sobota, 28 stycznia 2017

ULUBIEŃCY STYCZNIA


Cześć Pierożki! Styczeń powoli za nami, więc dziś mam dla Was kosmetyczne podsumowanie miesiąca. Zapraszam!




MÓJ BFF DO TWARZY I NIEZIMOWY ZAPACH


Krem Clinique pep-start zamieszkał ze mną na początku grudnia i od tej pory jestem w nim zakochana! Dotychczasowe moje kremy po krótkim czasie wyświecały się i makijaż spływał po 2-3 godzinach, do tego nie czułam się komfortowo. Ten krem wchłania się błyskawicznie i świecę się dopiero po kilku dobrych godzinach, wtedy wystarczy psiknięcie toniku z Evree i znowu jest ok ;) Jak dla mnie must have! Jedynym jego minusem jest brak SPF, co oznacza, że powoli muszę go wymienić na coś ochronnego. Na szczęście ma aż 24 miesiące przydatności, więc spokojnie wytrzyma do kolejnej zimy ;)

Generalnie zimą lubię "zimowe" zapachy, a więc ciężkie, korzenne, ciepłe. W styczniu jednak postawiłam na owocową świeżość. Mango Peach Salsa to świeży zapach brzoskwinek, który przywołuje wiosenny, słoneczny nastrój :)





KOLORÓWKA DO ZADAŃ SPECJALNYCH


W tym miesiącu mam dwie wspaniałości. Po pierwsze, przerzuciłam się z fioletowej bazy ze Smashboxa na wersję wodną. W przeciwieństwie do swojej koleżanki, biała baza zrobiona jest na bazie wody, więc jest lżejsza dla cery. Zauważyłam, że bardziej przedłuża makijaż, a cera wygląda świeżo i promiennie, baza daje fajny "glow". :)
O Mary-Lou marzyłam od kiedy trafiłam na blogosferę. Wszyscy tego używali, wszyscy go zachwalali, tak dobrze wyglądał na zdjęciach i filmach, aż w końcu dostałam go na urodziny od mojej przyjaciółki <3 Używam go codziennie i jestem baaardzo zadowolona. Długo trzyma się na twarzy, ładnie się mieni i nie wygląda tandetnie. Czasem zdarza mi się przesadzić, ale to już kwestia moich umiejętności malarskich :D





ŁADNE RZĘSY I USTA?

Moje rzęsy są porównywalnej długości do sztucznych z Donegal, a to dlatego, że od liceum czyli już dobre 5-6 lat nie używam maskary na "gołe" rzęsy. Zawsze pod spód nakładam coś, co będzie stanowiło swego rodzaju bazę. Kiedyś to był bezbarwny tusz z Miss Sporty, a teraz przerzuciłam się na odżywkę do rzęs Pierre Rene z serii Medic. Stosuję ją codziennie pod maskarę i moje rzęsy nie wypadają, nie są króciutkie i są o wiele ładniejsze. :)
Pomadkę z Nyxa wymarzyłam sobie już jakiś czas temu i w końcu weszłam w jej posiadanie. Dostałam ją od mojego chłopaka, który zawsze wie, co dobre :) Mój kolor to Abu Dhabi, jest to brudny nudziak, lekko pomarańczowy. Wygląda świetnie do każdego makijażu, delikatnego i mocnego oka, używałam go prawie codziennie i na razie muszę przestać, bo zużyję go przed wiosną :D



ZEGAREK MIESIĄCA

Generalnie staram się nosić wszystkie moje zegarki z taką samą częstotliwością, ale w styczniu męczyłam zegarek z Primarka. Elegancki, prasuje do każdej stylizacji. Idealnie sprawdził się w stylizacjach egzaminowych :)




ŁYŻWY!


Bardzo lubię sporty zimowe, a łyżwy są "najłatwiejsze do wykonania". Nie trzeba specjalnych wyciągów, stoków, wystarczy lodowisko, które bardzo często jest np. w galeriach handlowych ;) W styczniu razem z chłopakiem byliśmy kilkakrotnie na lodowisku i myślę, że dopóki będzie czynne, będziemy tam często :)

Lubicie łyżwy? ;)



I to by było na tyle! Dajcie znać, co Wy pokochaliście w styczniu, a ja uciekam, buźka! :*







piątek, 20 stycznia 2017

ULUBIONE MARKI: EVREE


Cześć kochani! Dzisiaj mam dla Was coś nowego, czyli przegląd moich ulubionych marek. W dzisiejszym poście będzie to Evree. Choć nie wszystkie kosmetyki znam i pewnie nie wszystkie polubię, te które mam przypadły mi do gustu, jeśli jesteście ciekawi, zapraszam!



BALSAM DO CIAŁA MAX REPAIR

Nie mam mu absolutnie nic do zarzucenia. Dobrze się rozprowadza, bardzo szybko wchłania i pięknie pachnie - nie nachalnie, ale też nie chemiczną perfumą. To bardziej zapach po prostu kremu, ale uwielbiam go :) Co do działania - świetnie nawilża i koi nawet moją okrutną, atopową skórę. Nie piecze mnie skóra po goleniu, jak się często zdarzało przy innych balsamach. Generalnie ten balsam obok tych pod prysznic to mój ulubieniec!




TONIK RÓŻANY I PŁYN MICELARNY

Tonik różany odkryłam już jakiś czas temu i zużyłam kilka butelek. Po udanej przygodzie z wodą różaną i pozytywnych opiniach w sieci, postanowiłam spróbować innowacyjnego wtedy toniku z atomizerem. Okazuje się, że to jedno z lepszych rozwiązań. Nie trzeba trzeć wacikiem po twarzy, wszystko się ładnie rozprowadza i wchłania. Kiedy się spieszę, czasem wmasowuję go w skórę i też daje to dobry efekt. Moja skóra nie jest podrażniona, czerwona, ani nie piecze (co się zdarza przy drogeryjnych tonikach).
Płynu micelarnego używam rano aby odświeżyć twarz po nocy i wieczorem do demakijażu (mieszam go wtedy z olejkiem na waciku i przecieram twarz) - jeśli chodzi o ten sposób zdejmowania twarzy, stosuję go tylko kiedy jest bardzo późno i zależy mi na czasie. Tonik nie piecze, nie podrażnia oczu i przyjemnie pachnie, do tego nie tworzy tłustej warstwy, tak jak to robi micel z Garniera. Za to ogromny plus!



PIELĘGNACJA DŁONI I PAZNOKCI

Tutaj mam dwóch podobnych do siebie ulubieńców, olejek do paznokci Max Repair i krem do rąk Instant Help. Lubię też wersję czerwoną tego kremu, ale akurat jej nie mam ;)
Olejek fajnie się wchłania, nabłyszcza i natłuszcza paznokcie, zmiękcza skórki. Zostawiam go zazwyczaj na noc na paznokciach i rano zmywam to, co ewentualnie zostało (niewiele się ruszam jak śpię :P) Krem jest lekki i łatwo się wchłania, nie zostawia tłustej warstwy, nie piecze mnie w suche partie dłoni, skóra nie czerwienieje od niego :)



PIELĘGNACJA STÓP

W tej kwestii jestem tak niesystematyczna jak tylko się da. Rzadko pamiętam o stosowaniu kremu do stóp. Kiedy jednak postanowię zrobić im SPA, zawsze używam tych dwóch produktów. Najpierw ścieram skórę peelingiem, później tarką, na koniec albo nakładam maskę, albo krem. Efekty są niesamowite! :)




OLEJKI

Od kiedy zaczęłam używać olejku do demakijażu, ten typ kosmetyku zagościł na każdym centymetrze mojej skóry. Kocham olejki do ciała, do twarzy, do włosów <3 Olejek do demakijażu z Evree zna pewnie większość z Was. Wieczorem wylewam troszkę na dłonie i masuję twarz, potem całą tę brązowoszarą lapę zdejmuję wilgotnym wacikiem. Twarz mnie nie szczypie, nie ciągnie ani nie jest czerwona. Supcio!
Olejek różany na początku mnie uczulił. Myślałam, że to koniec naszej przyjaźni, ale postanowiłam dać mu szansę i tym razem użyłam go samego - bez kremu na noc. Rano moja cera była promienna, lekko świecąca, miękka i gładka. Delikatnie łagodzi też rany po niedoskonałościach. Nic dodać, nic ująć, uwielbiam go! 
Co prawda zapach jest średni (kojarzy mi się z tym "rybim" olejkiem z Isany), ale nie ma to znaczenia, jeśli działa tak dobrze :)



I to by było na tyle :) Dajcie znać, czy lubicie Evree, a ja uciekam w końcu odespać tydzień ;)



Buźka! :*



piątek, 13 stycznia 2017

NIEZBĘDNIK ZIMOWEGO WYJAZDU


Cześć Wam, jak mija ten mroźny czas? Zimy nie można przeleżeć w domu, dlatego mam dzisiaj dla Was mój must have zimowego wyjazdu, zapraszam!


CIEPŁO, CIEPŁO, CIEPŁO

Pakując się na narty czy snowboard trzeba pamiętać o odpowiednim ubraniu. Wieczorne spacery także wymagają odpowiedniego zabezpieczenia przed zimnem. Moją "piętą Achillesa", która najszybciej oddaje ciepło są stopy. Zawsze są lodowate, zawsze w nie marznę, więc kiedy wychodzę na mróz, bardzo dbam o odpowiednie opatulenie. Z pomocą przychodzę skarpety typu frotte, grube rajstopy czy buty wyłożone barankiem (np. UGG). Na nogi dodatkowo zakładam getry.
Taką samą sytuację mam z dłońmi, które wiecznie bolą z zimna. Wychodząc, nie zapominam o rękawiczkach, ale do ogrzania dłoni służy mi też rozgrzewające serduszko, które wydziela ciepło (nie do końca wiem, jak to działa, ale działa <3). Można je kupić w sieci ;)
Nie zapominam także o grubych, ciepłych swetrach, dobrym pomysłem jest zainwestowanie w jeden sweter wełniany i jeden kaszmirowy, nie ma nic cieplejszego <3




KOSMETYKI

Podczas sportów zimowych nasza skóra narażona jest na ogromne katorgi i trzeba się odpowiednio zabezpieczyć. Przede wszystkim od zimna czy bolesnych upadków na stoku może być przesuszona, popękana lub odparzona. Wtedy zdecydowanie odstawiam żele z SLS i silnymi środkami myjącymi i przerzucam się na olejki myjące. Tworzą na skórze ochronną warstwę i nie podrażniają skóry. Moim ulubieńcem jest olejek z Isany, bo jest mały, poręczny i tani ;) Co prawda śmierdzi, ale ratuję się balsamami :P
Co do balsamów, na wyjazdy zimowe preferuję te, których używa się pod prysznicem. Dzięki temu nie marznę poza kabiną, jest szybko i nie blokuję łazienki znajomym. Dla mnie super rozwiązanie!
Najbardziej narażona na działanie zimna, słońca i wiatru jest twarz. Tutaj nie ma miejsca na miauczenie za makijażem, najważniejsza jest ochrona. W tym przypadku moim ulubieńcem jest krem z Floslek z SPF 50. Nie zawiera parafiny, więc nie zapycha skóry, chroni przed słońcem i mrozem. Wieczorem zmywam go jak zwykle i robię delikatny peeling, żeby przypadkiem mnie nie zapchało ;)
Olej kokosowy ma na wyjazdach wiele funkcji. Zmywa ewentualny makijaż, natłuszcza skórę, ratuje przesuszenia i odparzenia i doskonale nawilża. Nic więcej nie mam do dodania, must have każdeg wyjazdu! 
Nie wyobrażam sobie także zimy bez maści z witaminą A. Chroni usta, goi rany i otarcia, natłuszcza. Używam jej przez całą zimę, więc i wyjazdom towarzyszy :)
Ostatnim elementem jest krem do rąk. Dłonie źle znoszą zimno, dlatego warto je zabezpieczyć. Na zdjęciu pokazuję Wam krem z Evree, jednak zimą warto zaopatrzyć się w krem bez gliceryny wysoko w składzie. Kremy o wodnistej konsystencji są nie najlepszym rozwiązaniem, bo cząsteczki wody zamarzają na mrozie, wtedy skóra jeszcze bardziej cierpi.



DROBNE RZECZY, KTÓRE UWAŻAM ZA POTRZEBNE

Tutaj znajdują się pierdółki, które nie są niezbędne, ale ja zawsze mam je przy sobie na wyjazdach, zwłaszcza zimowych ;)
Po pierwsze, tabletki przeciwbólowe i 2-3 podpaski. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, organizm kobiety lubi płatać figle, jeśli nie nam, to koleżance. Dobrą opcją są także saszetki rozgrzewające, aby zapobiec chorobie. Wszystko też zależy od tego, czy wyjeżdżacie do centrum Zakopanego, czy w zupełną głuszę. Jeśli apteka jest daleko, warto się zabezpieczyć ;)
Równie przydatny może okazać się powerbank ;)
W sytuacji, kiedy w pobliżu nie ma sklepu (bo jesteśmy w głuszy :)) warto mieć przy sobie gorącą czekoladę na mroźne wieczory i saszetki z gorącymi zupkami ;)


I to by było chyba na tyle, rozpisałam się troszkę :P Dzięki że byliście ze mną, dajcie znać, jaki jest Wasz must have wyjazdów zimowych, ja już uciekam, buźka! :*







sobota, 7 stycznia 2017

CO ZNAJDUJE SIĘ W MOIM KALENDARZU


Cześć! Przekładając rzeczy ze starego kalendarza do nowego i przepisując ważne wydarzenia wpadłam na pomysł, aby pokazać Wam, co znajduje się w moim kalendarzu. Jesteście ciekawi? ;)

Kalendarz jest dla mnie rzeczą, bez której nie mogę się obyć. Zabieram go wszędzie - na uczelnie, na zakupy, na spotkanie z przyjaciółką i na wyjazdy. Jestem control freakiem i maniakalnie do niego zaglądam. Sprawdzam, co mam zapisane na kolejnych kilka dni, planuję najbliższy czas. Często wystarczy drobny impuls, abym go otworzyła, np. kiedy przyjdzie mi do głowy pomysł na post. Ale co dokładnie noszę zawsze ze sobą?



1. Karta kodów jednorazowych z banku

Kiedyś miałam je w teczce z dokumentami, ale kiedy wyjeżdżałam (np. do domu), często zapominałam jej zabrać i nie mogłam wykonywać przelewów. Któregoś razu, żeby na pewno jej nie zapomnieć wsadziłam ją do kalendarza i tak już zostało :) Teraz niespodziewane wydatki nie są w stanie mnie zaskoczyć.


2. Paragony

Zawsze po powrocie do domu przekładam paragony z portfela czy siatek do kalendarza przy odpowiedniej dacie. Dzięki temu pod koniec miesiąca wiem mniej więcej ile pochłonęły wszystkie moje zakupy i ile z nich było niepotrzebnych ;)



3. Rabaty i oferty z programów lojalnościowych

Mam tendencję do gubienia wszystkich zniżek, jakie dostanę, dlatego grzecznie siedzą w kalendarzu i czekają aż ich użyję. Dzięki temu też nie muszę ich szukać, kiedy sobie o nich przypomnę i nie jestem smutna przy kasie, że zostały w domu, bo mam je zawsze w torebce ;)



4. Miesięczny plan blogowania

Kiedyś zapisywałam to po prostu przy odpowiedniej dacie, jednak zdarzało mi się zapomnieć, że to dziś mam opublikować post i nie miałam żadnych zdjęć. Teraz też zaznaczam odpowiedni dzień, ale wzbogaciłam swój kalendarz o osobną listę. Wykorzystałam planer miesięczny od Aliny z bloga designyourlife. Znajdziecie tam też plan blogowy, ale dla mnie bardziej odpowiedni jest ten miesięczny, bo mam rzut na cały miesiąc. Wiem, jakie są przerwy między postami i kiedy mniej więcej powinnam zrobić zdjęcia. Dla mnie rozwiązanie idealne i serdecznie polecam Wam sprawdzić bloga Aliny. :) 



5. Notatki

Czyli wszystko, co wybazgrole przez cały dzień na osobnych kartkach. Są tu pomysły na posty, spisy ulubieńców, jakieś zabłąkane myśli, które chciałam zapamiętać, etc. 




6. Pierdoły

W tej kategorii mieszczą się np. bilety do kina, zoo, ulotki, reklamy i wszystko, co tylko przez cały dzień uda mi się zebrać. I tak, wyrzucam to dopiero w styczniu kolejnego roku :P



7. Karty gwarancyjne

Częśc z nich trzymam w teczce z dokumentami, a część ląduje w kalendarzu. Zazwyczaj w kalendarzu są karty przedmiotów, które ze sobą wożę i które mogą się zepsuć zarówno w Rzeszowie, jak i w moim mieście rodzinnym. Karty wkładam przy dacie zakupu i czekam, aż coś się zepsuje :P Trzymam w ten sposób także paragony za rzeczy, które mogę potrzebować oddać lub wymienić.



A co w nim zapisuję?

Jednym słowem: wszystko! Przede wszystkim oczywiście najważniejsze daty, np. urodziny, terminy egzaminów czy wizyty u lekarza. Również wszystkie deadline'y, których teraz, na etapie pisania pracy, nie brakuje. Zaznaczam sobie także wszystkie spotkania, bo jestem jedną wielką sklerozą i bywa, że umawiam się na ten sam dzień i godzinę z dwoma osobami. Myślę, że jak każda kobieta, zapisuję też daty miesiączek, ich obfitość i stopień bólu (w razie, gdybym miała mówić o tym lekarzowi). 
Pojawia się także to, co robił mój tata i co teraz robię ja czyli zapisywanie "większych" zakupów, np. odkurzacza czy przedłużenie umowy z operatorem. Zapisuję także najważniejsze zadania na każdy dzień, np. zapłacenie czynszu, rachunku za telefon; są też czasem listy zakupów.




I to by było na tyle, zaskoczyło Was coś? ;) Dajcie znać, co jest w Waszych kalendarzach, a ja uciekam działać dalej!



Buźka! 

niedziela, 1 stycznia 2017

PODSUMOWANIE ROKU 2016


Cześć, witam Was w nowym roku 2017! Jestem ciekawa jak Wam zleciał poprzedni rok, czego żałujecie, co byście chcieli powtórzyć, o czym zapomnieć, a co sprawiło Wam ogromną radość. Dziś mam dla Was podsumowanie mojego 2016 roku, zarówno pod kątem kosmetycznym, jak i bardziej lajfstailowym. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam ;)


1. INSPIRUJĄCE MIEJSCA

W tym roku miałam okazję odbyć wiele wspaniałych podróży, mniejszych i większych. Z każdej jestem bardzo zadowolona i przywiozłam mnóstwo wspomnień. Najbardziej zapadły mi w pamięć dwie, o których zresztą pisałam Wam na blogu.
Pierwsza z nich to kilkudniowy wypad z moim chłopaczkiem do Warszawki i Łodzi. Uwielbiam duże miasta i zawsze dobrze się w nich czuję. W nowym roku mam nadzieję na kolejny taki wypad w głąb polski ;) 
Pod koniec września pojechaliśmy do Niemiec, o czym także już pisałam. To miejsce jest niesamowite i pewnie napisze o tym kiedyś osobny post. Dla mnie cała Kolonia jest niesamowita!






2. BLOGOWY ZASTÓJ

To prawda, że od kiedy mój komputer się zepsuł, nie bywałam tu praktycznie wcale. Co prawda, laptop wrócił z serwisu po dwóch tygodniach, ale mój plan zajęć w tym semestrze jest tak ciasny, że nie mam nawet kiedy wcisnąć do niego przerwy na jedzenie. Do tego w tym roku muszę napisać i obronić pracę licencjacką, więc blogowanie odeszło na najdalszy plan. Miałam jednak kilka nocnych przemyśleń odnośnie niego i powstało we mnie kilka nowych pomysłów. Mam nadzieję, że uda mi się je zrealizować ;) Nie mogę obiecać, że teraz będę tu regularnie. Postaram się pisać jak najczęściej.



3. NOWA ZAJAWKA

Dziennikarstwo kręci mnie od bardzo dawna i to jest coś co mogłabym robić for life. Nigdy jednak nie przyglądałam się tak dokładnie temu zagadnieniu. Życie nie pozwoliło mi na realizację w tym kierunku, dlatego też skończyłam na filologii, ale staram się możliwie jak najwięcej swoich uczelnianych poczynań poświęcać temu zagadnieniu. Moja praca licencjacka dotyczy reportażu jako sposobu obrazowania świata i kultury audiowizualnej i tym sposobem dotarłam do mnóstwa ciekawych książek, które na pewno pochłonę w całości, kiedy już uporam się z pisaniem. Planuję też swoje przyszłe życie związać z dziennikarstwem, więc taka lektura na pewno mi się przyda ;)



4. PRZYSZŁOŚĆ MA ZNACZENIE

W 2017 kończę pierwszy etap studiów i jest to moment, kiedy dość intensywnie zastanawiam się nad przyszłością. Co mnie czeka, gdzie los mnie rzuci, co nowego mnie spotka. Przez miniony rok uświadomiłam sobie, że warto myśleć o swojej przyszłości nie tylko teoretycznie, ale także działać.
Co zrobiłam w tym kierunku? Największy nacisk kładę na odkładanie na swoją przyszłość. Założyłam konto oszczędnościowe, na które co miesiąc wpływa drobna kwota z mojego konta i stopniowo kumuluje odsetki. Jeśli życie nie będzie ode mnie wymagało większego nakładu pieniędzy to za jakiś czas będę miała odłożoną kwotę na studia podyplomowe, tym samym odciążę siebie i swoją rodzinę. Dodatkowo ostatniego dnia miesiąca wrzucam do skarbonki drobne, które mi zostały, a czasem nawet zdarzy się banknot. Unikam wrzucania tam groszówek, raczej kwoty od złotówki w górę.
Myślę także intensywnie o swoich przyszłych studiach. Regularnie przeglądam oferty mieszkaniowe, szukam najlepszych opcji i sprawdzam wszystkie uczelnie, które mnie interesują. Jednym słowem, planuję swoją przyszłość już teraz, aby mieć pewniejszy start ;)




5. KAWA, KAWCIA, KAWUSIA

Ten rok bardziej niż poprzedni upłynął mi pod znakiem kawy. I jestem z tego powodu szczęśliwa. Kawa to energia, zawsze pozytywnie mnie nastraja, kojarzy mi się z pokonywaniem trudów dnia codziennego, a także nierzadko towarzyszy spotkaniom. W tym miejscu pozdrowienia dla Ani!
Kawa umila mi czas także kiedy mam chwilę dla siebie, kiedy mogę poczytać książkę czy po prostu poleniuchować i uzupełnić kalendarz ;)





6. ULUBIEŃCY I BUBLE

Nie zabraknie tu części kosmetycznej. W tym roku zdarzyło mi się mało ulubieńców, bo większość odkryłam pod koniec roku i będzie o nich więcej w styczniu, ale także niewiele bubli ;)
Wśród ulubieńców znalazły się maleństwa od Golden Rose, o których już Wam pisałam. Ciągle przybywa mi nowych kolorów i jak na razie tylko kilka mi nie przypadło do gustu. Drugim ulubieńcem roku jest pianka myjąca z Pharmaceris, która jest genialna, genialna, genialna i najsupsza! Jest łagodna, dobrze oczyszcza i nie ściąga mojej skóry. 
Kolejny ulubieniec to olejek z Balea, który świetnie dociąża włosy, nawilża końce i przepięknie pachnie! Ostatnim faworytem tego roku jest odżywka Garnier Ultra Doux. Co tu dużo mówić, daje efekt WOW <3


No i niestety buble. Po pierwsze lakier z Golder Rose z serii Jolly Jewells. Fatalne są te opiłki, odstają, wyglądają jak źle położona gładź szpachlowa, sam lakier jest bardzo gęsty, źle się roprowadza i zasycha cały tydzień. Nope. Kolejne dwa buble to odżywki do włosów, jedna to Balea Oil Repari, druga - Biovax do włosów blond. Obie przesuszają włosy, które wyglądają jak siano i dostają potrójnej objętości, do tego rozczesanie ich zajmuje godzinę. Nie polecam, chyba że macie bardzo grube i odporne włosy, w innej sytuacji uważam, że zrobicie sobie nią krzywdę. 
Ostatni bubel, którego nie ma na zdjęciu, to podkład Loreal True Match. Skusiłam się opiniami, że nowa formuła jest świeta, YouTube make me buy it i tak oto wydałam na niego stanowczo za dużo. Podkład jest bardzo silikonowy i ślizga się po twarzy, ma różowe tony i podkreśla moje przebarwienia i niedoskonałości, do tego bardzo szybko zjeżdża z twarzy. Dla mnie bubel, choć wiem, że wielu z Was on pasuje ;)



7. MIŁOŚĆ MOJEGO ŻYCIA

Po pierwsze to oczywiście mój chłopak :P Jednak wraz z początkiem 2016 roku w moim domu zamieszkała mała piękna włochata kuleczka, która zmieniła się w górę włochatego tłuszczu <3 Jest kochany, mięciutki i baaardzo słodki! Uwielbiam go ponad wszystko i cieszę się, że mama zgodziła się na zwierzątko, bo teraz sama biega za nim i non stop mu dogadza :D




I to by było na tyle. Mam nadzieję, że nowy rok upłynie Wam radośnie i spełnicie część swoich planów. Na koniec przedstawiam Wam moje założenia na 2017 rok, a Wam życzę wszystkiego, co najlepsze, niczego nie żałujcie!


Buziaki! :*











Przeczytaj zanim skomentujesz!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz i zawsze odwiedzam blogi komentujących :) Jednak jeśli obejrzysz zdjęcia i napiszesz "super post/recenzja/migawka/ulubieńcy/denko/cotamchcesz", lepiej sobie daruj. Dla mnie liczy się jakość komentarzy, a nie ich ilość. Nie piszę tych postów dla siebie ;) Jeśli uważasz, że za dużo tu czytania, przynajmniej wyłap esencję. Puste komentarze są bardzo przykre ;)