Witaj na Selfmadeheaven. Blogu, który już od jakiegoś czasu nie funkcjonuje. Przestałam bawić się w blogowanie kosmetyczne i przerzuciłam się na więcej pisania, niż kolorowych obrazków. Poza tym, świetnych blogów kosmetycznych jest od groma :) Nie usuwam go głównie przez sentymetn. Przez to, że zdjęcia mi się podobają i przez to, że tęskniłabym za nim, gdybym go usunęła. Dlatego będzie mi miło, jeśli przeglądniesz jakieś moje stare posty w poszukiwaniu informacji albo inspiracji, ale raczej nie pojawi się tu nic nowego :)
W międzyczasie zapraszam Cię na mój nowy blog, gdzie jest więcej do czytania, pozdrawiam!

piątek, 13 stycznia 2017

NIEZBĘDNIK ZIMOWEGO WYJAZDU


Cześć Wam, jak mija ten mroźny czas? Zimy nie można przeleżeć w domu, dlatego mam dzisiaj dla Was mój must have zimowego wyjazdu, zapraszam!


CIEPŁO, CIEPŁO, CIEPŁO

Pakując się na narty czy snowboard trzeba pamiętać o odpowiednim ubraniu. Wieczorne spacery także wymagają odpowiedniego zabezpieczenia przed zimnem. Moją "piętą Achillesa", która najszybciej oddaje ciepło są stopy. Zawsze są lodowate, zawsze w nie marznę, więc kiedy wychodzę na mróz, bardzo dbam o odpowiednie opatulenie. Z pomocą przychodzę skarpety typu frotte, grube rajstopy czy buty wyłożone barankiem (np. UGG). Na nogi dodatkowo zakładam getry.
Taką samą sytuację mam z dłońmi, które wiecznie bolą z zimna. Wychodząc, nie zapominam o rękawiczkach, ale do ogrzania dłoni służy mi też rozgrzewające serduszko, które wydziela ciepło (nie do końca wiem, jak to działa, ale działa <3). Można je kupić w sieci ;)
Nie zapominam także o grubych, ciepłych swetrach, dobrym pomysłem jest zainwestowanie w jeden sweter wełniany i jeden kaszmirowy, nie ma nic cieplejszego <3




KOSMETYKI

Podczas sportów zimowych nasza skóra narażona jest na ogromne katorgi i trzeba się odpowiednio zabezpieczyć. Przede wszystkim od zimna czy bolesnych upadków na stoku może być przesuszona, popękana lub odparzona. Wtedy zdecydowanie odstawiam żele z SLS i silnymi środkami myjącymi i przerzucam się na olejki myjące. Tworzą na skórze ochronną warstwę i nie podrażniają skóry. Moim ulubieńcem jest olejek z Isany, bo jest mały, poręczny i tani ;) Co prawda śmierdzi, ale ratuję się balsamami :P
Co do balsamów, na wyjazdy zimowe preferuję te, których używa się pod prysznicem. Dzięki temu nie marznę poza kabiną, jest szybko i nie blokuję łazienki znajomym. Dla mnie super rozwiązanie!
Najbardziej narażona na działanie zimna, słońca i wiatru jest twarz. Tutaj nie ma miejsca na miauczenie za makijażem, najważniejsza jest ochrona. W tym przypadku moim ulubieńcem jest krem z Floslek z SPF 50. Nie zawiera parafiny, więc nie zapycha skóry, chroni przed słońcem i mrozem. Wieczorem zmywam go jak zwykle i robię delikatny peeling, żeby przypadkiem mnie nie zapchało ;)
Olej kokosowy ma na wyjazdach wiele funkcji. Zmywa ewentualny makijaż, natłuszcza skórę, ratuje przesuszenia i odparzenia i doskonale nawilża. Nic więcej nie mam do dodania, must have każdeg wyjazdu! 
Nie wyobrażam sobie także zimy bez maści z witaminą A. Chroni usta, goi rany i otarcia, natłuszcza. Używam jej przez całą zimę, więc i wyjazdom towarzyszy :)
Ostatnim elementem jest krem do rąk. Dłonie źle znoszą zimno, dlatego warto je zabezpieczyć. Na zdjęciu pokazuję Wam krem z Evree, jednak zimą warto zaopatrzyć się w krem bez gliceryny wysoko w składzie. Kremy o wodnistej konsystencji są nie najlepszym rozwiązaniem, bo cząsteczki wody zamarzają na mrozie, wtedy skóra jeszcze bardziej cierpi.



DROBNE RZECZY, KTÓRE UWAŻAM ZA POTRZEBNE

Tutaj znajdują się pierdółki, które nie są niezbędne, ale ja zawsze mam je przy sobie na wyjazdach, zwłaszcza zimowych ;)
Po pierwsze, tabletki przeciwbólowe i 2-3 podpaski. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, organizm kobiety lubi płatać figle, jeśli nie nam, to koleżance. Dobrą opcją są także saszetki rozgrzewające, aby zapobiec chorobie. Wszystko też zależy od tego, czy wyjeżdżacie do centrum Zakopanego, czy w zupełną głuszę. Jeśli apteka jest daleko, warto się zabezpieczyć ;)
Równie przydatny może okazać się powerbank ;)
W sytuacji, kiedy w pobliżu nie ma sklepu (bo jesteśmy w głuszy :)) warto mieć przy sobie gorącą czekoladę na mroźne wieczory i saszetki z gorącymi zupkami ;)


I to by było chyba na tyle, rozpisałam się troszkę :P Dzięki że byliście ze mną, dajcie znać, jaki jest Wasz must have wyjazdów zimowych, ja już uciekam, buźka! :*







niedziela, 1 stycznia 2017

PODSUMOWANIE ROKU 2016


Cześć, witam Was w nowym roku 2017! Jestem ciekawa jak Wam zleciał poprzedni rok, czego żałujecie, co byście chcieli powtórzyć, o czym zapomnieć, a co sprawiło Wam ogromną radość. Dziś mam dla Was podsumowanie mojego 2016 roku, zarówno pod kątem kosmetycznym, jak i bardziej lajfstailowym. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam ;)


1. INSPIRUJĄCE MIEJSCA

W tym roku miałam okazję odbyć wiele wspaniałych podróży, mniejszych i większych. Z każdej jestem bardzo zadowolona i przywiozłam mnóstwo wspomnień. Najbardziej zapadły mi w pamięć dwie, o których zresztą pisałam Wam na blogu.
Pierwsza z nich to kilkudniowy wypad z moim chłopaczkiem do Warszawki i Łodzi. Uwielbiam duże miasta i zawsze dobrze się w nich czuję. W nowym roku mam nadzieję na kolejny taki wypad w głąb polski ;) 
Pod koniec września pojechaliśmy do Niemiec, o czym także już pisałam. To miejsce jest niesamowite i pewnie napisze o tym kiedyś osobny post. Dla mnie cała Kolonia jest niesamowita!






2. BLOGOWY ZASTÓJ

To prawda, że od kiedy mój komputer się zepsuł, nie bywałam tu praktycznie wcale. Co prawda, laptop wrócił z serwisu po dwóch tygodniach, ale mój plan zajęć w tym semestrze jest tak ciasny, że nie mam nawet kiedy wcisnąć do niego przerwy na jedzenie. Do tego w tym roku muszę napisać i obronić pracę licencjacką, więc blogowanie odeszło na najdalszy plan. Miałam jednak kilka nocnych przemyśleń odnośnie niego i powstało we mnie kilka nowych pomysłów. Mam nadzieję, że uda mi się je zrealizować ;) Nie mogę obiecać, że teraz będę tu regularnie. Postaram się pisać jak najczęściej.



3. NOWA ZAJAWKA

Dziennikarstwo kręci mnie od bardzo dawna i to jest coś co mogłabym robić for life. Nigdy jednak nie przyglądałam się tak dokładnie temu zagadnieniu. Życie nie pozwoliło mi na realizację w tym kierunku, dlatego też skończyłam na filologii, ale staram się możliwie jak najwięcej swoich uczelnianych poczynań poświęcać temu zagadnieniu. Moja praca licencjacka dotyczy reportażu jako sposobu obrazowania świata i kultury audiowizualnej i tym sposobem dotarłam do mnóstwa ciekawych książek, które na pewno pochłonę w całości, kiedy już uporam się z pisaniem. Planuję też swoje przyszłe życie związać z dziennikarstwem, więc taka lektura na pewno mi się przyda ;)



4. PRZYSZŁOŚĆ MA ZNACZENIE

W 2017 kończę pierwszy etap studiów i jest to moment, kiedy dość intensywnie zastanawiam się nad przyszłością. Co mnie czeka, gdzie los mnie rzuci, co nowego mnie spotka. Przez miniony rok uświadomiłam sobie, że warto myśleć o swojej przyszłości nie tylko teoretycznie, ale także działać.
Co zrobiłam w tym kierunku? Największy nacisk kładę na odkładanie na swoją przyszłość. Założyłam konto oszczędnościowe, na które co miesiąc wpływa drobna kwota z mojego konta i stopniowo kumuluje odsetki. Jeśli życie nie będzie ode mnie wymagało większego nakładu pieniędzy to za jakiś czas będę miała odłożoną kwotę na studia podyplomowe, tym samym odciążę siebie i swoją rodzinę. Dodatkowo ostatniego dnia miesiąca wrzucam do skarbonki drobne, które mi zostały, a czasem nawet zdarzy się banknot. Unikam wrzucania tam groszówek, raczej kwoty od złotówki w górę.
Myślę także intensywnie o swoich przyszłych studiach. Regularnie przeglądam oferty mieszkaniowe, szukam najlepszych opcji i sprawdzam wszystkie uczelnie, które mnie interesują. Jednym słowem, planuję swoją przyszłość już teraz, aby mieć pewniejszy start ;)




5. KAWA, KAWCIA, KAWUSIA

Ten rok bardziej niż poprzedni upłynął mi pod znakiem kawy. I jestem z tego powodu szczęśliwa. Kawa to energia, zawsze pozytywnie mnie nastraja, kojarzy mi się z pokonywaniem trudów dnia codziennego, a także nierzadko towarzyszy spotkaniom. W tym miejscu pozdrowienia dla Ani!
Kawa umila mi czas także kiedy mam chwilę dla siebie, kiedy mogę poczytać książkę czy po prostu poleniuchować i uzupełnić kalendarz ;)





6. ULUBIEŃCY I BUBLE

Nie zabraknie tu części kosmetycznej. W tym roku zdarzyło mi się mało ulubieńców, bo większość odkryłam pod koniec roku i będzie o nich więcej w styczniu, ale także niewiele bubli ;)
Wśród ulubieńców znalazły się maleństwa od Golden Rose, o których już Wam pisałam. Ciągle przybywa mi nowych kolorów i jak na razie tylko kilka mi nie przypadło do gustu. Drugim ulubieńcem roku jest pianka myjąca z Pharmaceris, która jest genialna, genialna, genialna i najsupsza! Jest łagodna, dobrze oczyszcza i nie ściąga mojej skóry. 
Kolejny ulubieniec to olejek z Balea, który świetnie dociąża włosy, nawilża końce i przepięknie pachnie! Ostatnim faworytem tego roku jest odżywka Garnier Ultra Doux. Co tu dużo mówić, daje efekt WOW <3


No i niestety buble. Po pierwsze lakier z Golder Rose z serii Jolly Jewells. Fatalne są te opiłki, odstają, wyglądają jak źle położona gładź szpachlowa, sam lakier jest bardzo gęsty, źle się roprowadza i zasycha cały tydzień. Nope. Kolejne dwa buble to odżywki do włosów, jedna to Balea Oil Repari, druga - Biovax do włosów blond. Obie przesuszają włosy, które wyglądają jak siano i dostają potrójnej objętości, do tego rozczesanie ich zajmuje godzinę. Nie polecam, chyba że macie bardzo grube i odporne włosy, w innej sytuacji uważam, że zrobicie sobie nią krzywdę. 
Ostatni bubel, którego nie ma na zdjęciu, to podkład Loreal True Match. Skusiłam się opiniami, że nowa formuła jest świeta, YouTube make me buy it i tak oto wydałam na niego stanowczo za dużo. Podkład jest bardzo silikonowy i ślizga się po twarzy, ma różowe tony i podkreśla moje przebarwienia i niedoskonałości, do tego bardzo szybko zjeżdża z twarzy. Dla mnie bubel, choć wiem, że wielu z Was on pasuje ;)



7. MIŁOŚĆ MOJEGO ŻYCIA

Po pierwsze to oczywiście mój chłopak :P Jednak wraz z początkiem 2016 roku w moim domu zamieszkała mała piękna włochata kuleczka, która zmieniła się w górę włochatego tłuszczu <3 Jest kochany, mięciutki i baaardzo słodki! Uwielbiam go ponad wszystko i cieszę się, że mama zgodziła się na zwierzątko, bo teraz sama biega za nim i non stop mu dogadza :D




I to by było na tyle. Mam nadzieję, że nowy rok upłynie Wam radośnie i spełnicie część swoich planów. Na koniec przedstawiam Wam moje założenia na 2017 rok, a Wam życzę wszystkiego, co najlepsze, niczego nie żałujcie!


Buziaki! :*











niedziela, 18 grudnia 2016

MIGAWKA Z NIEMIEC




Czeeść! Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, po prostu mnie nie było. I nie będę próbowała obiecywać, że tym razem będę publikowała regularnie. Dziś mam czas, jutro mogę nie mieć kiedy usiąść, a niestety nie potrafię panować nad wszystkim. Dodatkowo pracuję teraz nad innym projektem (związanym z internetami i blogosferą) i pracą licencjacką, więc nawet nie chcę niczego obiecywać. Niemniej jednak dziś wracam i mam dla Was baardzo spóźnioną migawkę z wyjazdu w zachodnie landy ;) Zapraszam do oglądania!


Park rozrywki, do którego zabrał nas mój kuzyn był bardzo podobny do wszystkich polskich festynów, a jednak bardzo się od nich różnił. Karuzele, strzelnice i budki z currywurst zajmowały prawie całą ulicę, długością odpowiadającą łódzkiej Pietrynie i kilkanaście bocznych uliczek. Do domu przywiozłam dwa wygrane pluszaki <3



Widok z mieszkania mojej rodziny był niesamowity o każdej porze dnia. Szóste piętro może nie jest szczytem moich lękowysokościowych marzeń, niemniej wspaniale było spędzić tam choć kilka dni. Małe przytulne domki jednorodzinne tuż pod nami, przez niskie bloki, aż po fabryki i wielkie kominy na horyzoncie.
Ciekawe w Kolonii jest to, że pomimo tak wielu dymiących fabryk, powietrze jest niesamowicie czyste. Na pewno ma na to wpływ ogromne zalesienie, nawet między blokami, co możecie zobaczyć na zdjęciach.



Obowiązkowym punktem zwiedzania w Köln jest Hohenzollernbrücke, czyli most zakochanych. Mówi się o nim, że jest to najbardziej obciążony uczuciowo most w Europie. Wisi na nim około 16 ton kłódek, a dno Renu pokryte jest kluczykami. Trudno znaleźć na nim choć kilka centymetrów wolnej przestrzeni, ludzie wieszają na nim zapięcia do rowerów, aby na nim poprzypinać kłódki. Niesamowite miejsce! Oczywiście naszej kłódki też nie zabrakło ;)





Panorama Kolonii, widziana z 28. piętra punktu widokowego:



Moja rodzina mieszka bardzo blisko Renu, więc nie zabrakło wieczornych spacerów. ;) Pomimo że byliśmy tam na przełomie września i października, pogoda była bardzo przyjemna. Nie było gorąco, choć wiał dość zimny wiatr. Przyjechaliśmy tam ze względu na wesele mojego kuzyna i bałam się, że zmarznę w nogi (Miałam sandałki i nie było mowy o rajstopach), tymczasem było naprawdę ciepło tego październikowego wieczoru.

Kilka migawek znad Renu:









I weselny klimat:



I to by było tyle na dziś, na koniec wrzucam dwa filmiki z naszego wyjazdu. Jeden montowany przeze mnie, drugi - przez mojego chłopaka. Są do siebie bardzo podobne, ale biliśmy się, kto zrobi to lepiej. Ocenę pozostawiam Wam! ;)








I to by było na tyle, mam nadzieję, że widzimy się niebawem, a tymczasem uciekam, buźka! ;)





poniedziałek, 26 września 2016

ULUBIEŃCY LATA 2016



Cześć robaki! Dziś mam dla Was szybki przegląd moich kosmetycznych ulubieńców. Jestem obecnie na kolejnym wyjeździe i chciałabym jak najmniej czasu spędzać w sieci, niemniej jednak nie chcę zaniedbać bloga ;) Zapraszam więc!



PIELĘGNACJA

W te wakacje moje serce skradły dwa produkty do ciała. Jednym z nich jest mgiełka z Sephory, którą pokazywałam już jakiś czas temu. Świetnie sprawdza się do ciała i włosów ;) Używałam jej najczęściej na "gołe" partie ciała.
Kolejny jest balsam przedłużający opaleniznę After Sun z Kolastyny. Cudownie nawilża i faktycznie sprawia, że opalenizna ma piękny, naturalny kolor. Nie wiem jak z jej przedłużaniem, bo używam samoopalaczy i innych produktów brązujących, niemniej jednak uwielbiam ten balsam :)
Moje włosy w te wakacje pokochały odżywkę Dove Intense Repair. Są po niej miękkie i niesamowicie gładkie, układają się też dużo lepiej.
Odkryciem tego lata jest dla mnie krem z Vichy z SPF 50. Jest co prawda mało wydajny, ale uwielbiam go za matowy efekt. Latem nie zawsze mam potrzebę noszenia makijażu, maluję się tylko kiedy wychodzę gdzieś z ludźmi :D Na zakupy chodzę "goła i wesoła" :D Zawsze miałam problem z moją tłustą cerą - nie mogę nosić samego kremu, bo wyglądam wtedy jak wysmarowana masłem. Ten z Vichy matuje tak, że nie potrzebuję nic więcej i mogę przeżyć cały dzień bez pudru czy przemywania twarzy :)



PAZNOKCIE

Żadnym odkryciem nie będzie dla nikogo odżywka z Golden Rose, uwielbiam ją praktycznie od kiedy wyszła na rynek. W te wakacje również mi towarzyszyła, a oprócz niej molestowałam dwa lakiery, również z GR, z serii WOW. Pierwszy - pastelowa szarość - to nr 06. Zgaszony róż to z kolei nr 08. Wiecie już, że uwielbiam te lakiery, a te dwa kolory pasują idealnie do każdej mojej letniej stylizacji - koszulki i shortów, koszuli i jeansów czy eleganckiej sukienki. 



TWARZ

Tutaj mam zaledwie dwóch ulubieńców, bo jeśli chodzi o kolorówkę, trudno mnie zadowolić ;) Te wakacje należały do Maybelline Color Tattoo w kolorze Creme de Nude oraz CC z Bourjois w kolorze 32. Cienia od Maybelline używam jako bazy pod cienie sypkie, dzięki temu lepiej przyklejają się do powieki, do tego kolor bazowy jest naturalny. ;) Bourjois jest dla mnie teraz stanowczo za jasny (kolor 32 zawsze jest dla mnie za jasny), ale idealnie łączy się z nieco za ciemnym kolorem 34 :) Uprzedzając Wasze myśli, 33 też mi nie pasuje :D CC ma fajną konsystencję, nie za ciężką na lato inie za lekką na chłody, dobrze kryje i sprawdza się na imprezach czy weselach :) 



MASKI W PROSZKU

Zawsze lubiłam tego typu maski, ale nigdy nie chciało mi się po nie sięgać. W te wakacje się przełamałam i okazało się, że maski ze Starej Mydlarni są moim hitem! Są wydajne i niedrogie (normalnie kosztują 19 zł, ale w mojej drogerii można je dostać za 9 - 12). Tego lata królowały u mnie dwie - różana na niedoskonałości i relaksująca kakaowa :) Ta druga zdejmuje się o wiele lepiej i nie muszę jej domywać ;) Obie są wspaniałe i na pewno do nich wrócę ;)


I to by było na tyle ;) Dajcie znać, co skradło Wasze serca w te wakacje, a ja uciekam odpoczywać ;) Chcecie relację z wyjazdu? Ciekawi, gdzie mnie wyniosło? Łapcie fanpage -> KLIK



Buźka! :*


piątek, 16 września 2016

WRZESIEŃ W OBIEKTYWIE: DAY OFF


Cześć kochani! Witajcie po dłuższej przerwie, która spowodowana była moim wyjazdem. Dodatkowo potrzebowałam kilku dni na żądanie, podczas których mogłam się oderwać od komputera, internetów i świata wirtualnego ;) Dzisiaj wracam ze świeżą energią!

Z moim chłopaczkiem wybraliśmy się na minitrip po Warszawce i mojej ukochanej Łodzi. W tym miesiącu czeka nas jeszcze jeden wyjazd, odrobinę dalej ;) Spodziewajcie się drugiego wrześniowego Obiektywu!

A tymczasem zostawiam Was ze zdjęciami ;)

















Gesslerowy Fukier ;)




Moje miejsce na Ziemi <3







Nie zabrakło Piotrkowskiej ;)



I to by było na tyle ;) Dziś post baaardzo zdjęciowy, niedługo wracam z czymś nowym, a tymczasem uciekam. Trzymajcie się, buźka! :*





niedziela, 14 sierpnia 2016

MOJE SPOSOBY NA WALKĘ Z TRĄDZIKIEM


Cześć moi mil! :) Dziś przybywam do Was z miniprzewodnikiem po moich sposobach walki z niedoskonałościami. Niektórzy mają ich więcej, inni mniej, niemniej jednak w każdym wypadku są one denerwujące i mogą powodować, że nie czujemy się tak pewni siebie jak powinniśmy.
Ja agresywnego trądziku pozbyłam się już jakiś czas temu, teraz wypryski pojawiają się na mojej twarzy sporadycznie, jednak nadal borykam się ze skłonnością do zapychania, dlatego bardzo uważam na kosmetyki, których używam, Jeśli jesteście ciekawi, jak dbam o problematyczną cerę, zapraszam dalej! :)



1. PODSTAWOWA PIELĘGNACJA

Tutaj muszę wspomnieć, że nie używam tych produktów codziennie (a przynajmniej większości z nich). Są dość agresywne i dla mojej wrażliwej skóry używanie ich codziennie byłoby prawdziwą Gehenną. 
Produktem, który używam codziennie jest płyn micelarny z Tołpy z serii białe kwiaty. Płyn ma w składzie kwas salicylowy i cytrynian sodu, dlatego może zaszkodzić wrażliwej cerze. Nie używam go ani do demakijażu, ani jako tonik. Stosuję zaraz po wstaniu na "brudną" skórę, wtedy micel zdejmuje sebum i powoduje, że łatwiej potem oczyścić mi twarz wodą. Dodatkowo wymienione wyżej składniki łagodzą moje niedoskonałości, ale przez to, że nie używam płynu na "gołą" twarz, robią to bardzo łagodnie.
Kolejnym produktem, bez którego w okresie twarzowego kryzysu nie mogę się obejść to biosiarczkowy żel do mycia twarzy od Balneo kosmetyki. Niech Was ręka Boska broni przed używaniem go codziennie. Żel zawiera SLES i używany codziennie (albo, o zgrozo, rano i wieczorem) mógłby spowodować niemałe szkody na naszych cerach. Przede wszystkim starłby barierę lipidową, która chroni naszą skórę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Dlatego ja używam go 2-3 razy wieczorem w połowie cyklu i 2-3 razy przed okresem, czyli wtedy, kiedy atakują mnie nieprzyjaciele. Żel ściąga skórę, dlatego po umyciu porządnie nawadniam i nawilżam twarz.
Mniej więcej z tą samą częstotliwością, co żelu z Balneo (ale nigdy jednocześnie!) używam kremu z La Roche-Posay z serii Effaclar. On również pomaga mi łagodzić niedoskonałości, dodatkowo moja twarz wygląda po nim całkiem ładnie (nie świeci się jak po moich "nawilżaczach")




2. DODATKI

Mniej więcej raz w tygodniu używam peelingu z Sephory. Kiedyś po prostu pocierałam nim twarz przez chwile, ale pani w Sephorce uświadomiła mnie, że przy cerze problematycznej tylko roznoszę pryszcze w ten sposób. Poleciła mi, żebym zamiast tego nałożyła peeling na twarz i zostawiła do na 2-3 minuty (podobnie, jak w przypadku peelingów enzymatycznych). Taki sposób przynosi mi o niebo lepsze efekty. Skóra wokół niedoskonałości łuszczy się, a ten peeling radzi sobie z tym bez problemu. Wydaje mi się też, że zwiększa efektywność nakładanych na twarz później produktów. Nie polecam jednak używania go częściej niż raz na tydzień.
To jasne, że kiedy pojawi nam się pryszcz, zakrywamy go korektorem. On jednak także może być pomocny. Ja używam korektora z Isany, który dodatkowo ma w sobie składniki antybakteryjne.Nie daje spektakularnych efektów, ale jest całkiem niezły, trzeba tylko trafić z kolorem albo nakładać go (tak jak ja) pod podkład. 



3. MAŚCI

Maści to najlepsi przyjaciele człowieka z pryszczami :D Ja używam dwóch. Cynkowa pomaga "wydobyć" pryszcza spod skóry, przez co szybciej się goi. W przypadku podskórnych, ropnych wulkanów niezawodna jest maść ichtiolowa, która ma pomagać w odchodzeniu ropy, więc wyciąga ją na zewnątrz, a pryszcz staje się coraz mniejszy. Warto jednak wiedzieć, że maść ichtiolowa jest brązowa i bardzo tłusta, przez co brudzi pościel i ubrania, więc polecam używać jej w dzień lub na noc pod plaster. Musiałam kiedyś prać pościel w płynie do naczyń przez nią :D
Maści cynkowej używam często nawet pod makijaż, żeby przez dzień sobie działała. 



Najważniejsze da cery problematycznej jest jednak jej systematyczne nawilżanie. Odwodniona i przesuszona skóra broni się i powoduje o wiele więcej wyprysków. Dlatego wysuszajcie pryszcze, ale róbcie to z umiarem!

No i to by było na tyle moi kochani, dajcie znać, czego Wy stosujecie w walce z trądzikiem lub drobnymi wypryskami. Ja już uciekam, trzymajcie się, buźka! :*






środa, 27 lipca 2016

LIPIEC W OBIEKTYWIE: FESTIWAL KOLORÓW


Cześć kochani! Mam dzisiaj dla Was szybką i dość krótką relację z Festiwalu Kolorów, na którym byłam z przyjaciółką kilka dni temu ;) Niestety zdjęć naszych pomazanych ubrań nie mam, bo światło na złość się zbuntowało i nic nie chciało być wyraźne. :( Niemniej jednak zapraszam na ten szybki przegląd zdjęć :)





Wszyscy bawili się super! ;)



Podczas festiwalu ktoś postanowił zrobić sesję zdjęciową, którą pochwyciłam w jednym ujęciu :)


Całości imprezy patronował Lipton (chyba jak w każdym mieście), nie zabrakło też Eska Summer City ;)



I to by było na tyle, kochani. Dziś dość krótko, jednak nie martwcie się - nadrobię to w kolejnych postach! Tymczasem już uciekam, życzę Wam udanego wieczoru, do zobaczenia!

Buziaki! :*