niedziela, 18 grudnia 2016

MIGAWKA Z NIEMIEC




Czeeść! Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, po prostu mnie nie było. I nie będę próbowała obiecywać, że tym razem będę publikowała regularnie. Dziś mam czas, jutro mogę nie mieć kiedy usiąść, a niestety nie potrafię panować nad wszystkim. Dodatkowo pracuję teraz nad innym projektem (związanym z internetami i blogosferą) i pracą licencjacką, więc nawet nie chcę niczego obiecywać. Niemniej jednak dziś wracam i mam dla Was baardzo spóźnioną migawkę z wyjazdu w zachodnie landy ;) Zapraszam do oglądania!



Park rozrywki, do którego zabrał nas mój kuzyn był bardzo podobny do wszystkich polskich festynów, a jednak bardzo się od nich różnił. Karuzele, strzelnice i budki z currywurst zajmowały prawie całą ulicę, długością odpowiadającą łódzkiej Pietrynie i kilkanaście bocznych uliczek. Do domu przywiozłam dwa wygrane pluszaki <3



Widok z mieszkania mojej rodziny był niesamowity o każdej porze dnia. Szóste piętro może nie jest szczytem moich lękowysokościowych marzeń, niemniej wspaniale było spędzić tam choć kilka dni. Małe przytulne domki jednorodzinne tuż pod nami, przez niskie bloki, aż po fabryki i wielkie kominy na horyzoncie.
Ciekawe w Kolonii jest to, że pomimo tak wielu dymiących fabryk, powietrze jest niesamowicie czyste. Na pewno ma na to wpływ ogromne zalesienie, nawet między blokami, co możecie zobaczyć na zdjęciach.



Obowiązkowym punktem zwiedzania w Köln jest Hohenzollernbrücke, czyli most zakochanych. Mówi się o nim, że jest to najbardziej obciążony uczuciowo most w Europie. Wisi na nim około 16 ton kłódek, a dno Renu pokryte jest kluczykami. Trudno znaleźć na nim choć kilka centymetrów wolnej przestrzeni, ludzie wieszają na nim zapięcia do rowerów, aby na nim poprzypinać kłódki. Niesamowite miejsce! Oczywiście naszej kłódki też nie zabrakło ;)





Panorama Kolonii, widziana z 28. piętra punktu widokowego:



Moja rodzina mieszka bardzo blisko Renu, więc nie zabrakło wieczornych spacerów. ;) Pomimo że byliśmy tam na przełomie września i października, pogoda była bardzo przyjemna. Nie było gorąco, choć wiał dość zimny wiatr. Przyjechaliśmy tam ze względu na wesele mojego kuzyna i bałam się, że zmarznę w nogi (Miałam sandałki i nie było mowy o rajstopach), tymczasem było naprawdę ciepło tego październikowego wieczoru.

Kilka migawek znad Renu:


Łódź nad Renem :D







I weselny klimat:



I to by było tyle na dziś, na koniec wrzucam dwa filmiki z naszego wyjazdu. Jeden montowany przeze mnie, drugi - przez mojego chłopaka. Są do siebie bardzo podobne, ale biliśmy się, kto zrobi to lepiej. Ocenę pozostawiam Wam! ;)








I to by było na tyle, mam nadzieję, że widzimy się niebawem, a tymczasem uciekam, buźka! ;)





poniedziałek, 26 września 2016

ULUBIEŃCY LATA 2016



Cześć robaki! Dziś mam dla Was szybki przegląd moich kosmetycznych ulubieńców. Jestem obecnie na kolejnym wyjeździe i chciałabym jak najmniej czasu spędzać w sieci, niemniej jednak nie chcę zaniedbać bloga ;) Zapraszam więc!



PIELĘGNACJA

W te wakacje moje serce skradły dwa produkty do ciała. Jednym z nich jest mgiełka z Sephory, którą pokazywałam już jakiś czas temu. Świetnie sprawdza się do ciała i włosów ;) Używałam jej najczęściej na "gołe" partie ciała.
Kolejny jest balsam przedłużający opaleniznę After Sun z Kolastyny. Cudownie nawilża i faktycznie sprawia, że opalenizna ma piękny, naturalny kolor. Nie wiem jak z jej przedłużaniem, bo używam samoopalaczy i innych produktów brązujących, niemniej jednak uwielbiam ten balsam :)
Moje włosy w te wakacje pokochały odżywkę Dove Intense Repair. Są po niej miękkie i niesamowicie gładkie, układają się też dużo lepiej.
Odkryciem tego lata jest dla mnie krem z Vichy z SPF 50. Jest co prawda mało wydajny, ale uwielbiam go za matowy efekt. Latem nie zawsze mam potrzebę noszenia makijażu, maluję się tylko kiedy wychodzę gdzieś z ludźmi :D Na zakupy chodzę "goła i wesoła" :D Zawsze miałam problem z moją tłustą cerą - nie mogę nosić samego kremu, bo wyglądam wtedy jak wysmarowana masłem. Ten z Vichy matuje tak, że nie potrzebuję nic więcej i mogę przeżyć cały dzień bez pudru czy przemywania twarzy :)



PAZNOKCIE

Żadnym odkryciem nie będzie dla nikogo odżywka z Golden Rose, uwielbiam ją praktycznie od kiedy wyszła na rynek. W te wakacje również mi towarzyszyła, a oprócz niej molestowałam dwa lakiery, również z GR, z serii WOW. Pierwszy - pastelowa szarość - to nr 06. Zgaszony róż to z kolei nr 08. Wiecie już, że uwielbiam te lakiery, a te dwa kolory pasują idealnie do każdej mojej letniej stylizacji - koszulki i shortów, koszuli i jeansów czy eleganckiej sukienki. 



TWARZ

Tutaj mam zaledwie dwóch ulubieńców, bo jeśli chodzi o kolorówkę, trudno mnie zadowolić ;) Te wakacje należały do Maybelline Color Tattoo w kolorze Creme de Nude oraz CC z Bourjois w kolorze 32. Cienia od Maybelline używam jako bazy pod cienie sypkie, dzięki temu lepiej przyklejają się do powieki, do tego kolor bazowy jest naturalny. ;) Bourjois jest dla mnie teraz stanowczo za jasny (kolor 32 zawsze jest dla mnie za jasny), ale idealnie łączy się z nieco za ciemnym kolorem 34 :) Uprzedzając Wasze myśli, 33 też mi nie pasuje :D CC ma fajną konsystencję, nie za ciężką na lato inie za lekką na chłody, dobrze kryje i sprawdza się na imprezach czy weselach :) 



MASKI W PROSZKU

Zawsze lubiłam tego typu maski, ale nigdy nie chciało mi się po nie sięgać. W te wakacje się przełamałam i okazało się, że maski ze Starej Mydlarni są moim hitem! Są wydajne i niedrogie (normalnie kosztują 19 zł, ale w mojej drogerii można je dostać za 9 - 12). Tego lata królowały u mnie dwie - różana na niedoskonałości i relaksująca kakaowa :) Ta druga zdejmuje się o wiele lepiej i nie muszę jej domywać ;) Obie są wspaniałe i na pewno do nich wrócę ;)


I to by było na tyle ;) Dajcie znać, co skradło Wasze serca w te wakacje, a ja uciekam odpoczywać ;) Chcecie relację z wyjazdu? Ciekawi, gdzie mnie wyniosło? Łapcie fanpage -> KLIK



Buźka! :*


piątek, 16 września 2016

WRZESIEŃ W OBIEKTYWIE: DAY OFF


Cześć kochani! Witajcie po dłuższej przerwie, która spowodowana była moim wyjazdem. Dodatkowo potrzebowałam kilku dni na żądanie, podczas których mogłam się oderwać od komputera, internetów i świata wirtualnego ;) Dzisiaj wracam ze świeżą energią!

Z moim chłopaczkiem wybraliśmy się na minitrip po Warszawce i mojej ukochanej Łodzi. W tym miesiącu czeka nas jeszcze jeden wyjazd, odrobinę dalej ;) Spodziewajcie się drugiego wrześniowego Obiektywu!

A tymczasem zostawiam Was ze zdjęciami ;)








Artystycznie z Kopernika ;)













Gesslerowy Fukier ;)




Moje miejsce na Ziemi <3







Nie zabrakło Piotrkowskiej ;)



I to by było na tyle ;) Dziś post baaardzo zdjęciowy, niedługo wracam z czymś nowym, a tymczasem uciekam. Trzymajcie się, buźka! :*








Przeczytaj zanim skomentujesz!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz i zawsze odwiedzam blogi komentujących :) Jednak jeśli obejrzysz zdjęcia i napiszesz "super post/recenzja/migawka/ulubieńcy/denko/cotamchcesz", lepiej sobie daruj. Dla mnie liczy się jakość komentarzy, a nie ich ilość. Nie piszę tych postów dla siebie ;) Jeśli uważasz, że za dużo tu czytania, przynajmniej wyłap esencję. Puste komentarze są bardzo przykre ;)