czuję. W nowym roku mam nadzieję na kolejny taki wypad w głąb polski ;) 
Pod koniec września pojechaliśmy do Niemiec, o czym także już pisałam. To miejsce jest niesamowite i pewnie napisze o tym kiedyś osobny post. Dla mnie cała Kolonia jest niesamowita!






2. BLOGOWY ZASTÓJ

To prawda, że od kiedy mój komputer się zepsuł, nie bywałam tu praktycznie wcale. Co prawda, laptop wrócił z serwisu po dwóch tygodniach, ale mój plan zajęć w tym semestrze jest tak ciasny, że nie mam nawet kiedy wcisnąć do niego przerwy na jedzenie. Do tego w tym roku muszę napisać i obronić pracę licencjacką, więc blogowanie odeszło na najdalszy plan. Miałam jednak kilka nocnych przemyśleń odnośnie niego i powstało we mnie kilka nowych pomysłów. Mam nadzieję, że uda mi się je zrealizować ;) Nie mogę obiecać, że teraz będę tu regularnie. Postaram się pisać jak najczęściej.



3. NOWA ZAJAWKA

Dziennikarstwo kręci mnie od bardzo dawna i to jest coś co mogłabym robić for life. Nigdy jednak nie przyglądałam się tak dokładnie temu zagadnieniu. Życie nie pozwoliło mi na realizację w tym kierunku, dlatego też skończyłam na filologii, ale staram się możliwie jak najwięcej swoich uczelnianych poczynań poświęcać temu zagadnieniu. Moja praca licencjacka dotyczy reportażu jako sposobu obrazowania świata i kultury audiowizualnej i tym sposobem dotarłam do mnóstwa ciekawych książek, które na pewno pochłonę w całości, kiedy już uporam się z pisaniem. Planuję też swoje przyszłe życie związać z dziennikarstwem, więc taka lektura na pewno mi się przyda ;)



4. PRZYSZŁOŚĆ MA ZNACZENIE

W 2017 kończę pierwszy etap studiów i jest to moment, kiedy dość intensywnie zastanawiam się nad przyszłością. Co mnie czeka, gdzie los mnie rzuci, co nowego mnie spotka. Przez miniony rok uświadomiłam sobie, że warto myśleć o swojej przyszłości nie tylko teoretycznie, ale także działać.
Co zrobiłam w tym kierunku? Największy nacisk kładę na odkładanie na swoją przyszłość. Założyłam konto oszczędnościowe, na które co miesiąc wpływa drobna kwota z mojego konta i stopniowo kumuluje odsetki. Jeśli życie nie będzie ode mnie wymagało większego nakładu pieniędzy to za jakiś czas będę miała odłożoną kwotę na studia podyplomowe, tym samym odciążę siebie i swoją rodzinę. Dodatkowo ostatniego dnia miesiąca wrzucam do skarbonki drobne, które mi zostały, a czasem nawet zdarzy się banknot. Unikam wrzucania tam groszówek, raczej kwoty od złotówki w górę.
Myślę także intensywnie o swoich przyszłych studiach. Regularnie przeglądam oferty mieszkaniowe, szukam najlepszych opcji i sprawdzam wszystkie uczelnie, które mnie interesują. Jednym słowem, planuję swoją przyszłość już teraz, aby mieć pewniejszy start ;)




5. KAWA, KAWCIA, KAWUSIA

Ten rok bardziej niż poprzedni upłynął mi pod znakiem kawy. I jestem z tego powodu szczęśliwa. Kawa to energia, zawsze pozytywnie mnie nastraja, kojarzy mi się z pokonywaniem trudów dnia codziennego, a także nierzadko towarzyszy spotkaniom. W tym miejscu pozdrowienia dla Ani!
Kawa umila mi czas także kiedy mam chwilę dla siebie, kiedy mogę poczytać książkę czy po prostu poleniuchować i uzupełnić kalendarz ;)





6. ULUBIEŃCY I BUBLE

Nie zabraknie tu części kosmetycznej. W tym roku zdarzyło mi się mało ulubieńców, bo większość odkryłam pod koniec roku i będzie o nich więcej w styczniu, ale także niewiele bubli ;)
Wśród ulubieńców znalazły się maleństwa od Golden Rose, o których już Wam pisałam. Ciągle przybywa mi nowych kolorów i jak na razie tylko kilka mi nie przypadło do gustu. Drugim ulubieńcem roku jest pianka myjąca z Pharmaceris, która jest genialna, genialna, genialna i najsupsza! Jest łagodna, dobrze oczyszcza i nie ściąga mojej skóry. 
Kolejny ulubieniec to olejek z Balea, który świetnie dociąża włosy, nawilża końce i przepięknie pachnie! Ostatnim faworytem tego roku jest odżywka Garnier Ultra Doux. Co tu dużo mówić, daje efekt WOW <3


No i niestety buble. Po pierwsze lakier z Golder Rose z serii Jolly Jewells. Fatalne są te opiłki, odstają, wyglądają jak źle położona gładź szpachlowa, sam lakier jest bardzo gęsty, źle się roprowadza i zasycha cały tydzień. Nope. Kolejne dwa buble to odżywki do włosów, jedna to Balea Oil Repari, druga - Biovax do włosów blond. Obie przesuszają włosy, które wyglądają jak siano i dostają potrójnej objętości, do tego rozczesanie ich zajmuje godzinę. Nie polecam, chyba że macie bardzo grube i odporne włosy, w innej sytuacji uważam, że zrobicie sobie nią krzywdę. 
Ostatni bubel, którego nie ma na zdjęciu, to podkład Loreal True Match. Skusiłam się opiniami, że nowa formuła jest świeta, YouTube make me buy it i tak oto wydałam na niego stanowczo za dużo. Podkład jest bardzo silikonowy i ślizga się po twarzy, ma różowe tony i podkreśla moje przebarwienia i niedoskonałości, do tego bardzo szybko zjeżdża z twarzy. Dla mnie bubel, choć wiem, że wielu z Was on pasuje ;)



7. MIŁOŚĆ MOJEGO ŻYCIA

Po pierwsze to oczywiście mój chłopak :P Jednak wraz z początkiem 2016 roku w moim domu zamieszkała mała piękna włochata kuleczka, która zmieniła się w górę włochatego tłuszczu <3 Jest kochany, mięciutki i baaardzo słodki! Uwielbiam go ponad wszystko i cieszę się, że mama zgodziła się na zwierzątko, bo teraz sama biega za nim i non stop mu dogadza :D




I to by było na tyle. Mam nadzieję, że nowy rok upłynie Wam radośnie i spełnicie część swoich planów. Na koniec przedstawiam Wam moje założenia na 2017 rok, a Wam życzę wszystkiego, co najlepsze, niczego nie żałujcie!


Buziaki! :*











niedziela, 18 grudnia 2016

MIGAWKA Z NIEMIEC




Czeeść! Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, po prostu mnie nie było. I nie będę próbowała obiecywać, że tym razem będę publikowała regularnie. Dziś mam czas, jutro mogę nie mieć kiedy usiąść, a niestety nie potrafię panować nad wszystkim. Dodatkowo pracuję teraz nad innym projektem (związanym z internetami i blogosferą) i pracą licencjacką, więc nawet nie chcę niczego obiecywać. Niemniej jednak dziś wracam i mam dla Was baardzo spóźnioną migawkę z wyjazdu w zachodnie landy ;) Zapraszam do oglądania!


Park rozrywki, do którego zabrał nas mój kuzyn był bardzo podobny do wszystkich polskich festynów, a jednak bardzo się od nich różnił. Karuzele, strzelnice i budki z currywurst zajmowały prawie całą ulicę, długością odpowiadającą łódzkiej Pietrynie i kilkanaście bocznych uliczek. Do domu przywiozłam dwa wygrane pluszaki <3



Widok z mieszkania mojej rodziny był niesamowity o każdej porze dnia. Szóste piętro może nie jest szczytem moich lękowysokościowych marzeń, niemniej wspaniale było spędzić tam choć kilka dni. Małe przytulne domki jednorodzinne tuż pod nami, przez niskie bloki, aż po fabryki i wielkie kominy na horyzoncie.
Ciekawe w Kolonii jest to, że pomimo tak wielu dymiących fabryk, powietrze jest niesamowicie czyste. Na pewno ma na to wpływ ogromne zalesienie, nawet między blokami, co możecie zobaczyć na zdjęciach.



Obowiązkowym punktem zwiedzania w Köln jest Hohenzollernbrücke, czyli most zakochanych. Mówi się o nim, że jest to najbardziej obciążony uczuciowo most w Europie. Wisi na nim około 16 ton kłódek, a dno Renu pokryte jest kluczykami. Trudno znaleźć na nim choć kilka centymetrów wolnej przestrzeni, ludzie wieszają na nim zapięcia do rowerów, aby na nim poprzypinać kłódki. Niesamowite miejsce! Oczywiście naszej kłódki też nie zabrakło ;)





Panorama Kolonii, widziana z 28. piętra punktu widokowego:



Moja rodzina mieszka bardzo blisko Renu, więc nie zabrakło wieczornych spacerów. ;) Pomimo że byliśmy tam na przełomie września i października, pogoda była bardzo przyjemna. Nie było gorąco, choć wiał dość zimny wiatr. Przyjechaliśmy tam ze względu na wesele mojego kuzyna i bałam się, że zmarznę w nogi (Miałam sandałki i nie było mowy o rajstopach), tymczasem było naprawdę ciepło tego październikowego wieczoru.

Kilka migawek znad Renu:









I weselny klimat:



I to by było tyle na dziś, na koniec wrzucam dwa filmiki z naszego wyjazdu. Jeden montowany przeze mnie, drugi - przez mojego chłopaka. Są do siebie bardzo podobne, ale biliśmy się, kto zrobi to lepiej. Ocenę pozostawiam Wam! ;)








I to by było na tyle, mam nadzieję, że widzimy się niebawem, a tymczasem uciekam, buźka! ;)





piątek, 16 września 2016

WRZESIEŃ W OBIEKTYWIE: DAY OFF


Cześć kochani! Witajcie po dłuższej przerwie, która spowodowana była moim wyjazdem. Dodatkowo potrzebowałam kilku dni na żądanie, podczas których mogłam się oderwać od komputera, internetów i świata wirtualnego ;) Dzisiaj wracam ze świeżą energią!

Z moim chłopaczkiem wybraliśmy się na minitrip po Warszawce i mojej ukochanej Łodzi. W tym miesiącu czeka nas jeszcze jeden wyjazd, odrobinę dalej ;) Spodziewajcie się drugiego wrześniowego Obiektywu!

A tymczasem zostawiam Was ze zdjęciami ;)

















Gesslerowy Fukier ;)




Moje miejsce na Ziemi <3







Nie zabrakło Piotrkowskiej ;)



I to by było na tyle ;) Dziś post baaardzo zdjęciowy, niedługo wracam z czymś nowym, a tymczasem uciekam. Trzymajcie się, buźka! :*





środa, 27 lipca 2016

LIPIEC W OBIEKTYWIE: FESTIWAL KOLORÓW


Cześć kochani! Mam dzisiaj dla Was szybką i dość krótką relację z Festiwalu Kolorów, na którym byłam z przyjaciółką kilka dni temu ;) Niestety zdjęć naszych pomazanych ubrań nie mam, bo światło na złość się zbuntowało i nic nie chciało być wyraźne. :( Niemniej jednak zapraszam na ten szybki przegląd zdjęć :)





Wszyscy bawili się super! ;)



Podczas festiwalu ktoś postanowił zrobić sesję zdjęciową, którą pochwyciłam w jednym ujęciu :)


Całości imprezy patronował Lipton (chyba jak w każdym mieście), nie zabrakło też Eska Summer City ;)



I to by było na tyle, kochani. Dziś dość krótko, jednak nie martwcie się - nadrobię to w kolejnych postach! Tymczasem już uciekam, życzę Wam udanego wieczoru, do zobaczenia!

Buziaki! :*