Witaj na Selfmadeheaven. Blogu, który już od jakiegoś czasu nie funkcjonuje. Przestałam bawić się w blogowanie kosmetyczne i przerzuciłam się na więcej pisania, niż kolorowych obrazków. Poza tym, świetnych blogów kosmetycznych jest od groma :) Nie usuwam go głównie przez sentymetn. Przez to, że zdjęcia mi się podobają i przez to, że tęskniłabym za nim, gdybym go usunęła. Dlatego będzie mi miło, jeśli przeglądniesz jakieś moje stare posty w poszukiwaniu informacji albo inspiracji, ale raczej nie pojawi się tu nic nowego :)
W międzyczasie zapraszam Cię na mój nowy blog, gdzie jest więcej do czytania, pozdrawiam!

niedziela, 10 lipca 2016

OUTFIT OF THE WEDDING #2


Hej Kochani :) Lato to okres masowych wesel, które także i mnie nie ominą. W związku z tym przygotowałam dla Was bardzo prosty OOTW. Jeśli jesteście ciekawi - zapraszam!




Osobiście uważam, że moda na kreacje wydarte żywcem z kolekcji haute couture od YSL albo Versace i stylizowane przez kilka godzin włosy już dawno minęła. A nawet jeśli nie, dla mnie jest już nieco passe. Dlatego ja zawsze decyduję się na delikatną sukienkę, którą będę w stanie jeszcze kiedyś ubrać, klasyczne szpilki i minimalistyczną biżuterię. Co do włosów, zazwyczaj je upinam. Tym razem delikatnie je pokręciłam, ale moje włosy są zupełnie niepodatne na jakąkolwiek stylizację, więc były proste jak druty już w drodze do kościoła :D




Sukienka jest prosta, w moim ulubionym kolorze. Spodobał mi się jej tył, bo dodaje całości nietypowego wyglądu :) 



Nie chciałam iść w klasyczne półbuty na obcasie, więc wybrałam czarne sandałki, które dopełniły stylizację, ale jej nie zdominowały. Nie są też jakieś super wysokie ani niewygodne.





Sukienka: Tally Weijl
Buty: DeeZee
Kurtka: Cropp
Torebka: No Name
Naszyjnik: AmberHurt
Zegarek: Reserved



Nie zabrakło też mojego tańcownika :)


I to by było na tyle :) Dajcie znać, co myślicie, a ja uciekam, jutro czeka mnie pracowity dzień :)

Buziaki!








niedziela, 3 lipca 2016

ULUBIEŃCY CZERWCA


Cześć robaki ;) Czerwiec dobiegł już końca, dlatego przychodzę z zestawieniem ulubieńców miesiąca. Zapraszam :)




WODA TERMALNA I MGIEŁKA AVON

Nie wyobrażam sobie lata bez kostek lodu i wody termalnej, Daje wspaniałe orzeźwienie, chłód i sprawia, że moja cera przestaje być ściągnięta. Ma też przystępną cenę i można ją aplikować także na makijaż, co często robię aby orzeźwić twarz lub zdjąć pudrowość ;)
Mgiełki avon to mój letni niezbędnik każdego roku. Zawsze mam w zanadrzu któryś z wariantów zapachowych. W tym miesiącu było to Bright Apple Blossom, czyli świeży zapach zielonego jabłuszka. Jest bardzo słodki, ale nie za słodki ;)



MASKA AGAFII I STARA MYDLARNIA

Bardzo lubię maski do twarzy, zarówno te "płynne" jak i w proszku. Testuję ich sporo i niedługo może pojawi się post na ich temat ;) W tym miesiącu moje serce skradły dwie saszetki: Stara Mydlarnia Anti-aging z różową glinką i odświeżająca Babuszka Agafia z miętą. SM to peel off, którą uwielbiam za wyrównanie kolorytu mojej cery i łagodzenie niedoskonałości i zaczerwienień. Olejek z drzewa herbacianego działa antyseptycznie, przez co mam widocznie mniej niedoskonałości. Używam jej zazwyczaj wieczorem. Agafii natomiast używam rano, przed pierwszym myciem twarzy (czyli teoretycznie zaraz po wstaniu). Nie mogę jej używać na oczyszczoną skórę, bo zawarta w niej mięta sakrabucko piecze. Maska doskonale odświeża i "budzi" moją cerę, przywraca jej też blask. Jak dla mnie obie są niesamowite ;)



BAZA SMASHBOX I CC BELL

Lato to czas, kiedy makijaż jest mniej trwały na twarzy. Po bazę Smashbox Photo Finish sięgnęłam przy okazji wyjścia na wesele i została ze mną na dłużej. Oczywiście nie używam jej codziennie, ale kiedy mam jakieś większe wyjścia lub kiedy wiem, że będę długo poza domem. Baza jest matowa, dobrze utrzymuje makijaż, sprawia, że jest trwalszy i przede wszystkim zmniejsza pory, przez cera wygląda o wiele ładniej ;)
Krem CC z Bell kupiłam jakiś czas temu, ale dopiero teraz odkryłam jego potencjał. Kolor dopasował się do mnie idealnie (mam odcień 03 Sunny), razem z bazą tworzy wspaniały duet. Pokochałam go przede wszystkim za brak efektu maski i świeży, letni wygląd. Czasem łączę do z Rimmel Lasting Finish dla lepszego krycia ;) Jego cena jest także niesamowita, bo jest to zaledwie 18 zł.




MAKE UP REVOLUTION I AVON

Dawno niewidziany rozświetlacz z MUR powrócił w końcu na salony. Zimą uznałam go za zbyt ciepły, natomiast na lato jest idealny, daje bardzo słoneczny, wakacyjny blask. W odstawkę póki co poszedł rozświetlacz z Kobo, który jest niemal biały i fajnie wygląda zimą. Ten z MUR mam w kolorze Peach Lights i o ile dobrze go zblenduję, wygląda niesamowicie!
Ostatnimi czasy jestem chora na pomadki w kolorach nude. Pokazywałam już bladziocha z MUR, a w tym miesiącu zdecydowanie zakochałam się w matowym Avonie w kolorze Au Naturale. Nie jest to typowy nudziak, ale lekko zabarwiony brązem i pomarańczem. Nie wygląda na ustach trupio, co jest jego ogromną zaletą. Mimo że jest matowa, dobrze się rozprowadza i nie wysusza ust. Jak dla mnie - ideał do mocniejszego i naturalnego makijażu oka ;)





DERMEDIC I WILKINSON


Jeżeli borykacie się z problemem atopowej skóry, wiecie jakie to uczucie, kiedy wszystko Was gryzie, swędzi, piecze, jest suche, ściągnięte i schodzi skóra. Długo szukałam czegoś co choć trochę złagodzi uczucie pękającej skóry i w końcu trafiłam na to. Nie wyobrażam sobie teraz używać czegoś innego po prysznicu. Dermedic Linum Emolient doskonale koi moją skóre i przywraca jej gładkość. Świetnie radzi sobie z suchymi łokciami i zrzucającą się skórą. Ma też bardzo wygodny atomizer. Nie daje jakiegoś super nawilżenia, dlatego wspomagam go normalnym balsamem, ale od kiedy go używam, "normalne balsamy" nie sprawiają mi już palącego bólu. 
Maszynkę z Wilkinson odkryłam przypadkiem. Idąc na maraton X mena do kina... dostałam ją w prezencie jako dodatek do biletu :D Moja to Wilkinson Sword Extreme 3. Jest genialna i o wiele bardziej żywotna od innych maszynek. Ma dwa paski nawilżające, przez co skóra jest gładsza, a zacięć - o wiele mniej. Ma też fajny kształt, całość ostrza przylega do skóry. Jak dla mnie super! :)



I to by było na tyle. Dajcie znać, czy lubicie któryś z tych produktów i jacy byli Wasi ulubieńcy w tym miesiącu. :) Ja już uciekam, pozdrawiam Was ciepło, buźka! :*




piątek, 3 czerwca 2016

ULUBIEŃCY MAJA


Cześć kochani! Kwiecień i maj były miesiącami wielu nowości, a co za tym idzie - obfitych testów. Mam dzisiaj dla Was przegląd produktów, które w ostatnim czasie skradły moje serce bardziej od innych. Zapraszam! ;)




***

RIMMEL LASTING FINISH & CATRICE CAMUFLAGE

Za cudotwórcą z Catrice biegam od dobrych kilku miesięcy i nigdy (mimo tzw. typu urody "węgiel") nie mogłam znaleźć koloru odpowiedniego dla mnie. Prawdę powiedziawszy, we wszystkich drogeriach, w jakich byłam, jedynym dostępnym kolorem był 025, czyli ten najciemniejszy. W końcu przypadkowo natknęłam się na kolor 020 i bez zastanowienia pobiegłam do kasy. Korektor nie jest idealny, ale go uwielbiam. Dobrze kryje, trzyma się dość długo i nie podkreśla suchych skórek wokół niedoskonałości. Jedynym minusem jest trochę zbyt pomarańczowy kolor, ale lepiej taki niż biały :P
Podkład z Rimmela kupiłam również zupełnie przypadkiem, bo natknęłam się na dużą promocję w Hebe. Co prawda podkład sam w sobie jest tani, ale promocja zawsze spoko :D Jest go mało i jest gęsty, w związku z czym jest średnio wydajny, ale wspaniały anyway. Fajnie kryje, podoba mi się też jego konsystencja - gęsta, ale może dać zarówno efekt naturalny jak i wieczorowy ;) Dodatkowy plus za filtr przeciwsłoneczny!



GOLDEN ROSE & EVREE DLA PAZNOKCI

Maj był miesiącem regeneracji paznokci. Czerwiec też taki będzie, bo ostatnio psują się bardziej niż zwykle. Na tę chwilę mają się już coraz lepiej, a to za sprawą cudaka w pędzelku od Evree. Kupiłam go w rossmanowej promocji i nie żałuję. Pędzelek jest bardzo wygodny, a sam produkt zawiera masę olejków pielęgnacyjnych. Nadaje się do paznokci i do skórek, szybko się wchłania. ;)
Odżywkę z GR kupiłam, żeby zmienić trochę jej siostrę w czarnej buteleczce. Tamta odżywka też jest dobra, ale mam wrażenie, że ta jest nieco lepsza. Paznokcie zrobiły się grubsze i mniej podatne na łamanie ;)



TONIK RÓŻANY EVREE & PALETA SEPHORA NY

Tonik z Evree kupiłam zachęcona opinią innych i praktycznym atomizerem, Dzięki temu nie pocieram skóry wacikiem. Tonik jest na bazie wody różanej, ma łagodzić skórę i wyrównywać jej kolor. Jak dla mnie cudownie nawilża, faktycznie łagodzi i przygotowuje cerę na krem. Od kiedy go używam, zniknął mój problem ze ściągniętą skórą po umyciu. Dla mnie rewelacja!
Sephora New York to obecnie najbardziej zmolestowana paleta z całej mojej kolekcji. Wszystkich kolorów mogę użyć do jednego makijażu, przez to paletka świetnie nadaje się na wyjazdy. Można nią zrobić makijaż dzienny i wieczorowy. Najbardziej zakochana jestem jednak w różu. Ma przybrudzony kolor, zakrawający nieco o brąz. Uwielbiam go właśnie za nieróżowość. Używam praktycznie codziennie i dziś już widzę maleńki fragment denka :( Jeśli ktoś zna zamienniki, chętnie się o nich dowiem ;)





GARNIER FRUCTIS GROW STRONG & ZARA FRUITY

Uwielbiam odżywki emolientowe, tylko po nich moje włosy nie wyglądają jak Owen Wilson. Skusiła mnie promocja i nie żałuję. Oprócz dociążania włosów powoduje ich sypkość, nie przeciążenie. Włosy są miękkie i gładkie, bardzo fajnie też się układają. ;)
O zapachu bardzo trudno jest pisać. Nie lubię ciężkich piżmowych i kwiatowych perfum, zdecydowanie przemawiają do mnie słodkie, owocowe nuty. Zara Fruity właśnie taka jest. Ma bardzo słodki zapach, kojarzący się z ciepłymi miesiącami. Jest bardzo wydajna (wylewam jej na siebie stanowczo za dużo), cena jest bardzo atrakcyjna. Utrzymuje się dość długo, choć nie tak, jakbym chciała ;) Niemniej jednak jestem tym zapachem zachwycona!



ŁAGODZĄCA NIVEA & SUCHY OLEJEK SEPHORA

Balsam po goleniu Nivea krąży po Internetach od dłuższego czasu i - podobnie jak Catrice - wiecznie był wykupiony. W końcu dopadłam miniaturkę w Rossmanie. Używam go, gdy moja skóra ma przesyt kremu przeciw trądzikowi z La Roche Posay i zaczyna być przesuszona. Działa rewelacyjnie. Łagodzi, nie piecze, nawilża i utrzymuje miękkość skóry bardzo długo. Używam go zazwyczaj na noc. Dodatkowo cudownie pachnie! Bałam się, że to będzie typowy zapach Nivea, tymczasem nic bardziej mylnego ;)
Olejek z Sephory - zdziwcie się lub nie - również dopadłam na promocji za mniej niż 20 zł. Co prawda sam w sobie nie nazywa się suchy, ale dla mnie taki jest. Rozpylam go na skórze i wmasowuję. W momencie wcierania mam wrażenie, że na mojej skórze tworzy się cienka, atłasowa powłoczka. Olejek nie wchłania się tak jak balsamy, ale nie brudzi ubrań ani pościeli. Skóra jest gładka i miękka, jednak na świeżo ogolonej może powodować podrażnienia. Producent mówi o używaniu go także na twarz, ale pani w Sephorze odradziła mi ten zabieg. Jak na razie spróbowałam ze 2 razy i negatywnych efektów nie widziałam. Polecam z całego serca - idealny na lato!


I to by było na tyle ;) Dajcie znać, co w tym miesiącu skradło Wasze serca. Ja uciekam, widzimy się niedługo!


Buźka!











czwartek, 26 maja 2016

KONFRONTACJA: PRODUKTY DO BRWI


Cześć robaki! Dzisiejszy post stworzyłam z dedykacją dla mojej przyjaciółki, która najbardziej na świecie uwielbia jedzenie, brązowe szminki i produkty do brwi. ^^
Będzie on dotyczył właśnie tego ostatniego, chociaż plany na dwa pierwsze też są :D Na rynku jest cała masa możliwości podkreślania brwi, od cieni do powiek po żele i woski specjalnie stworzone dla naszych brwi. Dzisiaj chcę zrobić konfrontację kilku rodzajów i kilku produktów, przedstawić ich plusy i minusy a także wskazać moje ulubione.
No to zaczynamy!





CIENIE DO POWIEK


Cienie do powiek to z reguły najtańszy, najstarszy i najpopularniejszy sposób podkreślania brwi. Wśród moich ulubieńców dominują dwa, jeden z zimowej paletki Sephory, drugi - z Inglota.

1. SEPHORA WONDERFUL DREAM - MARRON GLACE

Wiecie już, że uwielbiam tę paletkę i że tym cieniem lubię podkreślać brwi. Odpowiada mi jego kolor, daje bardzo naturalny efekt, nie rudy i nie szarofioletowy. Nie jest niestety na brwiach jakoś supertrwały, ale kilka godzin spokojnie przeżyje ;)



2. INGLOT RAINBOW 117

Nie jestem pewna co do numeru tego trio, jak tylko wrócę do mieszkania i sprawdzę, od razu edytuje post ;) Do brwi używam tego pana w środku. Jest on odrobinę ciemniejszy od Sephorowego kandydata i trochę lepiej się trzyma, ale na brwiach zahacza delikatnie o rudy, dlatego też nie używam go jakoś superczęsto. 






MUSY


Musy ostatnio zdominowały przemysł kosmetyczny. Wszystko możemy dziś dostać w kremowej formie - róże, bronzery, cienie, podkłady, etc. W przypadku produktów do brwi, możemy używać zarówno kremowych cieni do powiek, jak i produktów specjalistycznych. Ja właśnie wybrałam takie zestawienie do porównania. :)


1. MAYBELLINE COLOR TATTOO - PERMANENT TAUPE

Ten pan trzyma się na brwiach bardzo dobrze i długo, niestety ma jedną wadę - jest szarofioletowy, co niekoniecznie wygląda naturalnie. Dodatkowo mam problemy z jego wyczesaniem, przez to często moje brwi wyglądają jak dwie grube fioletowe kiełby. Używam go żeby zużyć, choć wolę go na powiekach niż na brwiach ;)



2. POMADA INGLOT 12

Pomadę dostałam w prezencie, choć sama też długo nad nią myślałam. Rozważałam też kolor 11, ale podobno jest on bardziej odpowiedni dla platynowych blondynek i podejrzewam, że może być podobny do kolegi z Maybelline. Co do koloru który mam - jest odpowiednio brązowy, nie za rudy, nie za szary, nie za fioletowy. Co do koloru nie mam zastrzeżeń, może tylko to, że jest odrobine za ciemny i muszę go nakładać bardzo mało albo bardzo dokładnie wyczesywać. Plusem jest tu zdecydowanie trwałość, takie brwi pokazują swoje naturalne oblicze dopiero przy demakijażu ;) W tym przypadku plusem jest też mała pojemność, bo spokojnie damy radę go zużyć.






KREDKI




Kredki są obok cieni najstarszymi metodami podkreślania brwi. Myślę, że każdy zaczynał swoją przygodę z makijażem od kredki do oczu i do brwi, często w tym samym kolorze ;) Ja dziś wybrałam dwie - jedną trochę gorszą, jedną trochę lepszą,


1. KREDKA LOVELY

Koloru niestety nie pamiętam. Kupiłam ją, bo oszukało mnie opakowanie - myślałam, że jest cielista :D Kredka świetnie sprawdza się na dolną powiekę. Co do brwi, daje ładny brązowy kolor, idealny dla blondynek, jednak sama kredka jest dość miękka, co odbija się na jej trwałości. Łatwo ją wyczesać i trudno z nią przesadzić. ;)



2. KREDKA PIERRE RENE

Koloru również brak, wytarł się albo wystrugał. Jest twardsza i bardziej trwała od swojej koleżanki, ale przy okazji jest ciemniejsza. Lubię ją i obecnie używam jej na zmianę z pomadą z Inglota, ale muszę uważać, żeby nie przesadzić, dlatego tam, gdzie mam mniej włosków ledwie dotykam nią skóry. Wtedy efekt jest ok ;)





DODATEK

Najlepszym sposobem na przedłużenie trwałości cieni i kredek jest według mnie odżywka z Miss Sporty, która jest moim nr 1 jeżeli chodzi o "bazę" pod tusz do rzęs i produkty do brwi. Używam jej od kilku lat i zauważyłam, że moje rzęsy teraz mniej się kruszą (bo nie mają bezpośredniego kontaktu z tuszem do rzęs). Kiedy kredka lub cień "przyklei się" do takiej "mokrej" brwi, jej trwałość znacznie wzrasta. Musy same w sobie są trwałe i kremowe, więc nie potrzebują żadnego mokrego wzmacniacza ;)




PODSUMOWANIE

Moimi ulubieńcami na chwilę obecną jest kredka z PR i pomada z Inglota. Kredka oczywiście w połączeniu z odżywką z MS. Reszty także używam, ale nieco rzadziej ;) Jeżeli szukacie delikatnego efektu, zdecydowanie polecam używanie cieni i kredek. Jeśli zależy Wam na mocnym, wieczorowym, wyrysowanym looku, wybierzcie produkty kremowe ;)


I to by było na tyle, kochani. Dajcie znać, czego Wy najchętniej używacie do zaznaczania brwi i czego byście chętnie spróbowali ;) Ja tymczasem uciekam pisać pracę, skoro już sama się na pewno nie napiszę :D

Do następnego!



Buźka!



sobota, 30 kwietnia 2016

3 ULUBIONE PRODUKTY DO MYCIA TWARZY


Cześć Ptysie! Dzisiaj mam dla Was przegląd moich ulubieńców jeżeli chodzi o mycie twarzy. Będą to dwa produkty delikatne i jeden do porządniejszego oczyszczania. Zapraszam :)




1. BALNEOKOSMETYKI BIOSIARCZKOWY ŻEL DO MYCIA 

Ten pan jest właśnie oczyszczaczem, którego używam znacznie rzadziej niż innych produktów. Zawiera SLES i ma działać przeciw wypryskom, dlatego też stosuje go najczęściej kilka dni przed okresem i mniej więcej w połowie cyklu. Sprawdza się nieźle, chociaż nie lubię jego zapachu. Nie przesusza mi cery i nie robi krzywdy. Zawiera peelingujące drobinki,  moja skóra jest po nim bardzo miękka, a wypryski nieco bledną. ;) Można go dostać przez internet, choć niedawno widziałam go w SuperPharm :)




2. PHARMACERIS ŁAGODZĄCA PIANKA MYJĄCA

Piankę z Pharmaceris kupiłam, kiedy podczas badania skóry pani stwierdziła, że powinnam się już zacząć kruszyć, bo mam tak wysuszoną cerę. Pianka ma na celu łagodzenie podrażnień, nawilżanie i delikatne oczyszczanie. Pierwsze, co zauważyłam (i co dla mnie jest ultraważne) to to, że moja skóra nie jest po nim ściągnięta i nie piecze mnie tak, jak to było w przypadku innych żeli czy pianek. Używam go na co dzień i jestem bardzo zadowolona. W ogóle cała ta seria od Pharmaceris bardzo przypadła mi do gustu :)




3. ZIAJA ULGA KREMOWY OLEJEK

Tego pana używałam baardzo długo zanim odkryłam Pharmaceris i był jedynym słusznym rozwiązaniem dla mojej cierpiącej, ściągniętej, piekącej i bolącej skóry. Nie powoduje podrażnień. Co prawda nie likwiduje do końca ściągnięcia, ale i tak mam czas dojść do półki z kremem i nie umrzeć na wężowyzrzutskórny. Kosztuje niewiele w porównaniu z kolegami i jest naprawdę dobrym produktem ze wspaniałym składem. Niech Was nie myli słowo "olejek", nie jest ani trochę tłusty ;) Serdecznie polecam :)


I to by było na tyle :) Dajcie znać, jacy są Wasi ulubieńcy w kwestii mycia twarzy. Widzimy się w kolejnym poście, pewnie znów to będzie coś z serii W obiektywie :)

Do zobaczenia niedługo, buźka! :*








piątek, 8 kwietnia 2016

KWIECIEŃ W OBIEKTYWIE: UKOCHANA ŁÓDŹ VOL. 2


Cześć kochani! Ostatni tydzień był naprawdę pełen wrażeń i pracy, toteż nie miałam wiele czasu na siedzenie w internetach. Dziś wpadam do Was z szybką fotorelacją z weekendowego wyjazdu do mojej ukochanej (jak już wiecie) Łodzi. W tym roku wybrałam się wraz z moim chłopakiem, co mogliście zobaczyć na fanpage'u i instagramie ;) Zapraszam Was dalej, jeśli jesteście ciekawi, co napstrykałam ;)


Rozpoczęliśmy od wyprawy Piotrkowską w stronę placu Wolności. 


Kto lubi Stajnię Jednorożców łapka w górę!



Mój smartfonowicz <3



Po krótkim porannym spacerze (po 8 godzinach w polskim busie dobrze nam zrobił taki chłodny poranek) wybraliśmy się do ZOO, w którym też wrażeń nie zabrakło. W międzyczasie oblałam nowe buty kawą :D





Nie zabrakło też przybłąkanego kota i bohaterów znanej produkcji "Gdzie jest Nemo" :)






***










Fenek!


Po wypadzie do Zoo byliśmy już tak głodni, że nie pozostało nic innego jak tylko przenieść się do Manufaktury. Następnym razem planujemy celować w OFF-a. Co polecacie? :)




Szal i kurtka: No Name
Spodnie: Zara
Buty: Reebok
Torebka: Stradivarius
Okulary: Hurtownia Draco


Najedzeni podjechaliśmy jeszcze do parku Poniatowskiego i przy okazji oblecieliśmy Sukcesję, w której od wyprowadzki z Łodzi jeszcze nie byłam ;) Akurat trafiliśmy na koncert Dawida Kwiatkowskiego, więc zakupy minęły nam w akompaniamencie piszczących małolat :D




I to by było na tyle moi kochani ;) Dajcie znać, czy taki post Wam się podoba, a ja uciekam do dalszych zajęć, noc jeszcze młoda. ^^
Widzimy się niedługo, buziaki! :*

P.S. Na koniec smutny sum Stanisław, który niesamowicie mnie rozczulił :D









piątek, 1 kwietnia 2016

3 PRODUKTY DO WŁOSÓW, KTÓRE OKAZAŁY SIĘ NIEWYPAŁEM



Cześć kochani! :) Dzisiaj szybki post, bo ruszamy z chłopakiem w trasę (więcej w kolejnym poście). Mam dla Was dziś 3 produkty do włosów, które u mnie sprawdziły się średnio albo wcale. Zapraszam ;)





1. MASKA DO WŁOSÓW MIODOWA SERI

Maskę tę kupiłam w Naturze skuszona promocją -40%. Po 3 użyciach ją odłożyłam, bo wysuszała i jednocześnie puszyła moje włosy. Na plus był tu jedynie zapach. Jest dość gęsta i trochę jak zimny budyń, trudno się ją nakładało. Obecnie siedzi pod łóżkiem i czeka na jakieś zastosowanie.





2. MYDŁO CEDROWE OD BABUSZKI AGAFII

Niestety moje włosy źle znoszą pielęgnację ziołową, zarówno jeśli chodzi o szampony, jak i odżywki. To mydło (jak i czarne) przesuszało mi włosy przez dużą ilość składników ziołowych. Dodatkowo włosy były szorstkie, spuszone i matowe. Niestety się nie sprawdził, dodatkowo przeszkadzał mi zapach. Teraz używam go do mycia pędzli i tu sprawdza się nieźle. ;)






3. PLANETA ORGANICA ODŻYWKA Z AVOCADO

Tu sytuacja ma się podobnie jak w przypadku mydła - za dużo ziół, stanowczo za mało emolientów. Włosy po wyschnięciu są chropowate i dziwnie się strączkują mimo że ich nie obciążam. Lepiej sobie radzi jeśli mieszam ją z czymś emolientowym (np. Nivea albo Elseve), także nie zmarnuje sie ;)




Podsumowując, jedynie maska z Seri zupełnie mi nie służy i leży nieużywana, tamte dwa produkty przynajmniej zużyję ;) 
I to by było na tyle moi drodzy, dajcie znać, czy coś z tych rzeczy macie i jak się sprawdza ;) Ja tymczasem uciekam w wir pakowania i lecim na Szczecin! <3