Witaj na Selfmadeheaven. Blogu, który już od jakiegoś czasu nie funkcjonuje. Przestałam bawić się w blogowanie kosmetyczne i przerzuciłam się na więcej pisania, niż kolorowych obrazków. Poza tym, świetnych blogów kosmetycznych jest od groma :) Nie usuwam go głównie przez sentymetn. Przez to, że zdjęcia mi się podobają i przez to, że tęskniłabym za nim, gdybym go usunęła. Dlatego będzie mi miło, jeśli przeglądniesz jakieś moje stare posty w poszukiwaniu informacji albo inspiracji, ale raczej nie pojawi się tu nic nowego :)
W międzyczasie zapraszam Cię na mój nowy blog, gdzie jest więcej do czytania, pozdrawiam!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 stycznia 2018

NAJLEPSZE KREMY DO RĄK - ODKRYCIA ZIMY 2017/18


Jedno z moich postanowień urodowych na 2018 rok (miał być o tym post, ale szło mi to jak krew z nosa, a teraz jest już prawie luty) jest przykładanie większej wagi do pielęgnacji dłoni i stóp. Co do tego pierwszego, raczej staram się regularnie używać kremów do rąk, ale muszę przyznać, że większości z nich nie znoszę. Moje dłonie, twarz i ciało nie należą do tych, co wchłaniają wszystko w sekundę. Zwykle muszę czekać nawet kilkanaście minut, a kosmetyki do twarzy i dłoni znikają bez śladu dopiero, jak je zetrę. Dlatego o ile twarz mogę przypudrować, to dłoni już nie, więc kremów do rąk używałam głównie na noc. Od pewnego czasu mam w torebce dwie perełki, które śmiało mogę uznać za ulubieńców mojego życia.

1. Neutrogena - szybko wchłaniający się krem do rąk

To nie jest żart. Ten krem wchłania się w ekspresowym tempie i nie muszę przez 20 minut po aplikacji wycierać dłoni o spodnie. Do tego w promocji można go znaleźć za mniej niż 10 zł (ja swój kupiłam za ok. 7), więc mamy niską cenę i super działanie. Krem ma lekką, ale nie lejącą formułę, nakłada się go jak masełko, wchłania się w sekundę i do tego wspaniale pachnie! Dla mnie będzie on idealny zarówno na teraz, jak i na ciepłe miesiące. Dłonie są po nim gładkie, miękkie i o wiele mniej zaczerwienione. Nic więcej nie muszę mówić - po prostu polecam spróbować. Nie pożałujecie, gwarantuję.




2. Cien -  SOS Hand Concentrate

Tak, to jest krem z Lidla. I jest najlepszy na świecie. Ten z Neutrogeny jest po prostu dobry, dobrze się wchłania i ładnie pachnie. SOS Hand Konzentrat z Cien jest genialny. W tym roku moje dłonie zemściły się na mnie za przeprowadzkę do miasta o najtwardszej wodzie świata i za chodzenie w jesiennych rękawiczkach do połowy stycznia. Były zaczerwienione, wysuszone na wiór, skórę mogła odrywać z nich płatami. Do tego niemiłosiernie piekły i wyglądały po prostu nieestetycznie. Ciągle pilnowałam, żeby chować je przed ludźmi. W końcu moja ciocia poleciła mi ten krem. I to był prawdziwy cud. Zrobiłam dokładnie tak, jak mi kazała - wysmarowałam całe dłonie, wsadziłam w rękawiczki i poszłam spać. Rano obudziłam się, a moje ręce były jak nowe. Dosłownie, jakby zrzuciły skórę przez noc. Miękkie, gładkie, jasne. Później stosowałam go na noc jeszcze kilka dni (już bez rękawiczek) i zniknęło całe zaczerwienienie, pieczenie i wszystko, co złe.
Jeśli macie mega zniszczone i suche dłonie, zaraz po aplikacji poczujecie szczypanie, ale spokojnie - tak ma być. Później krem się wchłania i zaczyna robić swoje. W składzie ma głównie glicerynę, więc ma bardziej bezbarwny kolor, niż inne kremy do rąk. Dodatkowo warto zauważyć jego cenę - ok. 3 zł za coś tak wspaniałego. Coś, co uratowało moje dłonie. Gorąco polecam Wam sprawdzić ten krem - ostatecznie stracicie tylko kilka złotych ;)



Znacie któryś z tych kremów? A może polecicie jakiś inny, który szybko się wchłania i jest tak genialny jak ta dwójka?
Pozdrawiam Was gorąco i do zobaczenia niedługo!

piątek, 7 kwietnia 2017

ULUBIEŃCY ZIMY 2016 / 17


Cześć! :) Dziś zapraszam Was na przegląd ulubieńców, które zawładnęły moim sercem tej zimy. Zapraszam!



Mówcie sobie co tam chcecie. Że brzydkie, że paskudne, że wyglądają fatalnie, że odejmują półtora metra wzrostu i że to obok Multipli najgorsze, co może być. Ale wiecie co? Nikomu nie było tej zimy tak ciepło w stopy jak mi. Od kiedy pamiętam, mam problem z lodowatymi stopami, którymi bardzo trudno dogodzić zimą. Przebrnęłam przez setki różnych butów, wszystkie możliwe materiały, ocieplenia, podbicia i wszystko inne. NIC. Nic mi nie zrobiło tak dobrze, jak te Ugi. Dlatego bez względu na to, jak źle wyglądają i jak fatalne są, to moi najwięksi zimowi ulubieńcy i w przyszłym roku na pewno będę dalej w nich człapać!


Pielęgnacja zimą jest dla mnie superważna. Żeby nie było, w inne pory roku też :P Oto kosmetyki, które tej zimy przyniosły mi radość:

1. Clinique Pep-start - ten krem to moje odkrycie. Gdyby tylko miał SPF, byłby moim Bogiem. Zimą używam go z kremem CC z Bourjois, latem niestety muszę go odstawić. Nawilża niesamowicie, od razu się wchłania, skóra jest supermiękka i nie przesusza się na mrozie. Mój hit hitów!

2. Krem zimowy Floslek Winter Care Spf 50+ - Tego pana używałam na wyjazdach, lub gdy wychodziłam na zewnątrz niepomalowana. Jest tłusty, ale nie zapycha. Czytałam dużo o efekcie bielenia skóry, ale on po kilku minutach znika i skóra wygląda jak po prostu posmarowana zwykłym kremem. Po jego zastosowaniu moja skóra wytrzymała siedem godzin na stoku i się nie posypała, więc wielki plus.

3. Maść z witaminą A - o niej pisałam już wielokrotnie. To mój kosmetyk do zadań specjalnych. Stosuję go na usta, znamiona, przesuszenia, oparzenia, a od kiedy poradziła mi tak kosmetyczka - również na skórki. Nic dodać, nic ująć :)

4. Stara Mydlarnia Serum z witaminą C - serum dostałam od mojego chłopaka i bardzo dobrze mi się sprawdziło. Łagodzi przebarwienia i fajnie nawilża cerę. Jedyny minus to przydatność po otwarciu, bo tylko 3 miesiące, ale nic więcej nie mam mu do zarzucenia :)


5. Balsam pod prysznic Eveline - kolejny mój hit hitów, który rozwiązał mój zimowy problem. W łazience mam światło zsynchronizowane z wentylacją, więc całe ciepło, które sobie naparuję gorącym prysznicem, momentalnie wywiewa. W związku z tym spory problem sprawia mi stanie nago w łazience i smarowanie się balsamami, bo zwyczajnie marznę. Któregoś razu kupiłam sobie balsam pod prysznic i to był strzał w 10! Nawilża, natłuszcza, zniknął problem AZS i marznięcia poza kabiną. Polecam bardzo serdecznie!

6. Balsam Evree Max Repair - klasycznych balsamów też zdarzało mi się używać i wśród nich zdecydowanym moim faworytem jest balsam z Evree. Jest odpowiednio tłusty, ale szybko się wchłania, skóra jest miękka i odżywiona, nie piecze też, jak to u mnie czasem bywa :)

7. Maska do włosów Dr Sante Argan Hair - Co tu dużo mówić, najlepsza maska ostatnich miesięcy. Jest gęsta i treściwa, nie trzeba trzymać jej bardzo długo, a efekt jest super - włosy dociążone, gładkie, miękkie i błyszczące. Jak dla mnie super :)



Kolorówka u mnie uboga, bo nie mam jakichś szczególnych wymagań, jeśli chodzi o zimę.

1. Nyx Soft Matte Lip Cream, kolor Abu Dhabi - zimą nie przepadam za mocnymi kolorami, bo wyglądają na mnie po prostu źle. Dlatego postawiłam na nudziak od Nyxa. Fajnie się nosi i daje bardzo naturalny kolor :)

2. Bourjois 123 Perfect CC cream - Tak jak już wspomniałam, używam go razem z Clinique. Niektórzy zimą lubią ciężkie podkłady, ale ja takich nie znoszę. Dla mnie to wygląda fatalnie, więc u mnie żadne rewlony czy dablłery. Lubię lekkie podkłady o średnim kryciu i taki własnie jest CC od Bourjois. Jest nieco cięższy od Healthy Mixa, dlatego używam go zimą i jestem zakochana ;)

3. Urban Decay Naked Basics - paletkę dostałam na urodziny od przyjaciółki. Ma fajne, naturalne kolory, cienie się dobrze blendują i można z nich zrobić zarówno makijaż dzienny jak i wieczorowy :)


Nie zabrakło także zimowych lakierów:

1. Golden Rose Wow, kolory 101 i 08 - połączenie bladego różu i baby blue to dla mnie idealne zestawienie na zimę, były to najczęściej maltretowane przeze mnie lakiery :P

2. Golden Rose, matowy top coat - odkryłam go dopiero zimą i przepadłam, nosiłam go baaardzo często. Co prawda lakier szybciej z nim odpadał, ale efekt jest tego warty :)

3. Golden Rose Rich Color, ko. 20 - u mnie był to kolor "wyjściowy", który stosowałam na wieczór lub kiedy po prosu chciałam być bardziej glamour :P Podoba mi się jego konsystencja i wykończenie - ni to matowe, ni satynowe ;)

4. Golden Rose Miss Selene 167 - Idelany lakier z drobinkami, które wspaniale imitują płatki śniegu. Do żadnej innej pory roku mi tak nie pasuje jak do zimy :)

5. Odżywka do paznokci Wibo S.O.S Weak Nails - najlepsza jak do tej pory odżywka, jaką miałam. Przebija nawet Golden Rose.


Na koniec dwa oleje, które ratowały mi wielokrotnie skórę:

1. Evree Magic Rose olejek upiększający - cudowny olej, który bardzo szybko się wchłania, a rano cera jest miękka i promienna. Czasem nawet używałam go pod makijaż i sprawdził się super :)

2. Olej kokosowy - nic nie trzeba mówić, olej kokosowy jest najlepszy na wszystko. Uratował moją twarz, kiedy odpadała płatami.



I to by było na tyle. Dajcie znać, co Was zachwyciło tej zimy, ja już uciekam, trzymajcie się ciepło, buźka! :)

Na koniec jeszcze chciałabym Was poinformować, że powołałam do życia nowy blog, bardziej felietonistyczny, o tematyce lifestylowej, trochę życia, trochę kuchni, trochę wszystkiego ;)
Zapraszam Was serdecznie, jeśli lubicie czytać: Blondynkanaswoim. Buźka!

poniedziałek, 26 września 2016

ULUBIEŃCY LATA 2016



Cześć robaki! Dziś mam dla Was szybki przegląd moich kosmetycznych ulubieńców. Jestem obecnie na kolejnym wyjeździe i chciałabym jak najmniej czasu spędzać w sieci, niemniej jednak nie chcę zaniedbać bloga ;) Zapraszam więc!



PIELĘGNACJA

W te wakacje moje serce skradły dwa produkty do ciała. Jednym z nich jest mgiełka z Sephory, którą pokazywałam już jakiś czas temu. Świetnie sprawdza się do ciała i włosów ;) Używałam jej najczęściej na "gołe" partie ciała.
Kolejny jest balsam przedłużający opaleniznę After Sun z Kolastyny. Cudownie nawilża i faktycznie sprawia, że opalenizna ma piękny, naturalny kolor. Nie wiem jak z jej przedłużaniem, bo używam samoopalaczy i innych produktów brązujących, niemniej jednak uwielbiam ten balsam :)
Moje włosy w te wakacje pokochały odżywkę Dove Intense Repair. Są po niej miękkie i niesamowicie gładkie, układają się też dużo lepiej.
Odkryciem tego lata jest dla mnie krem z Vichy z SPF 50. Jest co prawda mało wydajny, ale uwielbiam go za matowy efekt. Latem nie zawsze mam potrzebę noszenia makijażu, maluję się tylko kiedy wychodzę gdzieś z ludźmi :D Na zakupy chodzę "goła i wesoła" :D Zawsze miałam problem z moją tłustą cerą - nie mogę nosić samego kremu, bo wyglądam wtedy jak wysmarowana masłem. Ten z Vichy matuje tak, że nie potrzebuję nic więcej i mogę przeżyć cały dzień bez pudru czy przemywania twarzy :)



PAZNOKCIE

Żadnym odkryciem nie będzie dla nikogo odżywka z Golden Rose, uwielbiam ją praktycznie od kiedy wyszła na rynek. W te wakacje również mi towarzyszyła, a oprócz niej molestowałam dwa lakiery, również z GR, z serii WOW. Pierwszy - pastelowa szarość - to nr 06. Zgaszony róż to z kolei nr 08. Wiecie już, że uwielbiam te lakiery, a te dwa kolory pasują idealnie do każdej mojej letniej stylizacji - koszulki i shortów, koszuli i jeansów czy eleganckiej sukienki. 



TWARZ

Tutaj mam zaledwie dwóch ulubieńców, bo jeśli chodzi o kolorówkę, trudno mnie zadowolić ;) Te wakacje należały do Maybelline Color Tattoo w kolorze Creme de Nude oraz CC z Bourjois w kolorze 32. Cienia od Maybelline używam jako bazy pod cienie sypkie, dzięki temu lepiej przyklejają się do powieki, do tego kolor bazowy jest naturalny. ;) Bourjois jest dla mnie teraz stanowczo za jasny (kolor 32 zawsze jest dla mnie za jasny), ale idealnie łączy się z nieco za ciemnym kolorem 34 :) Uprzedzając Wasze myśli, 33 też mi nie pasuje :D CC ma fajną konsystencję, nie za ciężką na lato inie za lekką na chłody, dobrze kryje i sprawdza się na imprezach czy weselach :) 



MASKI W PROSZKU

Zawsze lubiłam tego typu maski, ale nigdy nie chciało mi się po nie sięgać. W te wakacje się przełamałam i okazało się, że maski ze Starej Mydlarni są moim hitem! Są wydajne i niedrogie (normalnie kosztują 19 zł, ale w mojej drogerii można je dostać za 9 - 12). Tego lata królowały u mnie dwie - różana na niedoskonałości i relaksująca kakaowa :) Ta druga zdejmuje się o wiele lepiej i nie muszę jej domywać ;) Obie są wspaniałe i na pewno do nich wrócę ;)


I to by było na tyle ;) Dajcie znać, co skradło Wasze serca w te wakacje, a ja uciekam odpoczywać ;) Chcecie relację z wyjazdu? Ciekawi, gdzie mnie wyniosło? Łapcie fanpage -> KLIK



Buźka! :*


niedziela, 3 lipca 2016

ULUBIEŃCY CZERWCA


Cześć robaki ;) Czerwiec dobiegł już końca, dlatego przychodzę z zestawieniem ulubieńców miesiąca. Zapraszam :)




WODA TERMALNA I MGIEŁKA AVON

Nie wyobrażam sobie lata bez kostek lodu i wody termalnej, Daje wspaniałe orzeźwienie, chłód i sprawia, że moja cera przestaje być ściągnięta. Ma też przystępną cenę i można ją aplikować także na makijaż, co często robię aby orzeźwić twarz lub zdjąć pudrowość ;)
Mgiełki avon to mój letni niezbędnik każdego roku. Zawsze mam w zanadrzu któryś z wariantów zapachowych. W tym miesiącu było to Bright Apple Blossom, czyli świeży zapach zielonego jabłuszka. Jest bardzo słodki, ale nie za słodki ;)



MASKA AGAFII I STARA MYDLARNIA

Bardzo lubię maski do twarzy, zarówno te "płynne" jak i w proszku. Testuję ich sporo i niedługo może pojawi się post na ich temat ;) W tym miesiącu moje serce skradły dwie saszetki: Stara Mydlarnia Anti-aging z różową glinką i odświeżająca Babuszka Agafia z miętą. SM to peel off, którą uwielbiam za wyrównanie kolorytu mojej cery i łagodzenie niedoskonałości i zaczerwienień. Olejek z drzewa herbacianego działa antyseptycznie, przez co mam widocznie mniej niedoskonałości. Używam jej zazwyczaj wieczorem. Agafii natomiast używam rano, przed pierwszym myciem twarzy (czyli teoretycznie zaraz po wstaniu). Nie mogę jej używać na oczyszczoną skórę, bo zawarta w niej mięta sakrabucko piecze. Maska doskonale odświeża i "budzi" moją cerę, przywraca jej też blask. Jak dla mnie obie są niesamowite ;)



BAZA SMASHBOX I CC BELL

Lato to czas, kiedy makijaż jest mniej trwały na twarzy. Po bazę Smashbox Photo Finish sięgnęłam przy okazji wyjścia na wesele i została ze mną na dłużej. Oczywiście nie używam jej codziennie, ale kiedy mam jakieś większe wyjścia lub kiedy wiem, że będę długo poza domem. Baza jest matowa, dobrze utrzymuje makijaż, sprawia, że jest trwalszy i przede wszystkim zmniejsza pory, przez cera wygląda o wiele ładniej ;)
Krem CC z Bell kupiłam jakiś czas temu, ale dopiero teraz odkryłam jego potencjał. Kolor dopasował się do mnie idealnie (mam odcień 03 Sunny), razem z bazą tworzy wspaniały duet. Pokochałam go przede wszystkim za brak efektu maski i świeży, letni wygląd. Czasem łączę do z Rimmel Lasting Finish dla lepszego krycia ;) Jego cena jest także niesamowita, bo jest to zaledwie 18 zł.




MAKE UP REVOLUTION I AVON

Dawno niewidziany rozświetlacz z MUR powrócił w końcu na salony. Zimą uznałam go za zbyt ciepły, natomiast na lato jest idealny, daje bardzo słoneczny, wakacyjny blask. W odstawkę póki co poszedł rozświetlacz z Kobo, który jest niemal biały i fajnie wygląda zimą. Ten z MUR mam w kolorze Peach Lights i o ile dobrze go zblenduję, wygląda niesamowicie!
Ostatnimi czasy jestem chora na pomadki w kolorach nude. Pokazywałam już bladziocha z MUR, a w tym miesiącu zdecydowanie zakochałam się w matowym Avonie w kolorze Au Naturale. Nie jest to typowy nudziak, ale lekko zabarwiony brązem i pomarańczem. Nie wygląda na ustach trupio, co jest jego ogromną zaletą. Mimo że jest matowa, dobrze się rozprowadza i nie wysusza ust. Jak dla mnie - ideał do mocniejszego i naturalnego makijażu oka ;)





DERMEDIC I WILKINSON


Jeżeli borykacie się z problemem atopowej skóry, wiecie jakie to uczucie, kiedy wszystko Was gryzie, swędzi, piecze, jest suche, ściągnięte i schodzi skóra. Długo szukałam czegoś co choć trochę złagodzi uczucie pękającej skóry i w końcu trafiłam na to. Nie wyobrażam sobie teraz używać czegoś innego po prysznicu. Dermedic Linum Emolient doskonale koi moją skóre i przywraca jej gładkość. Świetnie radzi sobie z suchymi łokciami i zrzucającą się skórą. Ma też bardzo wygodny atomizer. Nie daje jakiegoś super nawilżenia, dlatego wspomagam go normalnym balsamem, ale od kiedy go używam, "normalne balsamy" nie sprawiają mi już palącego bólu. 
Maszynkę z Wilkinson odkryłam przypadkiem. Idąc na maraton X mena do kina... dostałam ją w prezencie jako dodatek do biletu :D Moja to Wilkinson Sword Extreme 3. Jest genialna i o wiele bardziej żywotna od innych maszynek. Ma dwa paski nawilżające, przez co skóra jest gładsza, a zacięć - o wiele mniej. Ma też fajny kształt, całość ostrza przylega do skóry. Jak dla mnie super! :)



I to by było na tyle. Dajcie znać, czy lubicie któryś z tych produktów i jacy byli Wasi ulubieńcy w tym miesiącu. :) Ja już uciekam, pozdrawiam Was ciepło, buźka! :*




piątek, 3 czerwca 2016

ULUBIEŃCY MAJA


Cześć kochani! Kwiecień i maj były miesiącami wielu nowości, a co za tym idzie - obfitych testów. Mam dzisiaj dla Was przegląd produktów, które w ostatnim czasie skradły moje serce bardziej od innych. Zapraszam! ;)




***

RIMMEL LASTING FINISH & CATRICE CAMUFLAGE

Za cudotwórcą z Catrice biegam od dobrych kilku miesięcy i nigdy (mimo tzw. typu urody "węgiel") nie mogłam znaleźć koloru odpowiedniego dla mnie. Prawdę powiedziawszy, we wszystkich drogeriach, w jakich byłam, jedynym dostępnym kolorem był 025, czyli ten najciemniejszy. W końcu przypadkowo natknęłam się na kolor 020 i bez zastanowienia pobiegłam do kasy. Korektor nie jest idealny, ale go uwielbiam. Dobrze kryje, trzyma się dość długo i nie podkreśla suchych skórek wokół niedoskonałości. Jedynym minusem jest trochę zbyt pomarańczowy kolor, ale lepiej taki niż biały :P
Podkład z Rimmela kupiłam również zupełnie przypadkiem, bo natknęłam się na dużą promocję w Hebe. Co prawda podkład sam w sobie jest tani, ale promocja zawsze spoko :D Jest go mało i jest gęsty, w związku z czym jest średnio wydajny, ale wspaniały anyway. Fajnie kryje, podoba mi się też jego konsystencja - gęsta, ale może dać zarówno efekt naturalny jak i wieczorowy ;) Dodatkowy plus za filtr przeciwsłoneczny!



GOLDEN ROSE & EVREE DLA PAZNOKCI

Maj był miesiącem regeneracji paznokci. Czerwiec też taki będzie, bo ostatnio psują się bardziej niż zwykle. Na tę chwilę mają się już coraz lepiej, a to za sprawą cudaka w pędzelku od Evree. Kupiłam go w rossmanowej promocji i nie żałuję. Pędzelek jest bardzo wygodny, a sam produkt zawiera masę olejków pielęgnacyjnych. Nadaje się do paznokci i do skórek, szybko się wchłania. ;)
Odżywkę z GR kupiłam, żeby zmienić trochę jej siostrę w czarnej buteleczce. Tamta odżywka też jest dobra, ale mam wrażenie, że ta jest nieco lepsza. Paznokcie zrobiły się grubsze i mniej podatne na łamanie ;)



TONIK RÓŻANY EVREE & PALETA SEPHORA NY

Tonik z Evree kupiłam zachęcona opinią innych i praktycznym atomizerem, Dzięki temu nie pocieram skóry wacikiem. Tonik jest na bazie wody różanej, ma łagodzić skórę i wyrównywać jej kolor. Jak dla mnie cudownie nawilża, faktycznie łagodzi i przygotowuje cerę na krem. Od kiedy go używam, zniknął mój problem ze ściągniętą skórą po umyciu. Dla mnie rewelacja!
Sephora New York to obecnie najbardziej zmolestowana paleta z całej mojej kolekcji. Wszystkich kolorów mogę użyć do jednego makijażu, przez to paletka świetnie nadaje się na wyjazdy. Można nią zrobić makijaż dzienny i wieczorowy. Najbardziej zakochana jestem jednak w różu. Ma przybrudzony kolor, zakrawający nieco o brąz. Uwielbiam go właśnie za nieróżowość. Używam praktycznie codziennie i dziś już widzę maleńki fragment denka :( Jeśli ktoś zna zamienniki, chętnie się o nich dowiem ;)





GARNIER FRUCTIS GROW STRONG & ZARA FRUITY

Uwielbiam odżywki emolientowe, tylko po nich moje włosy nie wyglądają jak Owen Wilson. Skusiła mnie promocja i nie żałuję. Oprócz dociążania włosów powoduje ich sypkość, nie przeciążenie. Włosy są miękkie i gładkie, bardzo fajnie też się układają. ;)
O zapachu bardzo trudno jest pisać. Nie lubię ciężkich piżmowych i kwiatowych perfum, zdecydowanie przemawiają do mnie słodkie, owocowe nuty. Zara Fruity właśnie taka jest. Ma bardzo słodki zapach, kojarzący się z ciepłymi miesiącami. Jest bardzo wydajna (wylewam jej na siebie stanowczo za dużo), cena jest bardzo atrakcyjna. Utrzymuje się dość długo, choć nie tak, jakbym chciała ;) Niemniej jednak jestem tym zapachem zachwycona!



ŁAGODZĄCA NIVEA & SUCHY OLEJEK SEPHORA

Balsam po goleniu Nivea krąży po Internetach od dłuższego czasu i - podobnie jak Catrice - wiecznie był wykupiony. W końcu dopadłam miniaturkę w Rossmanie. Używam go, gdy moja skóra ma przesyt kremu przeciw trądzikowi z La Roche Posay i zaczyna być przesuszona. Działa rewelacyjnie. Łagodzi, nie piecze, nawilża i utrzymuje miękkość skóry bardzo długo. Używam go zazwyczaj na noc. Dodatkowo cudownie pachnie! Bałam się, że to będzie typowy zapach Nivea, tymczasem nic bardziej mylnego ;)
Olejek z Sephory - zdziwcie się lub nie - również dopadłam na promocji za mniej niż 20 zł. Co prawda sam w sobie nie nazywa się suchy, ale dla mnie taki jest. Rozpylam go na skórze i wmasowuję. W momencie wcierania mam wrażenie, że na mojej skórze tworzy się cienka, atłasowa powłoczka. Olejek nie wchłania się tak jak balsamy, ale nie brudzi ubrań ani pościeli. Skóra jest gładka i miękka, jednak na świeżo ogolonej może powodować podrażnienia. Producent mówi o używaniu go także na twarz, ale pani w Sephorze odradziła mi ten zabieg. Jak na razie spróbowałam ze 2 razy i negatywnych efektów nie widziałam. Polecam z całego serca - idealny na lato!


I to by było na tyle ;) Dajcie znać, co w tym miesiącu skradło Wasze serca. Ja uciekam, widzimy się niedługo!


Buźka!











sobota, 30 kwietnia 2016

3 ULUBIONE PRODUKTY DO MYCIA TWARZY


Cześć Ptysie! Dzisiaj mam dla Was przegląd moich ulubieńców jeżeli chodzi o mycie twarzy. Będą to dwa produkty delikatne i jeden do porządniejszego oczyszczania. Zapraszam :)




1. BALNEOKOSMETYKI BIOSIARCZKOWY ŻEL DO MYCIA 

Ten pan jest właśnie oczyszczaczem, którego używam znacznie rzadziej niż innych produktów. Zawiera SLES i ma działać przeciw wypryskom, dlatego też stosuje go najczęściej kilka dni przed okresem i mniej więcej w połowie cyklu. Sprawdza się nieźle, chociaż nie lubię jego zapachu. Nie przesusza mi cery i nie robi krzywdy. Zawiera peelingujące drobinki,  moja skóra jest po nim bardzo miękka, a wypryski nieco bledną. ;) Można go dostać przez internet, choć niedawno widziałam go w SuperPharm :)




2. PHARMACERIS ŁAGODZĄCA PIANKA MYJĄCA

Piankę z Pharmaceris kupiłam, kiedy podczas badania skóry pani stwierdziła, że powinnam się już zacząć kruszyć, bo mam tak wysuszoną cerę. Pianka ma na celu łagodzenie podrażnień, nawilżanie i delikatne oczyszczanie. Pierwsze, co zauważyłam (i co dla mnie jest ultraważne) to to, że moja skóra nie jest po nim ściągnięta i nie piecze mnie tak, jak to było w przypadku innych żeli czy pianek. Używam go na co dzień i jestem bardzo zadowolona. W ogóle cała ta seria od Pharmaceris bardzo przypadła mi do gustu :)




3. ZIAJA ULGA KREMOWY OLEJEK

Tego pana używałam baardzo długo zanim odkryłam Pharmaceris i był jedynym słusznym rozwiązaniem dla mojej cierpiącej, ściągniętej, piekącej i bolącej skóry. Nie powoduje podrażnień. Co prawda nie likwiduje do końca ściągnięcia, ale i tak mam czas dojść do półki z kremem i nie umrzeć na wężowyzrzutskórny. Kosztuje niewiele w porównaniu z kolegami i jest naprawdę dobrym produktem ze wspaniałym składem. Niech Was nie myli słowo "olejek", nie jest ani trochę tłusty ;) Serdecznie polecam :)


I to by było na tyle :) Dajcie znać, jacy są Wasi ulubieńcy w kwestii mycia twarzy. Widzimy się w kolejnym poście, pewnie znów to będzie coś z serii W obiektywie :)

Do zobaczenia niedługo, buźka! :*








czwartek, 24 marca 2016

ULUBIEŃCY MARCA


Cześć moi mili! Dziś mam dla Was zestawienie moich marcowych ulubieńców, zapraszam!


1. POMADKA Z PEELINGIEM SYLVECO

Chodziłam koło niego baardzo długo, zastanawiając się, czy jest coś wart, czy nie. W końcu dopadłam go na promocji w aptece i stwierdziłam, że w sumie próba nie strzelba. Okazało się, że peeling jest cudowny! Moje usta są wiecznie suche i popękane, nie pomaga nawet maść z witaminą A. Ten gość zdziałał cuda! Czytałam gdzieś opinię, że jest tylko do stosowania w domu ze względu na cukrowe drobinki, ale one bardzo szybko się wchłaniają i zostaje tylko pomadka, która swoją drogą bardzo dobrze pielęgnuje usta. Produkt więc zdziera i pielęgnuje jednocześnie :)




2. EFFACLAR DUO +

O nim jest na blogo- i vlogosferze dość głośno, to i ja się wypowiem ;) Krem ma redukować niedoskonałości, przebarwienia i odtykać pory. Moim faworytem jest przede wszystkim dlatego, że  świetnie, lecz nieagresywnie matuje moją "smalcową" cerę. Stosuję go na noc, a rano dokładnie nawilżam twarz, żeby zachować balans. Używany codziennie troszke przesusza, ale wystarczy sobie zrobić dzień, dwa przerwy i jest ok ;) Co do niedoskonałości, radzi sobie z drobnymi, ale nie z "okołookresowymi". Ale to mi akurat nie przeszkadza, generalnie jestem zadowolona ;)






3. POMADKI MUR I AVON

Szminki te pokazywałam Wam już w nowościach (KLIK) i od razu się w nich zakochałam. Nudziak z MUR jest delikatny, ale widoczny i nie jest w żaden sposób pomarańczowy. Pomadka z Avon jest różowawoczerwonopomarańczowa i świetnie wygląda przy absolutnie każdym makijażu! Obie nie wysuszają ust i nie zjadają się jakoś brzydko ;)





4. ESSENCE, KOBO, INGLOT

Lakier z Essence kojarzy mi się ze świętami, ale uwielbiam go nosić nawet teraz, błyszczące drobinki są nienachalne i ładnie rozlewają się po całej płytce. Szybko wysycha i trzyma się około 1,5 tygodnia, potem zaczyna lekko odpryskiwać i ścierać się na końcach. Jak za tak niską cenę jest fantastyczny ;)





5. SEPHORA & BABUSZKA AGAFIA

Peeling z Sephorki skusił mnie niewielką ceną (jak na Sephorę oczywiście :D), bo kosztował 25 zł, wtedy jeszcze miałam zniżkę na karcie i tak wyszło, że trafił w moje ręce. Najpierw robi się typowy peeling, a potem zostawia się produkt na 5 minut. Skóra po nim jest cudownie miękka i w końcu pozbyłam się problemu suchych skórek! Naprawdę polecam i kiedy tylko mi się skończy (jest megawydajny) kupię kolejny! ;)

Dżordz, czyli maska drożdżowa pobudzająca wzrost włosów to mój ulubieniec wśród produktów do włosów. Miałam już kiedyś jedno opakowanie i teraz efekt jest ten sam, czyli ogromny wysyp babyhair, które fruwają dookoła głowy (albo sterczą :D). Maska spływa z włosów i leje się po karku, więc jeśli nie lubicie tego efektu, polecam używać jej na suche włosy. ;)





I to by było na tyle moi mili, dajcie znać, czy znacie coś z tej kolekcji i co było Waszymi ulubieńcami w marcu. Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia niedługo! :*











piątek, 29 stycznia 2016

ULUBIEŃCY STYCZNIA


Cześć Kochani! Jak Wam mija popołudnie? :) Moje jest bardzo pracowite i na szybko klepię dla Was post. Dzisiaj zapraszam na przegląd moich styczniowych ulubieńców! :)


1. PALETKA SEPHORA WONDERFUL DREAMS

Paletkę tę dostałam na urodziny od przyjaciółki i od razu się w niej zakochałam. Ma wspaniałe, zimowe kolory, idealne brokaty i perły i można z niej stworzyć naprawdę dużo wariantów. Jednego z brązów używam nawet do brwi i w końcu nie czuję, że są za ciemne ;)
Cienie są niesamowicie napigmentowane. Brokaty nawet bez bazy robią efekt wow (trudniej uzyskać naturalny, ale to raczej zaleta niż wada) i trzymają się megadługo, maty wymagają użycia bazy, ale wówczas potrafią przetrwać na oku nawet 20 godzin!




2. SALLY HANSEN CUTICLE REMOVER

"Usuwacz" do skórek? :D Chyba tak to można tłumaczyć. Sprawdza się u mnie genialnie, zmiękcza skórki, ułatwia ich odsuwanie i czasem to wystarczy, nie muszę już ich wycinać. Producent zaleca trzymać produkt na skórze nie dłużej niż 15 albo 30 sekund, ale ja zdecydowanie robię to dłużej, dzięki temu skórki bardziej miękną, dodatkowo wcieram resztę dokładnie w paznokcie i skórki, a dopiero potem zmywam. Efekt fantastyczny! :)



3. MAKEUP REVOLUTION VIVID BAKED HIGHLIGHTER 

Używałam już wcześniej tego złotego, który miał być podobny do Mary Lou, a teraz moje serce skradł kolor Peach Lights. Jest różowawy i tak samo wygląda na twarzy, dzięki temu stapia się z różem i daje bardzo naturalny i subtelny efekt. Nie wyświecam się po nim jakbym się wysmarowała masłem. Używam go też w formie cienia do powiek i na tej płaszczyźnie jestem tak samo zadowolona, choć nie jest tak trwały na powiekach jak na kościach policzkowych.



4. CATRICE PALETA KOREKTORÓW

Kupiłam je z ciekawości i jak widzicie niektórym już widać dno. ;) Mają konsystencję masełka, dlatego są średnio wydajne, ale za tę cenę można sobie na nie pozwolić. Czerwonego używam pod oczy, aby ukryć cienie, zielonego na policzki, które mają skłonność do wiecznego wyglądania jak gorączka, tego w środku bardzo rzadko, czasem jako baza do bronzera, przedostatniego przez podkładem na większe niedoskonałości, a najjaśniejszego prawie wcale, bo dziwnie się zbiera. Mimo to bardzo polecam tę paletkę, zwłaszcza czerwień! Jest magikiem wśród korektorów. ;)




5. PRÓBKA PAT & RUB KREM DO RĄK

Dostałam tę próbkę przy okazji jakichś zakupów w Sephorce i pierwsze moje wrażenie było "Matkobosko, jak on śmierdzi". Dałam mu jednak szansę i byłam zachwycona! Moje dłonie w okresie zimowym przypominają papier ścierny albo skórę węża (zrzuconą już), dodatkowo teraz jest czas sesji i nie mam czasu zająć się sobą, pochłania mnie Maurycy Mochnacki (Maurycy to bardzo kocie imię <3). Krem świetnie łagodzin podrażnienia, wygładza dłonie, sprawia że stają się jaśniejsze i nie marszczą się jak śliwka. Jednym słowem niesamowity, na pewno przy kolejnych zakupach w Sephorce zaopatrzę się w pełną wersję.



6. HAKURO H85

Pędzla w moich ulubieńcach dawno nie było. Ten akurat wszyscy od dawna znają, ale ja dopiero weszłam w jego posiadanie. Ma fajny kształt i grubość, dzięki czemu świetnie podkreśla mi się nim brwi (wcześniej robiłam to kredką i wyglądały jak od linijki, teraz mogę budować krycie). Troche gorzej idzie mi nim malowanie kresek, ale od tego mam osobny pędzel. ;)



I to by było na tyle. ;) Dajcie znać, co się u Was sprawdziło w tym miesiącu i czy znajdujecie coś dla siebie w moich propozycjach. ;) Trzymajcie się ciepło, ja uciekam w objęcia literatury!

Buziaki! :*