Witaj na Selfmadeheaven. Blogu, który już od jakiegoś czasu nie funkcjonuje. Przestałam bawić się w blogowanie kosmetyczne i przerzuciłam się na więcej pisania, niż kolorowych obrazków. Poza tym, świetnych blogów kosmetycznych jest od groma :) Nie usuwam go głównie przez sentymetn. Przez to, że zdjęcia mi się podobają i przez to, że tęskniłabym za nim, gdybym go usunęła. Dlatego będzie mi miło, jeśli przeglądniesz jakieś moje stare posty w poszukiwaniu informacji albo inspiracji, ale raczej nie pojawi się tu nic nowego :)
W międzyczasie zapraszam Cię na mój nowy blog, gdzie jest więcej do czytania, pozdrawiam!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niezbędnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niezbędnik. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 lutego 2017

MOJA WALKA Z PRZESUSZONĄ / ODWODNIONĄ CERĄ


Cześć Prosiaczki! ;) Przychodzę do Was dzisiaj z przeglądem kosmetyków, które uratowały moją twarz przed osypaniem się. Od razu też zaznaczam, że nie mam profesjonalnej wiedzy ani wykształcenia w zakresie dermatologii czy kosmetologii, dlatego też post nie nazywa się "sposoby na...", ale "moja walka" i własnie o tym chcę Wam napisać. Może akurat jeden z moich sposobów sprawdzi się tez u Was ;) Zapraszam!



ZACZĘŁO SIĘ PRZYPADKIEM

Dawno, dawno temu... Nie, jakoś na początku jesieni przypadkowo weszłam do Douglasa, pooglądać kolorowe opakowania. W środku zaczepiła mnie babeczka, która zaproponowała mi darmowe badanie skóry. No to usiadłam obok drugiej babeczki, która zaczęła jeździć po mojej twarzy gumowym mikrofonem. Okazało się, że poziom nawilżenia mojej skóry jest bliski zeru. Pani powiedziała, że powinnam się już dawno pokruszyć i spytała o moją pielęgnację. Kiedy wymieniłam wszystko, nakrzyczała na mnie za to, że nie używam toników i jak tak można. Mam traumę po stosowaniu klejących się i śmierdzących toników z Ziaji, Yves Rocher, Nivei i Garniera, mimo to pobiegłam do Superharm i kupiłam tonik z Evree, który okazał się miłością mojego życia. Od tamtej pory nie rozstaję się z tonikami, choć na stan mojej cery zdecydowanie wpłynęło więcej czynników. Niemniej jednak tonik był pierwszym krokiem do zdrowej, miękkiej skóry :)
Obecnie używam dwóch toników - Evree i nawilżający z Bielendy. Oba są świetne i się nie kleją! <3





DEMAKIJAŻ OLEJKAMI

Żadne tam micele. Micele podrażniają i nie zmywają całego makijażu. Kiedyś, kiedy borykałam się z tłustą i jednocześnie - jak mi się wydawało - suchą skórą, panicznie bałam się olejków. "Ale jak to, na tłustą cerę jeszcze tłusty olejek? Nie zwariowałam jeszcze". Więc używałam wszelkich płynów micelarnych, a moja cera nadal była przetłuszczająca się i boleśnie ściągnięta zarazem. Któregoś dnia dałam szansę olejkowi do demakijażu z Evree i oszalałam. Cera była miękka, gładka i wyglądała naprawdę zdrowo, do tego nie bolała przy każdym ruchu, uśmiechu czy ziewaniu. Do tego od kiedy wprowadziłam pielęgnację olejową, moja cera jest mniej tłusta. Wniosek z tego taki, że brakowało jej warstwy zatrzymującej wodę i produkowała nadmiernie sebum. 
W taki sposób pokochałam demakijaż olejkami, nadal używam wspomnianego Evree, a kiedy jestem w domu rodzinnym do demakijażu służy mi olejek z Sephory i olej kokosowy. Zawsze po zrobieniu demakijażu oczyszczam twarz żelem.




ŻELE OCZYSZCZAJĄCE MUSZĄ BYĆ ŁAGODNE!

Kiedyś nie miałam pojęcia, jak duże spustoszenie sieją SLESy i SLSy na twarzy, która przecież jest tak delikatna, a moja to już w ogóle. Szorowałam więc się ostrymi, matującymi żelami, aż moja cera zaczęła się sypać. Później - w dużej mierze pod wpływem pani doktor z Douglasa - zaczęłam szukać czegoś łagodnego. Większość aptekarek i znajomych polecało mi Cetaphil, ale unikam parabenów jak ognia, a przecież cud-Cetaphil to parabeny zamknięte w butelce, dodatkowo nie używając wody do oczyszczania czuję się megabrudna i zanieczyszczona. Trafiłam na kremowy olejek z Ziaji, który okazał się wspaniałym zamiennikiem dla rakotwórczego cudu za pół stówki. Używałam go bardzo długo, aż pani w SuperPharm przyjrzała się mojej skórze i powiedziała, że najlepszą opcją dla mojej - nie dość, że odwodnionej to jeszcze wrażliwej - cery będą pianki myjące. Złapałam więc Pharmaceris z serii A, który także okazał się strzałem w 10! Używam go na przemian z Ziają, a teraz w ramach testu Ziaję zamieniłam na Biolaven :)




SERUM TO TAKI ZBĘDNY DODATEK

Tak sobie właśnie myślałam, mijając sera w drogeriach. Myślałam, że to dodatkowa pielęgnacja albo zamiennik kremów na dzień. Czy mogłam się aż tak mylić? Ano mogłam.
Bardzo długo nie miałam pojęcia, że istnieje coś takiego, jak odwodnienie skóry. Myślałam, że jestem jakimś szczególnym przypadkiem cery tłustej i suchej jednocześnie. Kiedyś zrobiłam sobie jakiś test online, który powiedział mi, że moja skóra może być mieszana i odwodniona. Pod spodem było wytłumaczenie, czym różni się odwodnienie od suchości. O, jakże mnie olśniło! Mojej skórze brakuje wody! Co zrobiłam?

Tak, pobiegłam do SuperPharm. Lubię aptekarki stamtąd, zawsze są miłe, znają się na rzeczy i zawsze dobrze doradzają :) Tym razem jednak dałam sobie radę sama i znalazłam jedno jedyne serum nawadniające, a nie nawilżające. Był to Dermedic. Używałam go kilka miesięcy, a teraz, kiedy moja skóra jest w lepszym stanie, stosuję go czasem na noc (znikają po nim pryszcze!), bo już się tak dobrze nie wchłania - moja skóra tyle nie potrzebuje. Dermedic to moje ulubione serum, poleciłam je mojej współlokatorce, której skóra odchodziła płatami i również u niej się sprawdziło :)
Ostatnio zaczęłam używać serum z witaminą C, które ma pomóc moim przebarwieniom oddelegować się z mojej twarzy. Po nim skóra również jest miękka i przyjemnie promienna :)




OLEJKI PIELĘGNACYJNE

Teraz, kiedy już wiem, że moja twarz potrzebuje wody, postanowiłam używać też czegoś, co tę wodę zatrzyma na dłużej. Z pomocą przychodzą mi wspomniane już wcześniej olejki do demakijażu, ale także te pielęgnacyjne. W tej kategorii mam dwóch ulubieńców - olejek z Evree Magic Rose i olejek z awokado. Pierwszy przyjemnie zmiękcza cerę, wchłania się przez noc, a rano skóra jest promienna i wygląda na bardzo wypoczętą (i nie piecze przy ziewaniu!). Oprócz tego olejek okropnie śmierdzi, ale jestem w stanie to znieść. Gdyby działał gorzej, pewnie bym go oddała.
Olejek z awokado jest bardziej tłusty i gorzej się wchłania, dlatego używam go rzadziej. Działa przeciwzapalnie, więc stosuję go, gdy mam jakieś większe niedoskonałości :)




MICEL NIE JAKO MICEL

Zmywanie makijażu płynem micelarnym zdarza mi się tylko na wyjazdach, bo boję się przewozić olejki w kosmetyczce. Generalnie nie lubię ich w tej roli, ale świetnie nadają się do odświeżania twarzy rano. Pisałam już o tym kilka razy. Dzięki temu moja skóra jest ładniejsza z rana, bo zdejmuję nadmiar sebum, do tego jakoś łatwiej mi ją przepłukać, wszystko schodzi razem z micelem. Obecnie używam dwóch, ale tylko jeden mam przy sobie - jest to Vianek i nawilżający micel z Evree :)




KREMY JAKO ZWIEŃCZENIE DZIEŁA

Dawniej wszystkie moje kremy wyświecały się po ok. 2 godzinach. Dzisiaj tego problemu prawie nie ma, bo po pierwsze, używam lepszych kosmetyków niż kiedyś, a po drugie, tonik robi całą robotę i przyspiesza wchłanianie kremu. Obecnie mam w swoich zapasach 2 kremy, latem dochodzi jeszcze Bielenda SPF 30 i Vichy SPF 50. O kremie Clinique rozpisałam się w poście o ulubieńcach stycznia i nie zmieniam zdania - cera wygląda wręcz idealnie. Na wiosnę zacznę znów stosować Pharmaceris SPF 20, bo moja skóra wymaga filtrów, kiedy zacznie przygrzewać słońce ;)




CO JESZCZE?

Przede wszystkim przestałam wysuszać moją mieszaną cerę. Nauczyłam się, że wszystkie te kosmetyki robią jeszcze większe szkody. Dlatego w ogóle w swojej pielęgnacji nie mam produktów przeznaczonych do tłustej i mieszanej cery, żadnych matujących specyfików zawierających wyłącznie alkohol. Wyrzuciłam też produkty z parafiną (wodę w organizmie zatrzymują u mnie olejki) i przede wszystkim zmieniłam mentalność. Kiedyś kupowałam jakie bądź kosmetyki. "Nawilżający krem na dzień, spoko". Nie patrzyłam na składy, nie sprawdzałam, co moja skóra lubi. Dzisiaj jestem bardziej surowa wobec kosmetyków i nie boję się wydać więcej, jeśli skład czy przychylne opinie sugerują, że ten kosmetyk może się sprawdzić. Pamiętajcie, że Wasza cera oraz Wasze ciało to inwestycja. Im więcej dla nich zrobicie, tym lepiej one będą się prezentować ;)

I to by było na tyle ;) Dajcie znać, jakie są wasze historie z pola walki o lepszą cerę! Ja już uciekam, trzymajcie się ciepło, buźka!



P.S. Nie myślcie, że używam tego wszystkiego jednocześnie :D

piątek, 13 stycznia 2017

NIEZBĘDNIK ZIMOWEGO WYJAZDU


Cześć Wam, jak mija ten mroźny czas? Zimy nie można przeleżeć w domu, dlatego mam dzisiaj dla Was mój must have zimowego wyjazdu, zapraszam!


CIEPŁO, CIEPŁO, CIEPŁO

Pakując się na narty czy snowboard trzeba pamiętać o odpowiednim ubraniu. Wieczorne spacery także wymagają odpowiedniego zabezpieczenia przed zimnem. Moją "piętą Achillesa", która najszybciej oddaje ciepło są stopy. Zawsze są lodowate, zawsze w nie marznę, więc kiedy wychodzę na mróz, bardzo dbam o odpowiednie opatulenie. Z pomocą przychodzę skarpety typu frotte, grube rajstopy czy buty wyłożone barankiem (np. UGG). Na nogi dodatkowo zakładam getry.
Taką samą sytuację mam z dłońmi, które wiecznie bolą z zimna. Wychodząc, nie zapominam o rękawiczkach, ale do ogrzania dłoni służy mi też rozgrzewające serduszko, które wydziela ciepło (nie do końca wiem, jak to działa, ale działa <3). Można je kupić w sieci ;)
Nie zapominam także o grubych, ciepłych swetrach, dobrym pomysłem jest zainwestowanie w jeden sweter wełniany i jeden kaszmirowy, nie ma nic cieplejszego <3




KOSMETYKI

Podczas sportów zimowych nasza skóra narażona jest na ogromne katorgi i trzeba się odpowiednio zabezpieczyć. Przede wszystkim od zimna czy bolesnych upadków na stoku może być przesuszona, popękana lub odparzona. Wtedy zdecydowanie odstawiam żele z SLS i silnymi środkami myjącymi i przerzucam się na olejki myjące. Tworzą na skórze ochronną warstwę i nie podrażniają skóry. Moim ulubieńcem jest olejek z Isany, bo jest mały, poręczny i tani ;) Co prawda śmierdzi, ale ratuję się balsamami :P
Co do balsamów, na wyjazdy zimowe preferuję te, których używa się pod prysznicem. Dzięki temu nie marznę poza kabiną, jest szybko i nie blokuję łazienki znajomym. Dla mnie super rozwiązanie!
Najbardziej narażona na działanie zimna, słońca i wiatru jest twarz. Tutaj nie ma miejsca na miauczenie za makijażem, najważniejsza jest ochrona. W tym przypadku moim ulubieńcem jest krem z Floslek z SPF 50. Nie zawiera parafiny, więc nie zapycha skóry, chroni przed słońcem i mrozem. Wieczorem zmywam go jak zwykle i robię delikatny peeling, żeby przypadkiem mnie nie zapchało ;)
Olej kokosowy ma na wyjazdach wiele funkcji. Zmywa ewentualny makijaż, natłuszcza skórę, ratuje przesuszenia i odparzenia i doskonale nawilża. Nic więcej nie mam do dodania, must have każdeg wyjazdu! 
Nie wyobrażam sobie także zimy bez maści z witaminą A. Chroni usta, goi rany i otarcia, natłuszcza. Używam jej przez całą zimę, więc i wyjazdom towarzyszy :)
Ostatnim elementem jest krem do rąk. Dłonie źle znoszą zimno, dlatego warto je zabezpieczyć. Na zdjęciu pokazuję Wam krem z Evree, jednak zimą warto zaopatrzyć się w krem bez gliceryny wysoko w składzie. Kremy o wodnistej konsystencji są nie najlepszym rozwiązaniem, bo cząsteczki wody zamarzają na mrozie, wtedy skóra jeszcze bardziej cierpi.



DROBNE RZECZY, KTÓRE UWAŻAM ZA POTRZEBNE

Tutaj znajdują się pierdółki, które nie są niezbędne, ale ja zawsze mam je przy sobie na wyjazdach, zwłaszcza zimowych ;)
Po pierwsze, tabletki przeciwbólowe i 2-3 podpaski. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, organizm kobiety lubi płatać figle, jeśli nie nam, to koleżance. Dobrą opcją są także saszetki rozgrzewające, aby zapobiec chorobie. Wszystko też zależy od tego, czy wyjeżdżacie do centrum Zakopanego, czy w zupełną głuszę. Jeśli apteka jest daleko, warto się zabezpieczyć ;)
Równie przydatny może okazać się powerbank ;)
W sytuacji, kiedy w pobliżu nie ma sklepu (bo jesteśmy w głuszy :)) warto mieć przy sobie gorącą czekoladę na mroźne wieczory i saszetki z gorącymi zupkami ;)


I to by było chyba na tyle, rozpisałam się troszkę :P Dzięki że byliście ze mną, dajcie znać, jaki jest Wasz must have wyjazdów zimowych, ja już uciekam, buźka! :*