Witaj na Selfmadeheaven. Blogu, który już od jakiegoś czasu nie funkcjonuje. Przestałam bawić się w blogowanie kosmetyczne i przerzuciłam się na więcej pisania, niż kolorowych obrazków. Poza tym, świetnych blogów kosmetycznych jest od groma :) Nie usuwam go głównie przez sentymetn. Przez to, że zdjęcia mi się podobają i przez to, że tęskniłabym za nim, gdybym go usunęła. Dlatego będzie mi miło, jeśli przeglądniesz jakieś moje stare posty w poszukiwaniu informacji albo inspiracji, ale raczej nie pojawi się tu nic nowego :)
W międzyczasie zapraszam Cię na mój nowy blog, gdzie jest więcej do czytania, pozdrawiam!

czwartek, 26 maja 2016

KONFRONTACJA: PRODUKTY DO BRWI


Cześć robaki! Dzisiejszy post stworzyłam z dedykacją dla mojej przyjaciółki, która najbardziej na świecie uwielbia jedzenie, brązowe szminki i produkty do brwi. ^^
Będzie on dotyczył właśnie tego ostatniego, chociaż plany na dwa pierwsze też są :D Na rynku jest cała masa możliwości podkreślania brwi, od cieni do powiek po żele i woski specjalnie stworzone dla naszych brwi. Dzisiaj chcę zrobić konfrontację kilku rodzajów i kilku produktów, przedstawić ich plusy i minusy a także wskazać moje ulubione.
No to zaczynamy!





CIENIE DO POWIEK


Cienie do powiek to z reguły najtańszy, najstarszy i najpopularniejszy sposób podkreślania brwi. Wśród moich ulubieńców dominują dwa, jeden z zimowej paletki Sephory, drugi - z Inglota.

1. SEPHORA WONDERFUL DREAM - MARRON GLACE

Wiecie już, że uwielbiam tę paletkę i że tym cieniem lubię podkreślać brwi. Odpowiada mi jego kolor, daje bardzo naturalny efekt, nie rudy i nie szarofioletowy. Nie jest niestety na brwiach jakoś supertrwały, ale kilka godzin spokojnie przeżyje ;)



2. INGLOT RAINBOW 117

Nie jestem pewna co do numeru tego trio, jak tylko wrócę do mieszkania i sprawdzę, od razu edytuje post ;) Do brwi używam tego pana w środku. Jest on odrobinę ciemniejszy od Sephorowego kandydata i trochę lepiej się trzyma, ale na brwiach zahacza delikatnie o rudy, dlatego też nie używam go jakoś superczęsto. 






MUSY


Musy ostatnio zdominowały przemysł kosmetyczny. Wszystko możemy dziś dostać w kremowej formie - róże, bronzery, cienie, podkłady, etc. W przypadku produktów do brwi, możemy używać zarówno kremowych cieni do powiek, jak i produktów specjalistycznych. Ja właśnie wybrałam takie zestawienie do porównania. :)


1. MAYBELLINE COLOR TATTOO - PERMANENT TAUPE

Ten pan trzyma się na brwiach bardzo dobrze i długo, niestety ma jedną wadę - jest szarofioletowy, co niekoniecznie wygląda naturalnie. Dodatkowo mam problemy z jego wyczesaniem, przez to często moje brwi wyglądają jak dwie grube fioletowe kiełby. Używam go żeby zużyć, choć wolę go na powiekach niż na brwiach ;)



2. POMADA INGLOT 12

Pomadę dostałam w prezencie, choć sama też długo nad nią myślałam. Rozważałam też kolor 11, ale podobno jest on bardziej odpowiedni dla platynowych blondynek i podejrzewam, że może być podobny do kolegi z Maybelline. Co do koloru który mam - jest odpowiednio brązowy, nie za rudy, nie za szary, nie za fioletowy. Co do koloru nie mam zastrzeżeń, może tylko to, że jest odrobine za ciemny i muszę go nakładać bardzo mało albo bardzo dokładnie wyczesywać. Plusem jest tu zdecydowanie trwałość, takie brwi pokazują swoje naturalne oblicze dopiero przy demakijażu ;) W tym przypadku plusem jest też mała pojemność, bo spokojnie damy radę go zużyć.






KREDKI




Kredki są obok cieni najstarszymi metodami podkreślania brwi. Myślę, że każdy zaczynał swoją przygodę z makijażem od kredki do oczu i do brwi, często w tym samym kolorze ;) Ja dziś wybrałam dwie - jedną trochę gorszą, jedną trochę lepszą,


1. KREDKA LOVELY

Koloru niestety nie pamiętam. Kupiłam ją, bo oszukało mnie opakowanie - myślałam, że jest cielista :D Kredka świetnie sprawdza się na dolną powiekę. Co do brwi, daje ładny brązowy kolor, idealny dla blondynek, jednak sama kredka jest dość miękka, co odbija się na jej trwałości. Łatwo ją wyczesać i trudno z nią przesadzić. ;)



2. KREDKA PIERRE RENE

Koloru również brak, wytarł się albo wystrugał. Jest twardsza i bardziej trwała od swojej koleżanki, ale przy okazji jest ciemniejsza. Lubię ją i obecnie używam jej na zmianę z pomadą z Inglota, ale muszę uważać, żeby nie przesadzić, dlatego tam, gdzie mam mniej włosków ledwie dotykam nią skóry. Wtedy efekt jest ok ;)





DODATEK

Najlepszym sposobem na przedłużenie trwałości cieni i kredek jest według mnie odżywka z Miss Sporty, która jest moim nr 1 jeżeli chodzi o "bazę" pod tusz do rzęs i produkty do brwi. Używam jej od kilku lat i zauważyłam, że moje rzęsy teraz mniej się kruszą (bo nie mają bezpośredniego kontaktu z tuszem do rzęs). Kiedy kredka lub cień "przyklei się" do takiej "mokrej" brwi, jej trwałość znacznie wzrasta. Musy same w sobie są trwałe i kremowe, więc nie potrzebują żadnego mokrego wzmacniacza ;)




PODSUMOWANIE

Moimi ulubieńcami na chwilę obecną jest kredka z PR i pomada z Inglota. Kredka oczywiście w połączeniu z odżywką z MS. Reszty także używam, ale nieco rzadziej ;) Jeżeli szukacie delikatnego efektu, zdecydowanie polecam używanie cieni i kredek. Jeśli zależy Wam na mocnym, wieczorowym, wyrysowanym looku, wybierzcie produkty kremowe ;)


I to by było na tyle, kochani. Dajcie znać, czego Wy najchętniej używacie do zaznaczania brwi i czego byście chętnie spróbowali ;) Ja tymczasem uciekam pisać pracę, skoro już sama się na pewno nie napiszę :D

Do następnego!



Buźka!



sobota, 30 kwietnia 2016

3 ULUBIONE PRODUKTY DO MYCIA TWARZY


Cześć Ptysie! Dzisiaj mam dla Was przegląd moich ulubieńców jeżeli chodzi o mycie twarzy. Będą to dwa produkty delikatne i jeden do porządniejszego oczyszczania. Zapraszam :)




1. BALNEOKOSMETYKI BIOSIARCZKOWY ŻEL DO MYCIA 

Ten pan jest właśnie oczyszczaczem, którego używam znacznie rzadziej niż innych produktów. Zawiera SLES i ma działać przeciw wypryskom, dlatego też stosuje go najczęściej kilka dni przed okresem i mniej więcej w połowie cyklu. Sprawdza się nieźle, chociaż nie lubię jego zapachu. Nie przesusza mi cery i nie robi krzywdy. Zawiera peelingujące drobinki,  moja skóra jest po nim bardzo miękka, a wypryski nieco bledną. ;) Można go dostać przez internet, choć niedawno widziałam go w SuperPharm :)




2. PHARMACERIS ŁAGODZĄCA PIANKA MYJĄCA

Piankę z Pharmaceris kupiłam, kiedy podczas badania skóry pani stwierdziła, że powinnam się już zacząć kruszyć, bo mam tak wysuszoną cerę. Pianka ma na celu łagodzenie podrażnień, nawilżanie i delikatne oczyszczanie. Pierwsze, co zauważyłam (i co dla mnie jest ultraważne) to to, że moja skóra nie jest po nim ściągnięta i nie piecze mnie tak, jak to było w przypadku innych żeli czy pianek. Używam go na co dzień i jestem bardzo zadowolona. W ogóle cała ta seria od Pharmaceris bardzo przypadła mi do gustu :)




3. ZIAJA ULGA KREMOWY OLEJEK

Tego pana używałam baardzo długo zanim odkryłam Pharmaceris i był jedynym słusznym rozwiązaniem dla mojej cierpiącej, ściągniętej, piekącej i bolącej skóry. Nie powoduje podrażnień. Co prawda nie likwiduje do końca ściągnięcia, ale i tak mam czas dojść do półki z kremem i nie umrzeć na wężowyzrzutskórny. Kosztuje niewiele w porównaniu z kolegami i jest naprawdę dobrym produktem ze wspaniałym składem. Niech Was nie myli słowo "olejek", nie jest ani trochę tłusty ;) Serdecznie polecam :)


I to by było na tyle :) Dajcie znać, jacy są Wasi ulubieńcy w kwestii mycia twarzy. Widzimy się w kolejnym poście, pewnie znów to będzie coś z serii W obiektywie :)

Do zobaczenia niedługo, buźka! :*








piątek, 8 kwietnia 2016

KWIECIEŃ W OBIEKTYWIE: UKOCHANA ŁÓDŹ VOL. 2


Cześć kochani! Ostatni tydzień był naprawdę pełen wrażeń i pracy, toteż nie miałam wiele czasu na siedzenie w internetach. Dziś wpadam do Was z szybką fotorelacją z weekendowego wyjazdu do mojej ukochanej (jak już wiecie) Łodzi. W tym roku wybrałam się wraz z moim chłopakiem, co mogliście zobaczyć na fanpage'u i instagramie ;) Zapraszam Was dalej, jeśli jesteście ciekawi, co napstrykałam ;)


Rozpoczęliśmy od wyprawy Piotrkowską w stronę placu Wolności. 


Kto lubi Stajnię Jednorożców łapka w górę!



Mój smartfonowicz <3



Po krótkim porannym spacerze (po 8 godzinach w polskim busie dobrze nam zrobił taki chłodny poranek) wybraliśmy się do ZOO, w którym też wrażeń nie zabrakło. W międzyczasie oblałam nowe buty kawą :D





Nie zabrakło też przybłąkanego kota i bohaterów znanej produkcji "Gdzie jest Nemo" :)






***










Fenek!


Po wypadzie do Zoo byliśmy już tak głodni, że nie pozostało nic innego jak tylko przenieść się do Manufaktury. Następnym razem planujemy celować w OFF-a. Co polecacie? :)




Szal i kurtka: No Name
Spodnie: Zara
Buty: Reebok
Torebka: Stradivarius
Okulary: Hurtownia Draco


Najedzeni podjechaliśmy jeszcze do parku Poniatowskiego i przy okazji oblecieliśmy Sukcesję, w której od wyprowadzki z Łodzi jeszcze nie byłam ;) Akurat trafiliśmy na koncert Dawida Kwiatkowskiego, więc zakupy minęły nam w akompaniamencie piszczących małolat :D




I to by było na tyle moi kochani ;) Dajcie znać, czy taki post Wam się podoba, a ja uciekam do dalszych zajęć, noc jeszcze młoda. ^^
Widzimy się niedługo, buziaki! :*

P.S. Na koniec smutny sum Stanisław, który niesamowicie mnie rozczulił :D









piątek, 1 kwietnia 2016

3 PRODUKTY DO WŁOSÓW, KTÓRE OKAZAŁY SIĘ NIEWYPAŁEM



Cześć kochani! :) Dzisiaj szybki post, bo ruszamy z chłopakiem w trasę (więcej w kolejnym poście). Mam dla Was dziś 3 produkty do włosów, które u mnie sprawdziły się średnio albo wcale. Zapraszam ;)





1. MASKA DO WŁOSÓW MIODOWA SERI

Maskę tę kupiłam w Naturze skuszona promocją -40%. Po 3 użyciach ją odłożyłam, bo wysuszała i jednocześnie puszyła moje włosy. Na plus był tu jedynie zapach. Jest dość gęsta i trochę jak zimny budyń, trudno się ją nakładało. Obecnie siedzi pod łóżkiem i czeka na jakieś zastosowanie.





2. MYDŁO CEDROWE OD BABUSZKI AGAFII

Niestety moje włosy źle znoszą pielęgnację ziołową, zarówno jeśli chodzi o szampony, jak i odżywki. To mydło (jak i czarne) przesuszało mi włosy przez dużą ilość składników ziołowych. Dodatkowo włosy były szorstkie, spuszone i matowe. Niestety się nie sprawdził, dodatkowo przeszkadzał mi zapach. Teraz używam go do mycia pędzli i tu sprawdza się nieźle. ;)






3. PLANETA ORGANICA ODŻYWKA Z AVOCADO

Tu sytuacja ma się podobnie jak w przypadku mydła - za dużo ziół, stanowczo za mało emolientów. Włosy po wyschnięciu są chropowate i dziwnie się strączkują mimo że ich nie obciążam. Lepiej sobie radzi jeśli mieszam ją z czymś emolientowym (np. Nivea albo Elseve), także nie zmarnuje sie ;)




Podsumowując, jedynie maska z Seri zupełnie mi nie służy i leży nieużywana, tamte dwa produkty przynajmniej zużyję ;) 
I to by było na tyle moi drodzy, dajcie znać, czy coś z tych rzeczy macie i jak się sprawdza ;) Ja tymczasem uciekam w wir pakowania i lecim na Szczecin! <3


czwartek, 24 marca 2016

ULUBIEŃCY MARCA


Cześć moi mili! Dziś mam dla Was zestawienie moich marcowych ulubieńców, zapraszam!


1. POMADKA Z PEELINGIEM SYLVECO

Chodziłam koło niego baardzo długo, zastanawiając się, czy jest coś wart, czy nie. W końcu dopadłam go na promocji w aptece i stwierdziłam, że w sumie próba nie strzelba. Okazało się, że peeling jest cudowny! Moje usta są wiecznie suche i popękane, nie pomaga nawet maść z witaminą A. Ten gość zdziałał cuda! Czytałam gdzieś opinię, że jest tylko do stosowania w domu ze względu na cukrowe drobinki, ale one bardzo szybko się wchłaniają i zostaje tylko pomadka, która swoją drogą bardzo dobrze pielęgnuje usta. Produkt więc zdziera i pielęgnuje jednocześnie :)




2. EFFACLAR DUO +

O nim jest na blogo- i vlogosferze dość głośno, to i ja się wypowiem ;) Krem ma redukować niedoskonałości, przebarwienia i odtykać pory. Moim faworytem jest przede wszystkim dlatego, że  świetnie, lecz nieagresywnie matuje moją "smalcową" cerę. Stosuję go na noc, a rano dokładnie nawilżam twarz, żeby zachować balans. Używany codziennie troszke przesusza, ale wystarczy sobie zrobić dzień, dwa przerwy i jest ok ;) Co do niedoskonałości, radzi sobie z drobnymi, ale nie z "okołookresowymi". Ale to mi akurat nie przeszkadza, generalnie jestem zadowolona ;)






3. POMADKI MUR I AVON

Szminki te pokazywałam Wam już w nowościach (KLIK) i od razu się w nich zakochałam. Nudziak z MUR jest delikatny, ale widoczny i nie jest w żaden sposób pomarańczowy. Pomadka z Avon jest różowawoczerwonopomarańczowa i świetnie wygląda przy absolutnie każdym makijażu! Obie nie wysuszają ust i nie zjadają się jakoś brzydko ;)





4. ESSENCE, KOBO, INGLOT

Lakier z Essence kojarzy mi się ze świętami, ale uwielbiam go nosić nawet teraz, błyszczące drobinki są nienachalne i ładnie rozlewają się po całej płytce. Szybko wysycha i trzyma się około 1,5 tygodnia, potem zaczyna lekko odpryskiwać i ścierać się na końcach. Jak za tak niską cenę jest fantastyczny ;)





5. SEPHORA & BABUSZKA AGAFIA

Peeling z Sephorki skusił mnie niewielką ceną (jak na Sephorę oczywiście :D), bo kosztował 25 zł, wtedy jeszcze miałam zniżkę na karcie i tak wyszło, że trafił w moje ręce. Najpierw robi się typowy peeling, a potem zostawia się produkt na 5 minut. Skóra po nim jest cudownie miękka i w końcu pozbyłam się problemu suchych skórek! Naprawdę polecam i kiedy tylko mi się skończy (jest megawydajny) kupię kolejny! ;)

Dżordz, czyli maska drożdżowa pobudzająca wzrost włosów to mój ulubieniec wśród produktów do włosów. Miałam już kiedyś jedno opakowanie i teraz efekt jest ten sam, czyli ogromny wysyp babyhair, które fruwają dookoła głowy (albo sterczą :D). Maska spływa z włosów i leje się po karku, więc jeśli nie lubicie tego efektu, polecam używać jej na suche włosy. ;)





I to by było na tyle moi mili, dajcie znać, czy znacie coś z tej kolekcji i co było Waszymi ulubieńcami w marcu. Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia niedługo! :*











piątek, 18 marca 2016

SEPHORA ALL AROUND THE WORLD


Cześć moi mili! Dziś wyjątkowo przybywam do Was późnym wieczorem a nie wczesną nocą :D Zapraszam Was na przegląd moich Sephorkowych paletek cieni ;)
Paletki nazwane są All Around The World i sprzedawane są razem (a raczej były, bo to chyba limitka) w cenie stokilku złotych, ja za swoją dałam 60, bo akurat trafiłam na przecenę :)
Nazwane są czterema miastami świata, a jak kolory w środku mają się do nazw? Zapraszam ;)



1. ROME

Rzymskie cienie to praktycznie same brązy. Pojawia się kawa z mlekiem, dwa odcienie brązu, złoto i róż. Trudno zrobić makijaż oka tylko tymi cieniami, bo brakuje tu jakiegoś jasnego bazowca, a to złoto nie nadaje się w wewnętrzny kącik oka. Róż jest dość intensywny, ale nie robi jakiejś superkrzywdy ;)





2. NEW YORK

To chyba moja ulubiona paletka. Ma fajne, delikatne kolory, a róż jest meegasubtelny i odrobinę brązowawy, co daje bardzo naturalny efekt i ładnie stapia się z bronzerem i rozświetlaczem. 
Wszystkie róże mają drobinki, dzięki temu dają fajny glow, podobny do tego, który daje róż z Bourjois ;)
Tą paletką spokojnie już można zrobić cały makijaż oka i szczerze mówiąc nawet wpasowuje się w klimaty Nowego Jorku. Ogromny plus :)





3. PARIS

Paletka cudowna, niestety w dość wieczorowych kolorach. Nie jestem pewna, czy Paryżanki robią sobie takie mocne oczy. Kolory są intensywne, ale blendable (nie mam pojęcia, jak to przetłumaczyć :D), więc nie zrobimy sobie nimi czarnej plamy na oczach. Tu róż jest mniej intensywny niż w Rome i jaśniejszy ;)





4. RIO

Tu pojawia się akcent kolorystyczny przez wprowadzenie niebieskiego cienia, który świetnie wygląda na dolnej powiece :) Zamiast różu mamy natomiast bronzer, który jest trochę za ciepły, ale bardzo fajny, nie robi rudej plamy, ładnie się blenduje i bardziej przypomina puder brązujący niż typowy bronzer ;)
Kolory w niej zupełnie ze sobą nie współgrają, ale bardzo lubię używać tego z nr. 2 w załamanie powieki ;)





Paletki są solidnie wykonane i mają formę notatnika, co bardzo przypadło mi do gustu. Do każdej z nich dołączone jest lusterko i "instrukcja" nakładania poszczególnych kolorów ;)
Najczęściej, jak już wspomniałam używam paletki NY, równie namiętnie molestuję bronzer i najjaśniejszy cień z Rio. Generalnie cienie są fajne, dobrze trzymają się na powiekach, używam zarówno bez bazy jak i z bazą. Mają "mokrą" konsystencję, przez co fajnie się je nakłada i blenduje. 


Jeżeli jeszcze gdzieś można je dostać to serdecznie polecam, są naprawdę warte swojej ceny ;)

I to by było na tyle, moi kochani, dajcie znać, czy skusiłyby Was te paletki, czy może nie wszystkie kolory Wam odpowiadają i część by się zmarnowała. 

Widzimy się niedługo, do zobaczenia! :*

















poniedziałek, 14 marca 2016

NOWOŚCI W MOJEJ KOSMETYCZCE


Cześć wszystkim! Jest już prawie wtorek, a ja nawet nie jestem w połowie roboty, którą sobie na dziś zaplanowałam, meh. 
Przychodzę (mam nadzieję, że jeszcze w poniedziałek :D) dziś do Was z prezentacją moich nowości, których się w ostatnim czasie nawet nazbierało. Tu sobie coś zamówiłam, tu dostałam spóźniony prezent urodzinowy od przyjaciółki (dziękuję, Pingwinie!) i się nazbierało. Zapraszam, jeśli jesteście ciekawi ;)




BALSAM EOS TRUSKAWKOWY SORBET & KREM POD OCZY AVON

Balsam dostałam właśnie od przyjaciółki, a kremik w prezencie do dość dużego zamówienia z Avon (zamawiałam razem z mamą, nie jest ze mną aż tak źle :D). Balsam pachnie nieziemsko, mam ochotę ciągle go jeść! Nadaje się pod makijaż ust i jest świetnym podkładem pod matowe szminki!
Krem pod oczy z czarnym kawiorem ma odżywiać i wygładzać. Póki co zauważyłam, że fajnie się wchłania. Coś więcej będę mogła napisać przy dłuższym stosowaniu. ;)




PODKŁAD L'OREAL TRUE MATCH & KOBO PUDER ROZŚWIETLAJĄCY

Podkład zamówiłam, bo chciałam jakiejś odmiany po milione butelek Helathy Mix. W sklepie wyglądał dobrze, na skórze jest różowawy. Wydaje mi się też że jest odrobinę za jasny, ale może się jeszcze polubimy. Zamówiłam do niego gąbeczkę z Donegal (Real Techniques mam w mieszkaniu, potrzebowałam czegoś do domu rodzinnego) i oczywiście zapomniałam zrobić zdjęcia. Może zrobię porównanie obu gąbek ;)
Rozświetlacz z Kobo kupiłam pod wpływem pozytywnych opinii i rewelacyjnym efekcie przy robieniu swatcha na dłoni. Na twarzy jest zimny i białoszary, ale tu też planuję coś pokombinować. 
Damy sobie radę! ;)





KOREKTOR INGRID & POMADA INGLOT

Pomada to kolejny prezent od przyjaciółki (:*) i jestem z niej megazadowolona! Mam kolor 12, który fajnie współgra z moimi brwiami, czasem udaje mi się dać jej za dużo i wtedy efekt jest za ciemny, ale to kwestia wyczesania ;) Kupiłam też korektor pod oczy z Ingrid, bodajże w kolorze 11 i jestem w fazie testów. :)





POMADKI MATOWE AVON I MUR

Szminki, szminki, szminki! Mój chłopak kiedyś mi powiedział, że gdybym nie kupowała tylu szminek, byłoby mnie stać nawet na luksusowe kosmetyki w perfumeriach. I pewnie by tak było, ale one tak kuszą! Takiej jeszcze nie mam, a taką mam tylko matową, a to jest idealne na wiosnę, no kochanie! Z racji tego, że zawsze biorę mocno pod uwagę zdanie mojego chłopaka, zamówiłam w Avon kolejne dwie, a trzecią dostałam w prezencie. :D
Avonowe cuda to maty, które w obecnym katalogu są chyba przecenione. Jeden z nich jest w kolorze Peach Flatters i jest to idealne połączenie czerwieni, różu i pomarańczu. Nie nadaje się jednak dla zimnych typów urody (potwierdzone przez moją współlokatorkę), ale dla cieplaków idealna!
Drugi kolor to nudziak o nazwie Au Naturale. Jest fajny, ale zbyt pomarańczowobrązowy. W kwestii nudziaków o wiele lepiej prezentuje się koleżanka z MUR, która jest bardzo delikatna, ale doskonale widoczna. Co do pomadek z Avon, ogromny plus za opakowanie - śliczne, proste, eleganckie i matowe!




I to by było na tyle moi drodzy, zmieściłam się w poniedziałkowym czasie, mój harmonogram będzie jeszcze uratowany! Dajcie znać, czy spotkałyście któryś z tych produktów i jak się u Was sprawdza!
Ja uciekam w wir pracy, ten tydzień będzie straszny :D

Buziaki! :*