poniedziałek, 9 marca 2015

Podsumowanie akcji u Anwen: miesiąc z Kallosem

Hej kochani :) Miesiąc temu na blogu u * Anwen * pojawiła się akcja: miesiąc masek do włosów. Wzięłam udział, bo kocham maski i była to pierwsza taka akcja, w której dokładam swoje dwa grosze :) Do testów wybrałam maskę Kallos Algae i jeśli chcecie wiedzieć, jakie efekty uzyskałam, zapraszam dalej :)

Najpierw zacznę od samej maski.


Maska zamknięta w typowym dla Kallosa wielkim opakowaniu, w ilości niemożliwej do zużycia ;) Cena w Hebe to około 14 zł, chociaż u mnie w lokalnych drogeriach można je dostać nawet za 10 :)
Wieczko jest trochę niestabilne, ale to również cecha charakterystyczna tej firmy (chyba że to ja zawsze trafiam na takie felerne ;)), musiałam uważać, żeby łapać ją za "słoik", a nie za wieczko, ale to nieznaczny minus. Zapach mnie drażni, kojarzy mi się z pogrzebem, na którym pełno bzów (nie znoszę ich zapachu). Skład całkiem przyjemny:


Dużo emolientów,olejki, ekstrakty, kallosowa moc silikonów... no i alkohol benzylowy, czyli tykająca bomba, która z impetem wpadła do mojej włosowej czary goryczy i mocno ją przelała.

Książki powinnam pisać xD

Kupiłabym jakąś bez tego składnika, ale akurat innej nie było, wszystkie miały alkohol (jeszcze wyżej w składzie), a akcja zaczynała się tego dnia, więc, jak to mówią, wzięłam co dali :D

Jak widać, w masce brak protein, które trzeba było uzupełniać. Mimo to ich brak trochę odbił się na kondycji moich włosów.


Maska ma gęstą, zbitą konsystencję. Jak widać (albo i nie :D), zużyłam w ciągu tego miesiąca całkiem sporo, bo jestem maniakiem Kallosów, nigdy nie umiem ich zużyć w ciągu "przepisowych" 12 miesięcy (bo mam milion innych :D), dlatego nakładam wielokrotność jednej porcji.
Wiem, że grzeszę :C


No to teraz działanie :)

Moje włosy przed rozpoczęciem akcji wyglądały tak:




W sumie nic specjalnego, ale byłam w miarę zadowolona. Odrost razi i nigdy nie przestanę zastanawiać się, skąd pochodzi ten jeden zafarbowany kosmyk, który odrostu nie posiada :D
Włosy trochę się tu strączkują, ale po prostu tak mają, że jeśli ich nie przeciążę, są bardzo napuszone, nie ma nic pomiędzy niestety. :C

Mniej więcej w połowie stosowania postanowiłam znowu zrobić zdjęcie, aby lepiej móc porównać działanie maski :)

Tu wyglądają ogólnie chyba najlepiej ever.

Włosy jakby wyglądały lepiej, trochę mniej się puszyły i mogłam dociążyć je w miarę bezpiecznie. Na zdjęciu jednak widać, że końce zaczynają już wołać o pomstę do nieba. W dotyku włosy były miękkie, ale koncówki były straszne, wszędzie znajdowałam białe kulki i generalnie wiedziałam, że jak już złapię moją fryzjerkę to spora część spadnie. Na zdjęciu tego nie zobaczycie, ale maska zrobiła ze mnie 'przychlasta' - objętość spadła, włosy u nasady stały się bardziej oklapnięte, nie chciały się mnie słuchać, kiedy odganiałam je na tył głowy, a włosy na długości pozostały bez zmian, czyli czasem się puszyły, czasem strączkowały, czasem nawet jedno i drugie (moje włosy są inwalidami).

Po zakończeniu akcji poszłam do fryzjerki, która zapytała mnie, ile razy prostowałam włosy od kiedy ostatni raz się widziałyśmy. Zastanowiłam się chwilę, odpowiedziałam że zero i zrobiło mi się bardzo smutno. Miało pójść dwa centymetry, ale niestety musiało pójść więcej. I tak oto prezentowały się następnego dnia:


Zdjęcie w słabym świetle i robione kiepskim sprzętem, odrost pozostał na swoim miejscu (tu go prawie nie widać :D)
Jak widać uciekło mi sporo włosów, widać, że gdzieniegdzie odstają "rozerwane" włoski (zdjęcie bez lampy). Były miękkie i w ogóle, ale niestety, nie wszystkie zepsute końce spadły (zgodnie stwierdziłyśmy, że krócej już nie). Dalej czułam, że są szorstkie, pojawiały się kulki, ale na chwilę obecną opanowałam sytuację.

Po stosowaniu tej maski przez cały miesiąc, moje włosy potrzebowały potężnej dawki protein, dlatego zafundowałam im SPA, w którym nie było bezproteinowego produktu. Zrobiły się ładne, niestety zaczęły się puszyć ;P Taki to już mój los, heheszki :)

Podsumowując, maskę oceniam na 3/5. Drobne punkty za jakieśtam działanie, odejmuję dwa za alkohol i straszny stan moich końców.

Na koniec porównanie wszystkich 3 zdjęć:


Aż mi smutno jak na to patrzę :D

Teraz tylko muszę czekać aż odrosną ;)

Używałyście ostatnio jakichś cieakwych masek? :) Piszcie! A ja wracam do niemieckiego :P

Buziaki :*






8 komentarzy:

  1. Nie używałam jeszcze tej maski.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny produkt! Widać , że pomaga

    http://www.simplethingsbyjok.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. tej maski jeszcze nie miałam ale Kallosa bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiście dość zaskakujący ten jeden kosmyk ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. muszę dorwać jakieś mniejsze opakowania tych masek ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. W trakcie wyglądały bardzo ładnie :)

    OdpowiedzUsuń

Przeczytaj zanim skomentujesz!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz i zawsze odwiedzam blogi komentujących :) Jednak jeśli obejrzysz zdjęcia i napiszesz "super post/recenzja/migawka/ulubieńcy/denko/cotamchcesz", lepiej sobie daruj. Dla mnie liczy się jakość komentarzy, a nie ich ilość. Nie piszę tych postów dla siebie ;) Jeśli uważasz, że za dużo tu czytania, przynajmniej wyłap esencję. Puste komentarze są bardzo przykre ;)